EDDIE MULDER – 2023 – To The Centre

1. To the Centre
2. Lullaby
3. Unexpected Journey
4. Beltane
5. Not so Easy
6. Panta Rhei
7. Work in Progress
8. Fairytale
9. Muse
10. Concentration
11. Nostalgia
12. Mark the Place
13. Summerbreeze

Rok wydania: 2023
Wydawca: OSKAR Records


Holandia to trzeci (poza Włochami i Polską) kraj Europy Kontynentalnej, gdzie rock progresywny darzony jest przez publiczność szczególnym szacunkiem. Przekłada się to również na ilość powstających tam zespołów uprawiających wspomniany gatunek. Zasługi sceny niderlandzkiej dla europejskiego rocka są niepodważalne. Wystarczy, że przypomnę o wywodzącym się właśnie z krainy kwitnących tulipanów zespole Focus oraz późniejszej solowej karierze ich gitarzysty, Iana Akkermanna. Przykładów można mnożyć więcej, ale nie to wszak jest treścią niniejszej recenzji.

Eddie Mulder jest holenderskim gitarzystą, który dał się poznać miłośnikom prog rocka za sprawą grup Flemborough Head i Leap Day. Z obiema miał już okazję odwiedzić nasz kraj. I to niejednokrotnie! Od lat prowadzi równolegle obszerną karierę solową. Począwszy od 2015 roku niezwykle płodny artysta publikuje z zegarmistrzowską wręcz precyzją jedną nową płytę rocznie. Wydany w 2023 album „To the Centre” jest już zatem dziewiątym jego solowym dokonaniem. Gdy dołożymy do tego sześć płyt wydanych razem z zespołem Leap Day i cztery z Flamborough Head (Mulder nie brał udziału w nagrywaniu wszystkich krążków tej grupy) daje nam to naprawdę imponujący zestaw. Czy zawsze jednak ilość przekłada się na jakość, to już zupełnie inna kwestia.

Uczciwie przyznaję, iż „To The Centre” jest moim pierwszym kontaktem z solową twórczością pana Muldera. Z jednej strony brak mi zatem punktu odniesienia do poprzednich dzieł płodnego Holendra, z drugiej zaś pozwala to spojrzeć na najnowsze dokonanie „świeżym uchem” i bez zbędnych uprzedzeń.

Omawiany album jest niemal w całości dziełem instrumentalnym. Głos pojawia się tylko w jednym utworze i to dopiero ósmym w programie płyty. Partię wokalną wyśpiewuje tam Terje Craig, jeden z zaproszonych na sesję nagraniową basistów. Wśród pozostałych czterech ściągniętych do studia gości szczególną uwagę przykuwa oczywiście legendarny klawiszowiec Ton Scherpenzeel – założyciel formacji Kayak, ale przez fanów ceniony głównie za sprawą stażu w grupie Camel w okresie powstawiania ikonicznego „Stationary Traveller”. Jego partie syntezatora faktycznie budzić mogą pewne „wielbłądzie” skojarzenia, aczkolwiek pamiętajmy, że jedynym kompozytorem materiału jest jednak firmujący całość gitarzysta.

Stąd też niepodzielnie rządzi tutaj gitara – najczęściej elektryczna, ale Eddiemu zdarza się także sięgać po instrument akustyczny. Podstawą kompozycji jest zatem gitarowa linia melodyczna. Inne instrumenty stanowią tło i rzadko mają okazję przebić się na pierwszy plan. Miłośnicy gitarowej ekwilibrystyki spod znaku chociażby Satrianiego nie mają tu jednak czego szukać. Dominują wolne, liryczne melodie, i leniwe tempa. Autor stawia na klimat, nastrojowość. Jest to płyta sprzyjająca kontemplacji, wyciszeniu się po trudach ciężkiego dnia.

Aby nie było zbyt słodko – na koniec jeszcze kilka słów odnośnie realizacji dźwięku. Mam nieodparte wrażenie, że twórczy Holender za bardzo stawia jednak na ilość wydawanych płyt, co może odbijać się kosztem jakości ich nagrania. Nie wiem jak jest w przypadku poprzednich, ale najnowszy krążek Muldera brzmi trochę „po harcersku”, jeśli wiecie, co mam na myśli. Sprawia wrażenie nieco lepszego demo. Dźwięk jest lekko toporny, co szczególnie daje się we znaki w zarejestrowanych partiach perkusyjnych. Pamiętajmy jednak, że obcujemy z twórczością niszową. Prawdopodobieństwo usłyszenia tychże nagrań w jakiejkolwiek radiostacji (pomijam tematyczne pasma internetowe) jest zatem niewielka.

7/10

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *