Scene 1: „The Key”
I – In the cage
II – The Choice
III – Running to Lead-town
IV – G – Advertisement
V – Show Your Faces on TV
Scene 2: „The Chaos”
I – A Road to Rule square
II – The March
III – Chant of Abbey district
IV – Breaking the prayers
Scene 3: „The Rising”
I – Frames inside the Lab.
II – Echoes
III -Genuine 10:10 (A new Cure)
IV – The chemical dawn
V – In rebels’ hand
Scene 4: „The Last Breath”
I – Clash at Velasco district
II – Fragile Pantomime
III – An Epic tragedy
IV – the Question
Rok wydania: 2013
Wydawca: Logic(Il)Logic Records
http://www.echotime.org
No to mamy kolejny ciekawy album prosto z Włoch. Grupa EchoTime
zaprezentowała niedawno krążek „Genuine” i to pozycja co najmniej
interesująca!
…zacznijmy jednak od początku. Uwagę zwraca już sama okładka. Nieco
mroczna, wydaje się być jakimś tam kolejnym z wielu obrazkiem, ale gdy
się przyjrzymy dostrzeżemy, że jest na niej cała masa szczegółów, które
wprowadzają słuchacza w koncept wydawnictwa (w tym miejscu ślinka
powinna zacząć cieknąć wielbicielom koncept albumów). Panowie
rozpościerają przed słuchaczem postapokaliptyczną wizję świata rodem z
filmów pokroju „Matrix” czy „Odwróceni Zakochani” (ten ostatni może bez
szału, ale oddaje klimat świata akcji „Geniune”). Młody naukowiec Daniel
Anthony opracowuje molekułę (tytułowe genuine), która ma odmienić losy
Świata. Oczywiście pomysł nie przypada do gustu władcom i bohater
trafia do więzienia… tu zaczyna się opowieść zawarta na płycie…
Teraz ślinka powinna zacząć cieknąć zwolennikom progmetalowych dźwięków
bo to właśnie w takich klimatach obraca się album. Usłyszymy tu elementy
Evergrey, Symphony X czy Beyond Twilight. Dodajmy do tego nieco
muzyki filmowej i symfonicznej a otrzymamy mniej więcej pełen obraz
muzyki tu zawartej. Płyta została podzielona na cztery części (sceny)
składające się z kilku utworów każda. W sumie daje to osiemnaście
kompozycji tworzących nierozerwalną całość. Nie jest to płyta wpadająca w
ucho od pierwszego przesłuchania. Sporo się tu dzieje i po pierwszych
przesłuchaniach czułem się nieco przytłoczony. Za każdym kolejnym razem
było jednak ciekawiej, bardziej intrygująco i wciągająco. Klimat
budowany jest z wyczuciem i pietyzmem – tu spadnie jakąś kropelka, tam
przekręci się klucz w zamku do tego niezwykle interesująco wypadają
wszelkiej maści chórki i chóry.
„Genuine” to kawał porządnie zagranego prog powermetalu. Niestety to
zapewne kolejny album, który ze względu na ograniczoną dostępność
wzbogaci płytoteki nielicznych… choć chciałbym się mylić.
8,5/10
Piotr Michalski

















































