1. Just An Oridany Day 3.48
2. Dark Rose 3.42
3. Victory 2.56
4 .Mountain View 3.12
(Acoustic – Live 2018 Italy)
5. Strange Beauty 3.57
6. Get Going 2:20
7. After The Work’s Done 3:39
8. No More Suffernig 2:52
9. Demi 2:09
10. More Than Enough 2:51
11. The Longing 3.03
12. Easy Going 2:40
(again studio)
13. Jigsaw 6:53
14. Memoir 4.34
15. Goodbye For Now 1:59
Rok wydania 2019
Wydawca OSKAR Productions
Eddie Mulder – holenderski muzyk, gitarzysta i basista progresywnej
formacji FLAMBOROUGH HEAD, a także projektów LEAP DAY i TRION, od czasu
do czasu nagrywa również albumy solowe. Wydana za sprawą poznańskiego
OSKARA płyta „Victory”, jest piątą w jego dorobku. Jego solowe dokonania
są bardzo często odskocznią od rozbudowanego, prog rockowego grania, na
rzecz krótszych i delikatniejszych form muzycznych. Taka jest również
jego najnowsza płyta.
„Victory”, to zbiór etiud i miniatur muzycznych których czas mieści sie w
ramach 2- 4 minut (wyjątkiem jest prawie 7 minutowa kompozycja
„Jigsaw”). Muzyk zaprosił do realizacji swojego przedsięwzięcia kilku
gości: Edo Spanninga, Gert van Engelenburg, Antony Kalugin (klawisze),
Albert Schoonbeck (perkusja), Oeds Bouwsma (bas). Najważniejsza jest
tutaj jednak gitara Eddie Muldera, najczęściej akustyczna, ale w kilku
kompozycjach również elektryczna.
Bardziej złożonym, utworem, z gitarą elektryczną, lekko jazzującą sekcją
rytmiczną, jest rozpoczynający album „Just An Oridany Day” (moim
zdaniem jedna z perełek na tej płycie). Miłośnikom prog rocka, może
skojarzyć się nieco z muzyką grupy Camel. Kolejne „Dark Rose” i
„Victory”, to krótkie akustyczne etiudy. „Mountain View”, jest natomiast
w podobnym klimacie co „Just An Oridany Day”. Tu kończy się pierwsza,
studyjna faza tego albumu. Kolejnych 8 utworów, to akustyczne nagrania
live (z 30 czerwca 2018 roku z Atkins Dadi Guitar Festival we włoskim
Pieve di Soligo). Zaczyna się konferansjerską zapowiedzią, a potem
delikatny akustyczny set, swym klimatem podobny do tego, który można
było usłyszeć w ramach 11 edycji Festiwalu Rocka Progresywnego w
Toruniu, w lipcu 2017 roku. Album wieńczą kolejne 3 studyjne nagrania.
Wspomniany najdłuższy „Jigsaw”, jego klimat przypomina mi nieco Genesis z
płyty „Trespass”. Jest to jedyny utwór z bardziej uwydatnionymi
partiami klawiszy. „Memoir”, to powrót do uroczego, camelowego klimatu
pierwszej kompozycji tego albumu (kolejna perełka), mógł jednak potrwać
nieco dłużej. Ten wyjątkowo delikatny album wieńczy akustyczna miniatura
muzyczna „Goodbye For Now”.
Trochę dziwna to płyta – najpierw studyjna, potem koncertowa, na końcu
znowu studyjna. Sprawia to pewien zamęt. Byłoby chyba lepiej, aby muzyk
zdecydował się na wydanie dwóch odrębnych albumów, jednego w całości
studyjnego, drugiego koncertowego.
Muzyka ta, daje jednak sporą dozę ukojenia. Przy tych delikatnych
dźwiękach można autentycznie odpocząć, podobnie jak przy takich płytach
jak „Bay Of Kings”, czy „Momentum” Steve Hacketta.
7/10
Marek Toma


















































