DELAIN – 2012 – We Are The Others

Delain - 2012 - We Are The Others

1. Mother Machine 04:34
2. Electricity 04:14
3. We are the Others 03:17
4. Milk and Honey 04:26
5. Hit Me With your Best Shot 03:59
6. I Want You 04:52
7. Where is the Blood 03:16
8. Generation Me 03:43
9. Babylon 04:06
10. Are You Done with Me? 03:05
11. Get the Devil Out of Me 03:21
12. Not Enough 04:43

Rok wydania: 2012
Wydawca: Roadrunner Records
http://www.delain.nl/


Holendrami z Delain zainteresowałem się przy okazji poprzedniego krążka „April Rain”. Jest to o tyle dziwne, że nie przepadam za produktami o zabarwieniu klimatyczno – gotyckim, w którym (na dodatek) za mikrofonem udziela się niewiasta. Tym niemniej wspomniany album miał w sobie pewną ikrę, ładunek, który przemawiał do mnie nad wyraz dobrze. Kompozycje po prostu „chwytały” i w pewnym sensie porywały – w tej stylistyce nie jest to tak oczywiste. To najpewniej wynika z faktu, że ów gatunek eksploruje coraz to większa rzesza młodych twórców, zalewając rynek najczęściej bezbarwną papką. Na szczęście Delain wybiega ponad przeciętność i radzi sobie z liczną konkurencją.

Dlatego na „We Are The Others” czekałem ze sporym zaciekawieniem – zastanawiałem się jak będzie się to miało wobec „April Rain” – płyty, która poza pewnym mankamentem (zbyt wyeksponowana „stopa” pozbawiająca muzykę naturalnego feelingu) nie miała słabych punktów. Od razu napomknę, że tym razem w/w problem został zażegnany – perkusja brzmi jak należy.

Całość rozpoczyna niepokojąco – industrialny wstęp do „Mother Machine” mogący z powodzeniem uchodzić za fragment jednego z utworów Fear Factory. Jednak po chwili robotyka wyparowuje z muzycznej zawartości „We Are The Others”. Przerywają ją ciężkie gitary (pewne skojarzenia wobec ostatnich dokonań Evergrey). Kiedy pojawia się wokalistka, Charlotte Wessels atmosfera zostaje zmiękczona, co najlepiej odzwierciedla, wręcz baśniowy refren. Jednak nie ma strachu – ciężkie gitary i metalowa werwa powraca i to nie tylko w tej kompozycji. Co prawda metalowy pazur został tym razem znacznie przycięty, ale od czasu do czasu potrafi zadrapać. Ekipa z Delain ma łeb do tworzenia wpadających w ucho melodii i przebojowych akcentów – dowodów jest wiele; np. kolejny „Electricity”, singlowy „Get The Devil Out Of Me”, gotycki „Babylon” czy melodyjny do bólu – utwór tytułowy. Ciekawie prezentują się klimatyczne momenty i w tej materii świetnie wypada genialny „Are You Done with Me?” To jeden z najjaśniejszych momentów nowego Delain – kawałek z duszą! Inną ciekawostką jest specyficzny „Milk And Honey” posiadający tajemniczą atmosferę. Równie okazale sprawuje się „Where Is The Blood” gdzie Charlotte wspomaga Burton C. Bell z Fear Factory. Powstał ognisty duecik będący połączeniem piękna i złowieszczej agresji. To dobry „cios” po dość ospałym, balladowym „I Want You”, który momentami staje się niedostępny niczym kaktus. Wiatru w żagle dodaje rześki „My Generation”, który wywołuje skojarzenia wobec Nightiwish z Anette Olzon – podobne partie wokalne.

Można by przypuszczać, że przy końcu powieje nudą, ale nie. Płyta od początku do końca trzyma raczej równy poziom, a najlepsze kąski (choć jest ich wiele) zostają na koniec (Are You Done With Me?, Get The Devil Out Of Me). No cóż blisko 50 minut w towarzystwie Holendrów przemija stosunkowo szybko, a to dobry znak. Człowiek nie czuje zmęczenia, przytłoczenia i ma ochotę na ponowny obrót.

Trzecia płyta Delain nie jest ani rewolucyjna, ani innowacyjna, ale przecież nie zawsze o to chodzi. Zespół pewnie kroczy ścieżką, która nie jest specjalnie wyboista, skomplikowana i zakręcona. W podobnym kierunku zmierza ostatnimi czasy również Within Temptation i robi to z powodzeniem. „We Are The Others” zawiera proste struktury ubrane w chwytliwo – melodyjne pomysły, które po prostu „żrą”. To muzyka, przy której można się zrelaksować i najzwyklej w świecie dobrze spędzić czas. Nowy krążek Holendrów powinien przypaść do gustu mi.in. sympatykom Within Temptation, The Gathering, a być może Nightwish (w Olzon’owym wydaniu). Warto spróbować, nie zaszkodzi, a najpewniej posmakuje…

7/10

Marcin Magiera

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *