CONTROL DENIED – 1999 – The Fragile Art Of Existence

CONTROL DENIED - 1999 - The Fragile Art Of Existence

1.Consumed
2.Breaking The Broken
3.Expect The Unexpected
4.What If…?
5.When The Link Becomes Missing
6.Believe
7.Cut Down
8.The Fragile Art Of Existence

Rok wydania 1999
Wydawca: Nuclear Blast


Kiedy w 1995 roku nabyłem album „Symbolic”; zespołu Death, zaraz po pierwszym odsłuchaniu go zacząłem mocno zastanawiać się jaki będzie następny stopień muzycznej ewolucji Chucka Schuldinera. Styl gry jego zespołu uległ na przestrzeni lat poważnym przemianom. Chuck zapraszał do współpracy w tworzeniu kolejnych albumów coraz to wartościowszych muzyków. Tacy artyści jak James Murphy, Paul Masvidal, Sean Reinert, Steve DiGiorgio czy Andy La Roque zapisali się złotymi zgłoskami w historii ciężkiego rocka. Sama muzyka Death z roku na rok stawała się mniej death metalowa. Z albumu na album Chuck przemycał do swoich kompozycji coraz więcej motywów wskazujących na skłonności do romansów z klasycznym heavy i rockiem progresywnym. Pomyślałem – „Ciekawe, kiedy Chuck pozwoli komuś zaśpiewać to, czego sam nie byłby w stanie zrealizować wokalnie? Ciekawe jak zabrzmiałby Symbolic gdyby zaśpiewał na nim wokalista typowo heavymetalowy?”
Cztery lata później, w 1999 roku świat obiegła wiadomość o wydaniu płyty nowego zespołu Chucka Schuldinera, nazwanego Control Denied. Wiedziony nadzieją na rewelacyjne doznania muzyczne obskoczyłem parokrotnie kilka częstochowskich sklepów z płytami i po którymś z kolei podejściu, ku mojej radości zakupiłem w ASSie z niecierpliwością oczekiwany „The Fragile Art Of Existence” .
Album zawiera osiem wspaniałych, dojrzałych kompozycji . Powalające brzmienie(Jim Morris przeszedł samego siebie przy nagrywaniu, mixach i masteringu), fantastyczne aranżacje i wyśmienita dyspozycja wokalno – instrumentalna muzyków biorących udział w sesji nagraniowej stanowią o sile tego albumu. Niesamowite wrażenie przy pierwszym odsłuchaniu wywarł na mnie moment, kiedy to zabrzmiały pierwsze słowa odśpiewane przez Tima Aymara. Przez moment uległem nawet złudzeniu, iż w sesji nagraniowej tego albumu wziął udział Bruce Dickinson z Iron Maiden. Mocny głos Tima o szerokiej skali i ciekawej barwie, jest jakby uzupełnieniem tego, czego mogło brakować w muzyce Death wszystkim sceptykom, którzy doceniali talent kompozytorski Schuldinera, natomiast nienawidzili jego maniery wokalnej. Doskonale brzmiące gitary Chucka Schuldinera i Shannona Hamma wbijają w fotel przytłaczającymi riffami takimi jak ten z intra „Breaking The Broken” , przyprawiają o szybsze bicie serca galopadą refrenu z „Expect The Unexpected” lub rodzierają uszy flażoletami solówek w „When The Link Becomes Missing”. Bywa też na liryczno – refleksyjną nutę (tytułowy utwór w którym najwyraźniej słychać Schuldinerowe fascynacje rockiem progresywnym). Niesamowite wrażenie wywiera praca sekcji rytmicznej w składzie Steve DiGiorgio – bas i Richard Christy – perkusja. DiGiorgio po mistrzowsku i z wielkim smakiem wypełnia harmonię dodając przy tym swoje fantastyczne, „firmowe” figuracje. Jego solowe potraktowanie instrumentu w najmniejszym stopniu nie rozbija spójności kompozycji. Co klasa to klasa. Majtki z głów przed mistrzem !! . Richard Christy jest bębniarzem, który solidnie wywiązał się z powierzonego mu zadania sprawiając, iż płyta brzmi głęboko i potężnie . Ja osobiście wolałbym aby kompozycje Chucka Schuldinera kreował Sean Reinert . On z pewnością swoimi artykulacyjnymi smaczkami dodałby więcej pikanterii tej muzyce. Ale co kto woli. Różne są gusty, a ja absolutnie nie zamierzam wysuwać tezy, iż gra Richarda Christy obniża wartość artystyczną albumu.
Sumując. Uważam album „The Fragile Art Of Existence” za dzieło genialne i godne oceny 10/10. Muzyka z tego krążka jest dla mnie kwintesencją czadu, a jednocześnie przykładem dobrego smaku. Doskonałość aranżacyjna, melodie na długo wbijające się w pamięć, głębia wyrazowa, wirtuozeria wykonawców …. Dość tego. 10 i basta !!

10/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *