BULLSHIT BABY – 2009 – Bullshit Baby

Bullshit Baby - 2009 - Bullshit Baby

1. Mniej
2. Hey Man
3. Silencio Blues
4. The Order Song
5. Bullshit Baby
6. Wicked Weekend
7. She

Rok wydania:2009
Wydawca: Bullshit Baby


Debiutancki materiał kwartetu z Ostrowca Świętokrzyskiego. Miasta kojarzącego się dotychczas z hutą oraz ligową drużyną piłkarską niż z dobrą muzą. Ten materiał to właściwie bardziej EP niż pełnowymiarowy album, na srebrnym dysku zmieściło się bowiem niecałe pół godziny muzyki.
Jeden punkt należy się grupie za nazwę, doskonale pasującą do wykonywanej muzyki. Bullshit Baby – początkowo traktowana przez zespół tylko jako efektowna zbitka angielskich słówek – oznacza w slangu kobiety bezlitośnie wykorzystujące facetów. Drugie „oczko” – za okładkowy rysunek. Trzeci punkt – za wybór gatunku muzycznego. Na graniu stoner rocka fortuny w Polsce się nie zbije, znaczy to więc, że chłopaki grają swoją muzę z autentycznej potrzeby serca.

Ale żeby nie było za słodko: przyznaję się bez bicia, że o mały włos nie zakończyłem swojej znajomości z tym wydawnictwem na pierwszym kawałku. „Mniej” nie dość, że jest zupełnie z innej bajki niż reszta, to zarówno muzycznie jak i tekstowo kojarzy się z najgorszymi „dziełami” polskiego rocka. Rzecz o tyle dziwna, że pozostałe kompozycje pokazują Bullshit Baby jako rasową kapelę, sprawnie poruszającą się po stonerowym poletku. Ki diabeł podkusił ich więc do otwierania debiutanckiej płyty tak cienkim kawałkiem?

Humor znacznie poprawia już zgrabny „Hey Man” z fajnym refrenem, a im dalej w las tym lepiej. „Silencio Blues” i „The Order Song” – słychać, że panowie odrobili lekcję spod znaku Queens of The Stone Age. Naprawdę fajne, przesiąknięte pustynnym klimatem amerykańskich bezdroży kawałki. Nie bardzo jest się również czego przyczepić w pozostałych kawałkach, no może poza angielszczyzną wokalisty, ale nie razi ona na tyle, by przeszkadzać w odbiorze.

Płyta została nagrana i wydana własnym sumptem, jednak brzmienie jest w porządku, bez fajerwerków jak na porządny stoner przystało, ale też bez wiochy…

„Bullshit Baby” powinno świetnie sprawdzać się na scenach zadymionych, rockowych klubów. Debiut ciekawy, czekam na pełnowymiarowy materiał, wyłącznie z kawałkami na poziomie „Silencio Blues”, „The Order Song”, ”Wicked Weekend” i „She”..

And hey men, beware of bullshit babies in 2010!;)

6,5/10

Robert Dłucik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *