CELLAR PILLOW – 2022 – Wind Memory

cellar pillow - wind memory

1. Face the Music 05:33
2. Lake of Tibigan 04:16
3. Frozen Bees 04:31
4. Heart of the Matter 03:47
5. Elephant and Bumblebee 04:26
6. Mother Night / The Toast 04:37
7. Panacea 03:48
8. Broken Skyline 06:20
9. Marigold 04:13
10. Wieje 06:27

Rok wydania: 2022
https://cellarpillow.bandcamp.com


Wydawało mi się, że niewiele jest w stanie mnie zaskoczyć, w muzycznym świecie, tym bardziej na naszej rodzimej scenie. Tymczasem dzięki takim nazwom jak CELLAR PILLOW bywam wyprowadzany z błędu. Do ich albumu „Wind Memory” podchodziłem bez konkretnych oczekiwań, ale i bez uprzedzeń. Ot, pierwsze kawałki które usłyszałem, sprawiły zainteresowanie materiałem, ale całość przyniosła efekt wow. Projekt niby poruszają się w stylistyce rocka progresywnego z ewidentnymi wpływami prog metalu i innymi wycieczkami stylistycznymi, ale całokształt jest naprawdę wyjątkowo porządny.

Od początku pozytywnie zaskakuje brzmienie. I to zarówno dobór instrumentarium, jak i miks. Gitarki szyją bardzo zmyślne patenty, ale potrafią zbudować wraz z klawiszami plastyczną przestrzeń. Już pierwsze dźwięki ustawiają słuchacza na właściwe tory. Po prawdzie, jeśli pierwsze takty „Face the Music” wam się spodobają, możecie zanurzyć się w ten świat, bez zbędnego ryzyka. „Dwójka” przynosi więcej rockowej dynamiki i melodie, które mają singlowy potencjał. Dopisuję do listy faworytów. We „Frozen Bees” zwraca uwagę mariaż z elektroniką który przywodzi na myśl czerpanie z electro-popu, ale przestrzenny motyw z niby-radiowym komunikatem w tle, który mógłby swobodnie znaleźć się w portfolio Ayreon. Ciekawy efekt przynosi alternatywne brzmienie gitar, które w pewnym sensie bywają w opozycji wobec melodii i riffów. Podobne wrażenie zrobił na mnie swego czasu pierwszy kontakt z grupą Osada Vida. I znowu czerpanie z muzyki popowej lat 80-tych uświadczymy w pierwszej części utworu piątego. Kilka chwil później spokojniejszy „Mother Night/The Toast” kojarzyć się może z Fates Warning. Z kolei taka „Panacea” to garść progresywnej elektroniki, nieco akustycznej gitary i połamane na wskroś riffy z domieszką arabskiej estetyki w tle – zabieg może typowy dla gatunku, ale w dalszym ciągu robi wrażenie. I nie jest to ostatni na płycie instrumental, bowiem na zakończenie zaserwowano kawałek, który rozpoczyna się przestrzennie, by zakończyć riffowaniem, którego nie powstydziłby się Paradise Lost (szczególne w korelacji z wcześniejszym pianinem)… jest jeszcze hidden track – więc nie odchodźcie od odbiorników.

Akapit poświęcę wokalizom. Tutaj mamy do czynienia zarówno z estetyką typową dla progresywnego rocka, ale wymieszaną ze wspomnianymi już wcześniej patentami alternatywy. Miewałem zatem chwile, kiedy nie miałem się do czego przyczepić, ale i nie ustrzeżono się melodii, które prowadzą libretto trochę pod prąd (i tu znowu skojarzenie z Osadą). Paradoksalnie w opozycji do wielu innych kapel, wokal nie obniża wartości kompozycji. Bardzo umiejętnie zastosowane są przestery, szepty czy inne patenty, które sprawiają, że dość niski głos i zakres nie jest problemem (może tylko zazgrzytało mi nieco w przypadku kawałka „Merigold”).

Fajne jest, że w przypadku tej płyty, wszystko jest spójne i mimo czerpania z wielu kierunków muzycznych, trzyma się kupy i wyznacza stylistyczną przestrzeń dla projektu. Kiedy słuchałem albumu wraz z domownikami, zwracali uwagę na soundtrackowe klimaty jako kluczowy atut. Ja bardziej skupiałem się na gitarach. „Wind Memory”, to muzyka ambitna, ale nie na tyle wymagająca, by trzeba było się zmuszać do wyłapania drugiego dna, lub przesłania. Tego po prostu dobrze się słucha. Wystarczy że odbiorca lubi nieoczywiste rozwiązania, a muzyka Cellar Pillow trafi na podatny grunt.

8/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *