DAY SIX – 2010 – The Grand Design

Day Six - 2010 - The Grand Design

1. Massive Glacial Wall
2. Lost Identity
3. Castel Gandolfo
4. Inside
5. Fergus Falls
6. A Soul´s Documentary
7. Age of Technology
8. 7th Sign
9. In the End…

Rok Wydania: 2010
Wydawca: Lion Music
http://www.myspace.com/daysixweb


Dzięki Lion Music trafia na rynek kolejna, z pewnością godna uwagi pozycja, która powinna zadowolić zarówno zwolenników ostrzejszych progmetalowych dźwięków jak również sympatyków bardziej klasycznego progresywnego grania. Trzeba przyznać że obracające się w podobnych klimatach zespoły pochodzące z Holandii zaskakują (na plus oczywiście)! Progmetal, który proponują Holendrzy nie polega jedynie na wirtuozerskich galopadach, lecz przede wszystkim na budowanym w utworach klimacie. W ich muzyce słychać mnóstwo przestrzennych melodii, które jednak nie rozmiękczają progmetalowej mocy.

Oczywiście nie sposób odżegnać się w tej muzyce od skojarzeń. Skojarzenia nie są jednak natrętnie wyraźne. Gdzie niegdzie pobrzmiewają wpływy Porcupine Tree („Massive Glacial Wall”, „Inside”) jak również floydowskie echa, głównie dzięki gilmourowskiej gitarowej solówce i partiach saksofonu („Lost Idenity”) Nie brak również wycieczek stronę jazzowych zabarwień („Fergus Fall”), słychać oczywiście również i najjaśniejsze progmetalowe wzorce (Dream Theater, Queensryche, Fates Warning, Sieges Even…)
Umiejętne budowanie nastroju, doskonałe partie instrumentalne czynią tą pytę niezwykle interesującą. Zespół świetnie balansuje pomiędzy atmosferyczną aurą a prawdziwą metalową mocą, jedno w drugie przechodzi w sposób bardzo płynny, nie wszystkie progmetalowe zespoły czynią to w sposób tak naturalny i niewymuszony konwencją.
Na pochwałę zasługuje również ciekawy wokal, bez przesadnych górek i „charkocząco-bulgoczących” dołów. Barwa głosu Robbie van Stiphouta można śmiało porównać do Geoffa Tate’a z Queensryche. Świetne brzmienie zarówno gitar klawiszy i sekcji rytmicznej.
Płytę kończy „In The End” – najkrótsza spośród 9-ciu dosyć długich kompozycji zamieszczonych na płycie. Posiada klimat, który powoduje że nie można się pogodzić z faktem, że to już koniec. Nie można się oprzeć pokusie aby cofnąć płytę przynajmniej o te 3 minuty aby zafundować sobie powtórne „In The End”.

Oj!…. coś czuję, że na mojej liście ulubionych płyt 2010 roku „The Grand Design” znajdzie się wysoko…

9/10

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *