1. All-In 04:56
2. Looking for You 04:39
3. Ocean View 03:55
4. Inside Out 04:09
5. G.A.Y.L. 04:31
6. Early Reflections 04:10
7. Hangar 84 04:07
8. Lucid Dreaming 04:45
9. Bad Connection 04:06
10. Say What 04:18
11. Be-All and End-All 03:57
12. What’s Next 04:17
Rok wydania: 2019
Wydawca: Perris Records
https://www.torbenenevoldsen.com/
Jestem fanem Torbena Enevoldsena, nie ma co ukrywać. Odpowiada mi jego
podejście do hard rocka, a jeszcze większą estymą darzę prog metalowe
poczynania gitarzysty. Co jakiś czas Torben raczy nas swoimi solowymi
płytami instrumentalnymi – to inna strona jego kariery, ale również
warta odnotowania. Zresztą już „Flying solo” urzekło mnie na tyle, że
nie wyobrażałem sobie możliwości przegapienia kolejnych wydawnictw
duńskiego artysty.
Zaskakuje mnie to, że Torben używa tych samych palet brzmieniowych w
swoich kolejnych projektach niezależnie od gatunku. Nie dość że to się
sprawdza, to nadaje jego grze szczególnego szlifu i charakteru. Nowy
album instrumentalny zatytułowany „5.1”, to kolejna kapitalna pozycja w
dyskografii gitarzysty. A zawarte na nim materiał to 12 energetycznych
kawałków. Soczyste brzmienie gitar serwuje nam mnóstwo melodii wartych
zapamiętania, bas przyjemnie buduje tło, a czasem wypełnia rolę gitary
rytmicznej. I tylko kwestia brzmienia bębnów nieco mnie uwiera. Moim
zdaniem są zbyt idealnie zagrane. Owszem w taki sposób w jaki lubię
brzmią blachy, ale powiem szczerze że słuchając tego materiału odnoszę
wrażenie, porównywalne do perkusji w Def Leppard. Gdzie półautomatyka
stosowana jest z wiadomych względów. Właściwie to też trochę znak czasu i
w obecnych produkcjach tak nie razi, ale od razu wytoczyłem największe
działa, bo jest w moim odczuciu jedyny mankament tej płyty.
Z utworu na utwór Torben buduje klimat od euforię przez melancholię. Dla
mnie jest to pozycja idealna na wiosnę, do samochodu, jako niezawodny
towarzysz podróży. I owszem są momenty, gdzie chętnie dodałbym wokalną
linię Andy’ego Engberga, bo taki „Ocean View” jako żywo przypomina mi
klimat dwójki Section A. I wprawdzie kiedy doszedłem do utworu „Hangar
84” spodziewałem się usłyszeć wpływy Megadeth, ale to chyba była zmyłka.
Faktem jest że utwór przynosi nieco niepokoju. Dobry stuff. Jeśli już
wskazałem pewne porównania, to może niebagatelną wskazówką dla tych
którzy zastanawiają się czy sięgnąć po tą płytę niech będzie to że
momenty w których Enevoldsen używa nieprzesterowanej gitary brzmią
wypisz – wymaluj, jak choćby w balladach Annihilator. Jeśli mowa o
riffowaniu i mocniejszym graniu to wczesno-środkowy okres twórczości
solowej Johna Noruma również niechaj będzie tropem. Myślę że każdy
miłośnik gitary powinien tu znaleźć coś dla siebie bo oprócz
wspomnianych naleciałości nie zabrakło też bluesowania i funky („Say
What”). Ale jeśli miałbym podsumować skrótowym porównaniem, to polecam
ten album fanom grania w stylu Satriani, Vai.
W tym całym zachwycie jest jedno pytanie które mnie nurtuje – i być może
jest to celowy zabieg by spowodować u słuchacza pewien niedosyt i
łechtanie pod kopułą… Ciekawe jak ten materiał brzmiałby zmiksowany w
5.1?
8/10
Piotr Spyra
















































