1. Colours Come to Life (8:12)
2. Blessings and Goodbyes (5:48)
3. Stars Align (6:30)
4. The Sky Falls Down (9:38)
5. Upside Down (5:31)
6. Nowhere to Go (10:30)
Rok wydania: 2012
Wydawca: Progress Records
http://www.chrismusic.nl/
Chris to projekt holenderskiego muzyka, multiinstrumentalisty
Christiaana Bruina (na co dzień perkusisty Sky Architect). Pod szyldem
Chris zadebiutował w 2009 roku, wydanym przez Musea Records albumem „A
Glimpse Inside”. Następnie artysta związał się z wytwórnią Progress
Records, dla której rok później powstała płyta „Making Sense”. W
październiku tego roku, również nakładam tejże wytwórni, powstała
trzecia solowa płyta, „City of Light”. Zdobi ją przyjemny dla oka
kosmiczny projekt graficzny, który artysta stworzył wraz z Kenethem
Jensenem. Natomiast wszystkie teksty, wokal, jak również wszystkie
partie instrumentalne są dziełem tylko i wyłącznie Chrisa Bruina, który
jest również odpowiedzialny za produkcję płyty.
Krążek zawiera ciekawą porcję progresywnego grania w sześciu odsłonach
raczej nie przekraczających dziesięciominutowej ramy czasowej. I różne
skojarzenia lgną do mnie, jako muzyczne wyrażenia bliskoznaczne. W
pierwszym fragmencie ciśnie mi się skojarzenie z naszym rodzimym
Satellite, a już np. „Blessing and Goodbays”, „Stars Align” czy kolejne
kompozycje, dzięki dźwiękom łamanej perkusji (brzmi ona jednak momentami
na albumie trochę nazbyt syntetycznie) i specyficznym wokalizom,
kojarzy się z innym zespołem należącym do stajni Progress Records –
Brother Ape. Atutem płyty jest zróżnicowanie poszczególnych utworów pod
względem tempa co bardzo urozmaica materiał muzycznie. Solówki, jakimi
raczy nas Chris (chociażby ta w ”Stars Align”), również mogą się
podobać.
Podsumowując mogę powiedzieć, że jest to bardzo solidny materiał, jednak
z drugiej strony śmiem stwierdzić, że jego muzyczny potencjał nie
został do końca wykorzystany. Może gdyby do jego realizacji artysta
zaprosił kilku instrumentalistów, nie biorąc wszystkiego na swoje barki,
wyszłaby może rzecz bardziej olśniewająca, a tak dostajemy, mimo
wszystko, dobrą, solidną porcję artrockowego grania (jednak bez
fajerwerków). Musze jednak nadmienić, że materiał ten posiada jeszcze
jedną zaletę – za każdym słuchaniem smakuje odrobinę lepiej, dzisiaj
stawiam 7,5, ale może jutro będzie już 8!
7,5/10
MarekToma

















































