ELVENPATH – 2015 – Pieces of Fate

Elvenpath - 2015 - Pieces of Fate

1. Mountain of Sorrows 07:02
2. Battlefield of Heaven 04:54
3. Sons of the Blood Cult 07:36
4. The Liars’ Dance 05:29
5. Testament of Tragedy 08:44
6. Wild Boars of Steel 05:54
7. Coming Home 02:31 (instrumental)
8. Sentinel of the Past 06:06
9. Queen Millennia 06:47
10. On the Elvenpath 13:21

Rok wydania: 2015
Wydawca: –
http://elvenpath.com/


Trzecia płyta niemieckich powermetalowców przynosi nam dziesięć konkretnych kawałków. Zespół para się mocniejszą odmianą gatunku, stroni od banalnych melodii i zamiast nich częściej usłyszymy wykrzyczane chóralnie refreny. I o ile od melodyki stronią też gitary rytmiczne, tak w materii tej równowagę zapewniają soczyste solówki. Zatem od strony gitarowej, Elvenpath nie pozostawia wiele do życzenia. Ukontentowani będą zwolennicy heavy metalowego podejścia, bezkompromisowego riffowania i generalnie grania spod znaku „true”, aczkolwiek masa solówek czy też niestronienie od gitarowych harmonii zapewnia w sam raz melodii. Nie bez kozero kładę na to nacisk, bowiem tychże brakuje mi nieco w wokalizach. Dragutin Kremenovic, dysponuje mocnym głosem i bywa, że zapędza się w górki. Odniosłem jednak wrażenie, że jego domena do melodyjny tembr, a ulubione linie melodyczne ograniczają się w dość ścisłych ramach. Całość przywodzi na myśl sposób w jaki głos prowadzi Michael Seifert z Rebellion, w przekonaniu tym utwierdziłem się kiedy po zaznajomieniu się z bookletem odkryłem, że Uwe Lulis produkował płytę. Tak po prawdzie jeśli mowa o zespole z ponad dekadą stażu nieelegancko jest szafować wpływy jakie u nich wyłapałem, ale skoro już poprzedni akapit taką zawiera, dla równowagi przyznać muszę, że wiele w muzyce Elvenpath wyłapałem wspólnych mianowników z Maiden, Accept czy Helloween – a to chyba należałoby odebrać w kategorii superlatywu.

Gdyby „Pieces of Fate” wydana była dwie dekady wcześniej byłaby ważnym graczem nowej fali power metalu, bowiem zawiera te elementy nad którymi wówczas się rozpływaliśmy. Obecnie jest porządną pozycją, która może spowodować że na fali nostalgii sięgniemy wstecz po kilka dobrych płyt z tamtych lat. Jak się okaże, Elvenpath nie odstaje ani brzmieniowo ani kompozycyjnie od tuzów gatunku. Oczywiście znaczącą rolę odegra gust. Ja w wokalizach widziałbym jednak więcej melodii. Odnoszę wrażenie, że wokalista sam sobie narzucił ramy stylistyczne i nie odsłania wszystkich atutów.
Mamy zatem masę riffów i solówek, trochę niezłych tekstów, trafiła się ballada i instrumental. W żadnym elemencie zespół nie poległ. Tak muzyka, jak i aspekty produkcyjne, forma wydawnictwa, okładka, to rzeczy którymi Elvenpath może się pochwalić. I chyba tylko specyfika rynku, na którym łatwo się wydawać większym nazwom, tłumaczy dlaczego grupa wydała album niezależnie.

7,5/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *