1. Masło
2. Złe przeczucia
3. Niejednemu psu na imię miłość
4. Wspomnienia zmyślonego chłopaka
5. Nie oddawaj mu się
6. Cudak
7. Ja jestem poniedziałek
8. Zima w Bytomiu
9. Freshmaker
10. Chemia z Niemiec
11. Kochaj się mną
12. Puszczam się ale tylko z tobą
13. Galeria Wileńska
Rok wydania: 2026
Wydawca: Music and More Records
Fani polskich kabaretów powinni kojarzyć specyficzną relację pomiędzy Paranienormalnymi, a Kryspinem. Ta w swoisty sposób wprowadzała pierwiastek zabawnej rywalizacji, gdzie jeden z podmiotów – mimo mocno wygórowanych ambicji – pozostawał w cieniu tego drugiego, nie mając większych szans na zdobycie większego splendoru. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ analogiczna relacja występuje pomiędzy grupą ADMINISTRATORR ELECTRO oraz projektem DILDO BAGGINS. Jednak nie można tego taktować całkiem tak samo, ponieważ w tym akurat przypadku, ten drugi – oprócz ambicji – faktycznie ma do zaoferowania coś więcej i wykazuje wyraźne oznaki płodności (na pewno) twórczej.
Najlepszym tego dowodem jest wydany pod koniec kwietnia „Pijak i złodziej”, już trzeci album studyjny markowany nazwą DILDO BAGGINS. W porównaniu do poprzedników, premierowy materiał ma mniej prowokacyjną okładkę, bez pikanterii (ta pojawia się dopiero po rozłożeniu kartonowego opakowania), podtekstów. Wydawnictwo pod względem szaty graficznej prezentuje się na pewno spójnie, przejrzyście i dość oryginalnie. Sprzyja temu czarno – biała kolorystyka oraz prosta (raczej niewyrafinowana) forma wykonania. Zamiast standardowej książeczki, w środku można znaleźć mniej komfortowe rozwiązanie w postaci rozkładanej kartki z tekstami, która jest mało praktyczna (można się zirytować przy składaniu), ale za to nie rodzi problemów z odczytem, a to duży plus. To jednak nie ma tak wielkiego znaczenia, bo „Dildo” śpiewa po polsku, co sprawia, że człowiekowi łatwiej jest się odnaleźć w klimacie danej piosenki. W tej materii, tradycyjnie nie brakuje odniesień do rzeczywistości i to nie tylko tej teraźniejszej. Sporo jest nawiązań do przeszłości, z czego główny zainteresowany jest dobrze znany. Tego typu wtrącenia, akcenty nierzadko wywołują uśmiech na twarzy, przywołują wspomnienia. Jednak w odróżnieniu do swojego głównego konkurenta (mowa o ADMINISTRATORR ELECTRO), DILDO BAGGINS śmielej pozwala sobie na tematykę związaną z różnymi (czasem niezdrowymi) relacjami damsko – męskimi.
A co z dźwiękami? Tu nie ma spektakularnych rewolucji, silenia się na odkrywanie nowych lądów. Dostajemy zestaw dwunastu przyjaźnie usposobionych piosenek o nie do końca jednoznacznej stylistyce. Oprócz stonowanych syntezatorowych brzmień o bardziej nowoczesnym wydźwięku (ale nie do przesady), pojawiają się rockowe brzmienia okraszone lekko przesterowaną gitarą (np. „Złe przeczucia”, „Wspomnienia zmyślonego chłopaka” czy też „Freshmaker”), która niekiedy przywołuje mi czasy świetności big-beatu. Niekiedy daje się poczuć wręcz prywatkowy nastrój, co w dużym stopniu odzwierciedla jedna z najbardziej udanych kompozycji, „Niejednemu psu na imię miłość”. Tu swojego głosu użyczyła Kafi (BAiKA) sprawiając, że utwór nabrał innego, ciekawego kolorytu. Na tym jednak nie koniec gościnnych niespodzianek. W otwierającym numerze „Masło” można usłyszeć „Grabaża” (STRACHY NA LACHY, PIDŻAMA PORNO), którego „zmęczony” głoś nadaje kompozycji dość knajpowego charakteru, ale całość w moim odczuciu robi jak najbardziej pozytywne wrażenie (choć spotkałem się już z niepochlebną opinią na temat tegoż duetu…). Znowu kompozycja „Zima w Bytomiu”, z delikatnym akompaniamentem „wakacyjnej” gitary, utrzymana w dość sentymentalnym tonie, bardzo przyjemnie buja i poprawia nastrój. Takich momentów – choć może o nieco innej wrażliwości – jest oczywiście więcej. Doświadczyć tego można chociażby przy okazji „Chemii z Niemiec”, gdzie „Dildo”, oprócz typowego śpiewania, pozwala sobie na (prawie) mówione frazy czy też w utworze pt. „Cudak”, gdzie zamiast tradycyjnych brzmień, większą rolę odgrywa elektronika przywołując na myśl muzykę klubową. Podobnie mają się sprawy w przypadku kawałka „Ja jestem poniedziałek”, który klimatycznie zahacza znowu o rejony niespiesznego electro. Mimo tej niejednoznaczności pod względem stylistycznej przynależności, całość prezentuje się dość spójnie, a wyczuwalne ekskursje w różnych kierunkach, urozmaicają ogólny charakter płyty. Całość cementuje niewygłaskana produkcja, dzięki której album momentami posiada wręcz „garażowy” klimat, zwłaszcza w przypadku gitarowych brzmień. Nie ma tu jednak co za bardzo wchodzić w szczegóły, bo też i płyta tego nie wymaga – wg mnie tu chodzi o coś innego. Mianowice o umożliwienie słuchaczowi znalezienia chwili wytchnienia, zrelaksowania się przy muzyce, która nie wymaga wielkiego zaangażowania. To możliwość poznania pewnych (też i zabawnych) historii, do opowiedzenia których, użyto charakterystycznych tekstów i muzyki o przyjaznym wydźwięku.
Można pokusić się o stwierdzenie, że jeżeli komuś przypasowała dotychczasowa twórczość DILDO BAGGINS oraz lubi poczynania ADMINSTRATORRA ELECTRO, ten na pewno nie będzie zawiedziony. „Pijak i złodziej” to godny następca „Samozadowolenia” z 2023 roku. Nie jest to co prawda płyta wyrafinowana do głębszej kontemplacji, a swego rodzaju przyjemny dodatek, uzupełnienie miło spędzonego czasu. Idealne rozwiązanie na dłuższe spacery przy słonecznej pogodzie. Muzyka lekka, łatwa i przyjemna – a taka też jest potrzebna, ot co!
7/10
“Maciej” Magiera


















































