1. The Reaping
2. No World For Tomorrow
3. The Hound (of Blood and Rank)
4. Feathers
5. The Running Free
6. Mother Superior
7. Gravemakers & Gunslingers
8. Justice In Murder
9. I – The Fall of House Atlantic
10. II – Radio Bye Bye
11. III – The End Complete
12. IV – The Road and the Damned
13. V – On The Brink
To bardzo zaskakujące, ale Coheed & Cambria poznałem dzięki radio.
Poprzedni album był dość mocno promowany. A od kawałka „Ten Speed”
wprost nie można było się opędzić. Zaintrygował mnie do tego stopnia, że
postanowiłem posłuchać całego albumu. To co usłyszałem, na początku
zadziwiło mnie, ale również zachwyciło. To niesamowite połączenie punk
rocka z mięsistymi metalowymi riffami i elementami rocka progresywnego,
spowodowało u mnie przyspieszone bicie serca.
Mimo całego szaleństwa natłoku dźwięków i klimacików (klawisze i smyki)
płytę „No Word For Tomorrow” zdecydowanie można traktować jako płytę
gitarową. Każdy bowiem smaczek, czy to w wykonaniu gitary akustycznej
czy motyw basowy, jest bardzo fajnie wmiksowany w całość. Jeśli już
jestem przy produkcji albumu muszę przyznać że świetnie zmiksowana jest
perkusja. Szczególnie podobają mi się soczyste blachy!
Co jest niewątpliwą zaletą „No Word For Tomorrow”, płyty można słuchać
kilka razy pod rząd. To już nawet nie kwestia różnorodności zawartego
materiału. Ten album ma w sobie po prostu to coś, co skłania słuchacza
do ponownego wciśnięcia klawisza „play”.
Mamy tu zarówno fragmenty spokojne czy wręcz uspokajające, ale także
kąsające rify gitarowe galopady przestrzenne chóry i kobiece wokalizy a
nawet orkiestracje W przypadku tego albumu nawet pozorny chaos jest
uporządkowany a co niezwykłe nie drażnią nawet przesterowane (momentami)
wokale.
Skojarzenia? Oczywiście z Mars Volta – podobny poziom zakręcenia 😉 i
przybliżona maniera wokalna. Jednak Coheed & Cambria wydaje się
bardziej przystępny i w moim prywatnym rankingu wygrywa potyczkę z Mars
Volta.
„No Word For Tomorrow” nie jest płytą gorszą od swojej poprzedniczki.
Dlaczego więc nie oceniam krążka na komplet punktów? Być może dlatego,
że ta płyta nie była dla mnie takim zaskoczeniem jak poprzedni album. W
zasadzie nawet wymagałem od Coheed & Cambria produkcji na tak
wysokim poziomie. A tak, owszem jest jeden element gorszy niż na
poprzedniej płycie – okładka.
9/10
Piotr Spyra

















































