CZESŁAW MOZIL – 2021 – #IDEOLOGIAMOZILA

ideologiamozila

1.Dzień, W Którym Uśmiech Znikł
2. To Nasze Coś
3. Ziemia Obiecana
4. Z Miłości
5. Pan Tu Nie Stał
6. Mama Zawsze Mówiła
7. 6/13
8. Korsaka
9. Autorytet
10. Młynarzu Miel
11. Głód
12. Outro

Wydawca: Mystic Production
Rok Wydania: 2021
https://www.facebook.com/czeslawspiewa


Są w naszym kraju twórcy, co do których zawsze wiadomo, że ich artystyczne obserwacje rodzimego podwórka będą do bólu trafne. W kinie to oczywiście Wojciech Smarzowski, który idealnie punktuje narodowe przywary tak, że po zakończeniu seansu widz przez długie chwile siedzi w ciszy. I tak samo dzieje się w muzyce. Nie od wczoraj wiadomo, że swoje komentarze do rzeczywistości (coraz trudniejszej do zaakceptowania) podsuwają nam co jakiś czas Kazik, Maciek Maleńczuk czy Muniek Staszczyk. Nie spodziewałem się jednak, że do tego zaszczytnego grona niepokornych obserwatorów dołączy Czesław Mozil, który na swoim najnowszym albumie, „#IDEOLOGIAMOZILA”, w dość specyficzny, ale charakterystyczny dla siebie sposób przystawia Polakom do twarzy zwierciadło. Czesława wspomagają najróżniejsi goście (należący niekiedy do przeciwległych muzycznych biegunów), o których wspomnę przy omawianiu poszczególnych utworów. Jest ich dwanaście. Bardzo różnych stylistycznie, ale idealnie ubranych w słowa. I pomimo tej różnorodności, nie można powiedzieć, że ten album jest nierówny. A dlaczego? Płyta start…

Jako pierwszy „Dzień, w którym uśmiech znikł”. Jest to przerażająca i przeszywająca wizja Mozila dotycząca kierunku, w którym obecnie dryfuje Rzeczpospolita. Ale zaraz, zaraz… czy nie mamy przypadkiem powtórki z historii? Golenie na łyso, nie ma mądrych książek (bo wszystkie zostały spalone), nie ma również autorytetów, nie ma także innych wyznań, orientacji… W tym utworze mamy także gościa: swoją partię śpiewa tutaj Michał Sławecki. Ten kontratenor robi niesamowitą pracę również w tle, bo robi się niemal operowo. Przepięknie. I te przejmujące, niejednoznaczne okrzyki Mozila na końcu: „Wstań!” . Może są to okrzyki do przeciwstawieniu się temu złu, ale i także – niestety – brzmią jak trzask bicza lub pałki na tzw. „ścieżce zdrowia…” Bardzo mocne uderzenie na otwarcie albumu. Uderzenie. Tak, to jest dobre słowo. Ponieważ Czesław wręcz uderza słuchacza między oczy swoimi obserwacjami i do krwi prawdziwymi wnioskami. Całość spina wgniatający w ziemię wideoklip – jeden z najlepszych polskich teledysków ostatnich lat.

Numer dwa to „To nasze coś”. W tym kawałku, na pozór „lekkim i przyjemnym”, który momentami brzmi jak popowa wersja T.Love (kłania się np. „Chłopaki nie płaczą”) tak naprawdę czai się świetna praca gitary basowej i fajne modulowanie głosu przez Czesława. Bardzo polecam zastanowić się nad wersami końcowymi tej kompozycji. Mądre spojrzenie na wolność słowa…, a wszystko to w rytm muzyki, która brzmi jakby była wyjęta żywcem z grupy Anawa. Marek Grechuta przecież również potrafił wspaniale opisywać naszą polskość…

„Ziemia obiecana” to znów piękny fragment tego krążka. Niby nic do siebie nie pasuje: okołokosmiczno-bilińskie klimaty, a następnie niesamowita gra skrzypiec i wiolonczeli. Jest to jeden z kilku utworów, które mogłyby stanowić kontynuację tego, co pozostawił po sobie kolejny z niepokornych, Grzegorz Ciechowski. Bo nie można w tym przypadku mieć żadnych wątpliwości, że zarówno słowa, zmysł obserwacji i muzyczna wyobraźnia tej piosenki wywodzą się właśnie z „ciechowskiej” szkoły. Ten niesamowity, przeszywający śpiew Mozila, który jakby walczył z tym tykającym zegarem. I o dziwo udaje mu się oszukać biegnący czas – śpiewając momentami trochę nie w tempo. Ależ magicznie jest w tej kompozycji…

Podobną magię udaje się powtórzyć w utworze „Z miłości”. Piękne i przyprawiające o ciarki na plecach partie na pianinie, które wyczarowuje Hania Rani sprawiają, że kompozycji słucha się z zamkniętymi oczami, a spod powiek spływają łzy wzruszenia. A utwór przecież niełatwy, bo opowiadający o problemie przemocy domowej. Ale… czy tej domowej w czterech ścianach? Czy też mowa tu o domu jako o kraju… Jakże na różne sposoby można interpretować owe słowa. Jedna z najpiękniejszych, ale i zarazem najsmutniejszych kompozycji, jakie usłyszałem w tym roku.

