BLUES FIGHTERS & GRZEGORZ KUPCZYK – 2025 – Firebird

01.Firebird
02.Reign
03.If You Want To Leave
04.Trouble
05.What Is Love
06.Dancing In The Night
07.Stop
08.Body Down Blues
09.Leave My Woman
10.Life Is Gold
11.What Is Love (radio edit)

Rok wydania: 2025
Wydawca: Flower Records


Grzegorz Kupczyk to postać, której polskim fanom rocka przedstawiać raczej nie trzeba. Od niemal czterdziestu pięciu lat nie opuszcza podium w rankingu najlepszych polskich wokalistów hardrockowo-heavymetalowych. Nie ma chyba w naszym kraju słuchacza, który nie zetknął się nigdy z balladą „Dorosłe dzieci”. Ów nieśmiertelny przebój grupy Turbo zapewnił wokaliście rozgłos już na początku kariery. Był zresztą zaprzeczeniem wizerunku tegoż zespołu, gdyż Turbo przecierało rodzime ścieżki heavy metalu, specjalizując się raczej w graniu szybkim i ciężkim. Grupa z Kupczykiem w składzie zrealizowała w sumie siedem płyt studyjnych. Były też inne projekty muzyczne – najpierw współpraca z zespołem Non Iron a potem powołanie do życia formacji CETI. Ta ostatnia okazała się najbardziej trwałym przejawem aktywności artystycznej pana Grzegorza. Pomimo wielokrotnej zmiany składu i paru przerw w działalności z powodzeniem istnieje do dzisiaj.

Ale Kupczyk to nie tylko Turbo i CETI. Wokalista ma na koncie kilka płyt sygnowanych własnym nazwiskiem. Od lat znany jest też z gościnnego udzielania się w przeróżnych projektach. Zapraszany bywa chętnie i najczęściej nie odmawia. Nie sposób zliczyć pojedynczych utworów polskiej fonografii, które nasz bohater ubarwił swoim śpiewem. Łatwiej wymienić całe albumy, które powstały przy gościnnej pomocy Kupczyka. Dominują tu oczywiście formacje spod znaku cięższego brzmienia jak Dragon czy Esqarial, ale panu Grzegorzowi zdarzyło się też pokłonić klasyce hard-rocka na płycie „Memories” czyli debiutanckim krążku grupy Kruk. Wszechstronny wokalista nie stroni jednak od innych gatunków. Teraz przyszła pora na bluesa. U progu lata swoją premierę miał wspólny album Kupczyka z grupą Blues Fighters. Nadano mu tytuł „Firebird”.

Postronny obserwator może odnieść wrażenie, że jest to twór powołany specjalnie na potrzeby kolejnej samorealizacji muzycznej Grzegorza Kupczyka. Nic bardziej mylnego. Poznańska formacja Blues Fighters istniała już wcześniej. Jej początki datuje się na rok 2021. W roku kolejnym doczekała się debiutanckiej płyty „Pretty Baby”. Za partie wokalne odpowiadał wówczas amerykański śpiewak Chuc Frazier. Trzon składu stanowili zaś gitarzysta Wojciech Kubiak, basista Robert Fraska i perkusista Dariusz Nowicki. Zespół szybko zdobył uznanie miłośników bluesa, czego realnym przejawem była nagroda „Grand Prix” Suwałki Blues Festival i zwycięstwo w konkursie „Polish Blues Challenge”. W roku 2023 reprezentował Polskę na International Blues Challenge USA w Memphis oraz European Blues Challenge w Chorzowie. Wymiernym sukcesem Blues Fighters jest też zdobycie tytułu Zespołu Roku 2023 w plebiscytach „Blues Top” kwartalnika „Twój Blues” oraz „Blues Top Wielkopolski”. Niezłe osiągnięcia jak na tak krótki staż.

Mam wrażenie, że prawdziwy rozgłos czeka grupę Blues Fighters dopiero teraz. Już sam udział Grzegorza Kupczyka gwarantuje przecież wzmożone zainteresowanie rodzimych fanów. Ale znany frontman to nie wszystko. Aby przykuć uwagę słuchaczy potrzebne jest nie tylko głośne nazwisko, ale też dobry materiał dźwiękowy. Tu na szczęście muzycy sprostali arcytrudnemu zadaniu. Przygotowali płytę, która na pewno nie zawiedzie miłośników rasowego blues-rocka.

No właśnie. Od razu muszę doprecyzować, że wypełniająca krążek „Firebird” muzyka to blues mocno rockowy, chwilami niemal hard-rockowy. Bliżej mu do współczesnych adeptów tego gatunku (patrz Joe Bonamassa) niż klasycznej odmiany (B.B. King). W takiej stylistyce nasz legendarny wokalista na pewno czuje się najpewniej. Ale również instrumentaliści dzielnie dotrzymują mu tempa. Warto podkreślić, że na drugiej płycie Blues Fighters skład wzbogacił się o błyskotliwego klawiszowca Łukasza Jakubowicza. Są też dodatkowi muzycy, gitarzysta Maciej Zdanowicz oraz drugi basista Tomás Díaz. Całe to zacne grono gra z prawdziwą pasją. Oczami wyobraźni dopowiadam sobie iskry sypiące się ze wzmacniaczy w studio.

Już na wstępie omiata nas numer tytułowy. Oparty jest na chwytliwym riffie gitarowym podkreślonym dynamiczną pracą bębnów. Równie ostry i szybki jest „Reign”, gdzie kolorytu dodaje błyskotliwe solo na Hammondzie. Bliżej klasycznego bluesa robi się w „If You Want To Leave”. Z kolei „Trouble” zaskakuje wibracją utrzymaną w lekko knajpianej stylistyce swingowej. Wybija się piękna solówka gitarowa. Prawdziwą perłą okazuje się ballada „What Is Love” okraszona masywnymi klawiszami. Jest naprawdę urokliwa. Refren na długo zapada w pamięć. Nie bez przyczyny utwór ten wybrano do promocji krążka. Powraca też w formie bonusu jako skrócona wersja radiowa.

Utrzymamy w średnim tempie „Dancing In The Night” może kojarzyć się z przebojową odsłoną Whitesnake. Bliski klimatów Davida Coverdale’a i spółki jest też „Stop”. Potem mamy najdłuższy na płycie, bujający „Body Down Blues”, chyba najbliższy tradycyjnego bluesowego dwunastotaktowca. Kupczyk wypada tu niezwykle autentycznie – jakby śpiewaniem bluesa zajmował się od zawsze. Cały urok kompozycji to jednak przede wszystkim lirycznie łkająca gitara solowa. Wprost cudowna. Po nim jeszcze mocno zeppelinowyLeave My Woman” i na koniec – zdradzający fascynację autorów zespołem Deep Purple – „Life Is Gold”. Piękne zwieńczenie albumu.

Wszystkim kompozycjom towarzyszą anglojęzyczne liryki. Autorem większości tekstów jest poprzedni wokalista Blues Fighters – Chuc Frazier. Parę słów dorzucili też członkowie grupy, zwłaszcza perkusista Dariusz Nowicki.

Śpiew Grzegorza Kupczyka po angielsku to żadna nowość, wszak w CETI robi to od lat. Wypada przekonująco, chociaż słowiańskie pochodzenie wokalisty już zawsze będzie w jego akcencie słyszalne.

„Firebird” to rzetelny blues-rockowy album. Dobrze skomponowany, zrealizowany i nagrany. Ma szansę zdobyć serce niejednego bluesmaniaka. Niekoniecznie trafi za to w gust dotychczasowych fanów Kupczyka. Chociaż kto wie – może właśnie dzięki tej płycie paru heavy-metalowych ortodoksów otworzy swe uszy na inne dźwięki. Warto rozszerzać horyzonty. Wszak od bluesa wszystko się kiedyś zaczęło.

8/10

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *