01. Out Of Reach
02. Sea Of White
03. Into The Wind
04. Watching In Silence
05. Forgiven
06. Lies
07. Face To Face
08. Walls
09. The Circle
10. Fields Of Sorrow
Rok wydania: 2003
Wydawca: AFM Records
http://circle2circle.net/
Kiedy Zak Stevens odszedł z Savatage, wiadomo było, że czegoś będzie w
tej muzyce brakowało. Na albumie „Poets and madmen” zaśpiewał ponownie
Jon Oliva, więc pewna część fanów była mimo wszystko usatysfakcjonowana.
Po tym, Savatage przyjął nowego wokalistę i ci, którzy mieli resztki
nadziei na powrót Zaka (w tym niżej podpisany), stracili je…
Jakże wielką niespodzianką okazał się fakt, że Stevens powraca z nowym
zespołem. Do tego wieść niosła, ze w komponowaniu materiału pomagali mu
Jon Oliva i Chris Caffery…
I tak w 2003 roku na półki sklepów trafił debiutancki krążek Circle II Circle.
Nie było oczywiście mowy aby tego materiału nie porównywać o dokonań
Savatage… Szczególnie tych od „Edge of thorns” w górę. Czym zatem
uraczył nas Zak Stevens na debiutanckiej płycie swojego nowego zespołu?
Na albumie mamy 10 kompozycji, wiele melodii, patentów żywcem wyjętych z
Savatage. Sporo przestrzeni i pseudo-akustycznych gitar, do tego wiele
motywów z pianinami… Ale szczególną przyjemność sprawiają słuchaczom
kanony i harmonie wokalne… A mamy na albumie kilka takich motywów.
Płyta naszpikowana jest świetnymi melodiami – i chyba najbardziej fanom
Stevensa o to chodziło. „Watching in silence” to jednak rasowy album
metalowy, a Circle to Circle to zespół z krwi i kości.
Muszę chyba nawet przyznać, że „Watching in silence” bardziej mi się
podobał niż albumy Savatage. Po pierwsze zawiera to wszystko, do czego
przyzwyczaiło nas Savatage. Po drugie niewątpliwy wpływ na moje
postrzeganie płyty miała tęsknota za wokalem Zaka…
Na albumie znajdziemy wiele zaskakujących dźwięków i ostrych riffów…
ale wszystko o jest zrekompensowane i zrównoważone melodiami. Od
konwencji albumu nieco odbiega utwór „Lies”, najbardziej bezkompromisowy
i zorientowany na riffy kawałek, natomiast „Walls” – najlżejszy utwór
wydaje się kawałkiem najsłabszym na albumie – mimo, że w dalszym ciągu
trzymającym wysoki poziom. Z kolei moje ulubione na albumie utwory to
otwierający album „Out of reach”, tytułowy rWatching in silencer1; oraz
dwa kawałki, w których chyba najbardziej słychać Savatage: „Forgiven”
(genialnie budowany refren) i „F.O.S.”, który kończy dobrze znana nam
sekwencja nakładanych chórów.
Recenzję tę pisałem kilka tygodni przed premierą czwartego albumu Circle
to Circle i muszę przyznać, że do tej pory album debiutancki
najbardziej przypadł mi do gustu… że już nawet nie skomentuję tego co
stało się z zespołem przed wydaniem drugiego albumu. Być może byłbym
bardziej zbulwersowany gdyby cały skład (oprócz Zaka) po zwolnieniu z
CIIC nie trafił pod skrzydła Jon Oliva’s Pain…
Jako fan Savatage czekałem z utęsknieniem na powrót Zaka Stevensa i
muszę stwierdzić, że „Watching in silence” spełnił moje oczekiwania. W
zasadzie trudno płakać nad nieobecnością na rynku Savatage jeśli
skutkiem tego są albumy CIIC, Jon Oliva’s Pain i solowe płyty Chrisa
Caferry.
9,5/10
Piotr Spyra


















