Jedziemy dalej, bo doskonałej muzyki i słów jest tu co niemiara. Jak chociażby w kolejnym, „Pan tu nie stał”, gdzie siłą napędową jest muzyka bałkańska spod znaku Bum Bum Orkestar. Bardzo ważną postacią w tym numerze jest kolejny gość, Stanisław Soyka. Piosenka ma wyborny tekst, traktujący o relacji starszych ludzi z młodszymi. Obie frakcje niestety zupełnie się nie rozumieją. I to jest przerażające, ponieważ starsi już zapomnieli, jak sami walczyli o prawdę i im w zupełności wystarcza zakłamany bełkot z telewizji. Warto wspomnieć, że Pan Stanisław wywiązuje się ze swej „starszyźnianej” roli po mistrzowsku, dzięki czemu z zabawowej, by nawet rzec – piknikowej atmosfery robi się klimat wręcz żałobny.

„Mama zawsze mówiła” (pierwszy wydany singiel) to jeden z nielicznych momentów albumu, które nie przypadły mi do gustu. To numer stworzony w synthpopowych klimatach lat osiemdziesiątych (skojarzenia z Papa Dance jak najbardziej na miejscu). I właściwie tyle. Jak to dobrze, że nie natrafiłem na niego wcześniej, ponieważ wówczas z pewnością nie sięgnąłbym po ten album. Mocno odstaje od reszty (również pod względem tekstu) i trochę wypacza pozostałą zawartość albumu.

Na szczęście kolejne piosenki szybko naprawiają to, co „Mama…” zepsuła. Kolejne dwa numery („6/13” i „Korsaka” – fajny motyw z mającym swoje uzasadnienie odwróceniem kolejności) są ze sobą ściśle powiązane i opowiadają o… imprezach dorosłych, także z towarzyszeniem pewnego Bałwanka… Czy jest to oczko puszczone w stronę kultowego „Gdy nie ma dzieci”…? Lubię, kiedy dany wykonawca próbuje mierzyć się z klimatami teatralnymi i niecierpliwie obserwuję efekty. Tutaj się udało: widzę kameralną scenę krakowskiego Teatru Stu i Czesława w magiczny sposób opowiadającego tę historię… Myślę, że przeszli i obecni krakowscy Artyści (Wodecki, Nowak, Trela, Dziurman, Jasiński) mogliby mu spokojnie bić brawo za klimat i prawdziwość tej opowiastki. W drugiej części warto zwrócić jeszcze uwagę na wyborną pracę chórku dziecięcego „Piano Forte”. Dzieciaki zostały doskonale ustawione zarówno w części śpiewanej (sprytne przeciąganie fraz), jak i w cichutkim wzajemnym uciszaniu się… Czapki z głów, dzieciaki…! Aż szkoda, że dziecięce chórki używane są tak rzadko, wydaje mi się, że mają większy potencjał niż dorosłe chóry…

Kolejną kompozycją jest jeszcze jedna moja ulubiona pozycja z tego krążka, czyli „Autorytet”. Zanim przedstawię kolejnego gościa na tym albumie muszę przyznać, że telewizyjny program „Twoja twarz brzmi znajomo” (oczywiście oprócz całego swojego czysto rozrywkowego charakteru) niewątpliwie sprawia, że jego uczestnikom otwierają się nowe furtki wokalne. Doskonałym przykładem jest właśnie ta kompozycja, w której Czesława wspomaga wokalista disco polo, Czadoman. Ale za to jak on tutaj śpiewa! Serio, facet ma warunki głosowe. Zanim jednak on zaśpiewa możemy usłyszeć znów doskonałą pracę muzyków Mozila, jak i jego samego. A głowa sama się kiwa w rytm melodii. I znów warto wsłuchać (i wczytać) się w tekst, bowiem po raz kolejny to mądre i prawdziwe słowa, z których można wysnuć fajne wnioski.

„Młynarzu miel” to drugi i ostatni numer na albumie, który jakoś niespecjalnie mnie przekonuje. Nie mówię, że jest zły, bo co prawda mamy tutaj sielski klimat, połączony z beskidzkimi chórami górali, ale Czesław opowiada historię o… no właśnie – czy na pewno o młynarzu…? Może inaczej: kim jest młynarz…? Słuchając pierwszy raz tego numeru zastanawiałem się, z czym on mi się kojarzy. I chyba znalazłem odpowiedź: „Bardzo lubię lekcję biologii” Tomasza Żółtko – gdzieś w tych rejonach mi się to lokuje.

Przedostatni, „Głód”, kojarzy mi się z kolei z przygłupawymi hasłami Polski socjalistycznej, w dodatku Czesław chyba specjalnie próbuje imitować sławnego Bałwanka, by brzmiało to z jeszcze większą ironią. Jednak cała reszta jest zagrana i zaśpiewana jak najbardziej serio i nie ma tu już miejsca na ironię.

Ostatnim, jakby poza nawiasem, jest „Outro”, czyli nic innego jak repryza „Korsaka”. Z tą różnicą, że zagrane przez chórek i zaśpiewane w kościele. By skomentować te magiczną jedną minutę i czterdzieści sześć sekund posłużę się cytatem z filmu „Tydzień z życia mężczyzny” Jerzego Stuhra: „– Proszę Pana, dlaczego Pan śpiewa? – Bo kiedy śpiewam, na chwilę staję się lepszym”.

„#IDEOLOGIAMOZILA” to jest właśnie taka próba bycia lepszym w tym szalonym świecie. Czy takie płyty są potrzebne? Bezsprzecznie tak, lecz czy mają moc zmieniania świata? To już zależy od tego, czy słuchacz nie dał się ogłupić i czy rozumie o czym jest tam mowa. Niewątpliwie jest to mądra, ale i niełatwa w odbiorze płyta, którą należy odkrywać wiele razy. Bo za każdym razem znajdzie się nowy wers, nuta która powie więcej i więcej i będzie się sączyć. Aż wreszcie bełkot zmieni się w prawdziwie i mądre tezy. I może wreszcie zagości uśmiech na twarzy.

8,5/10

Mariusz Fabin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *