BLUES FOR NEIGHBORS – 2025 – Rivers of Living Water

01.Make Me a Bird
02.Gallows Pole
03.We’re All Private Property
04.John the Revelator
05.It’s All That Simple
06.Guillotine Song
07.Different Places
08.Greengrass
09.Cuckoo
10.Forest Blues
11.Song for Dylan
12.Little Omie
13.God Below

Rok wydania: 2025
Wydawca: Musica Tenebris / Bloos Records


Wrocławski duet Blues For Neighbors roztacza wokół siebie aurę tajemniczości. Trzeba się trochę natrudzić w celu uzyskania bliższych informacji na temat składu i owoców dotychczasowej twórczości tegoż tworu artystycznego. Panowie nie chcą się chwalić swymi personaliami. Trochę to dziwne, gdyż uprawiana przez nich sztuka jest raczej powodem do chluby niż wstydu. Cóż, taki mają styl. Na szczęście żyjemy w XXI wieku i w sieci znaleźć można prawie wszystko. Spieszę zatem donieść, iż pod inicjałami M.G. ukrywa się pan Marcin Gałkowski. Odpowiada za główne linie wokalne, partie gitar rytmicznych, instrumenty perkusyjne, klawisze i syntezatory, harmonijkę ustną a nawet mandolinę. Partneruje mu P.O. czyli Paweł Oczkowski, który z kolei wziął na swe barki rolę gitarzysty prowadzącego w tymże projekcie.

Rivers of Living Water” to już piąte wydawnictwo Blues For Neighbors co jak na grupę istniejącą niespełna dekadę jest w dzisiejszych czasach osiągnięciem całkiem imponującym. W trakcie sesji nagraniowej najnowszego albumu dwójkę liderów wsparli swym talentem Rafał Przewłocki na gitarze,  Błażej Grygiel na gitarze basowej i buzuki oraz Kamil Bieńczak przy mikrofonie. Całe to grono przyczyniło się do zarejestrowania trwającego nieco ponad godzinę materiału, na który składa się trzynaście pieśni – dziewięć w pełni autorskich oraz cztery opracowania standardów.

Z początku dziwiło mnie, że zespół bluesowy w Polsce decyduje się na twórczość anglojęzyczną. To tak, jakby samemu sobie rzucać kłody pod nogi. Wszak nurt bluesowy w naszym kraju jest już wystarczająco niszowym gatunkiem nawet w swej podstawowej – polskojęzycznej – formie. Warto zatem wyjaśnić, iż ten „blues” w nazwie kapeli traktować należy raczej jako zabieg artystyczny. I chyba trochę dla zmyłki. Powiedzmy sobie wprost: muzyka Blues For Neighbors z powszechnie rozumianą stylistyką bluesową nie ma zbyt wiele wspólnego. Nieprzypadkowo wśród określeń charakteryzujących twórczość duetu padają takie epitety jak folk, dark country i gothic americana (cokolwiek to oznacza). Dominują organiczne, akustyczne aranżacje. Zatem typowy fan Dżemu może sobie ten materiał spokojnie odpuścić.

Jest w tych dźwiękach sporo przestrzeni, oddechu – ale też niewymuszonej melancholii. Piosenki rozwijają się zwolna i wspólnym mianownikiem całości jest budowanie nastroju. Gdzieś tam można się na siłę doszukać luźnych skojarzeń z dokonaniami Nicka Cave’a czy Johna Portera. Może też trochę wczesnego Boba Dylana. Tak to już jest z młodszymi artystami, że mimowolnie skazani są na porównania z tymi bardziej rozpoznawalnymi. Ja do tej listy inspiracji dorzuciłbym jeszcze Led Zeppelin z okresu trzeciej płyty. A także folkowo-akustyczne eksperymenty Roberta Planta z ostatnich lat.

Anglojęzyczna nazwa w pełni koresponduje tu ze światowym poziomem uprawianej przez duet sztuki. Bez cienia przesady ośmielę się napisać, że mógłby to być nasz – za przeproszeniem – muzyczny towar eksportowy. Tyle, że zagraniczny rynek fonograficzny nastawiony jest niestety na zupełnie inny przekaz. Szczerość i wrażliwość nie stanowią tam już od dawna priorytetu. A szkoda. Pozostaje więc cieszyć się, że chociaż na naszym podwórku przytrafiają się co jakiś czas takie perełki, jak opisany właśnie album.

8/10

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *