1. So He Begins to Lie
2. 3×3
3. Octopus
4. Real Talk
5. Kettling
6. Day Four
7. Coliseum
8. V.A.L.I.S.
9. Team A
10. Truth
11. The Healing
12. We Are Not Good People
Rok wydania: 2012
Wydawca: Frenchkiss
http://four.blocparty.com/
Przyznajmy uczciwie – żadna z decyzji ogłoszonych przez Bloc Party po
wydaniu trzeciego albumu nie zaskakiwała. Wręcz przeciwnie, „Intimacy”
swoim depresyjnie niskim poziomem całkowicie tłumaczyło potrzebę
zawieszenia działalności, a chęć przywrócenia sobie dobrego imienia
(przypominam, że debiutancki album Anglików sprzedał się w liczbie
przekraczającej siedmiocyfrową granicę)i wiadomości ze studia po
dłuższej przerwie zasługiwały na mały kredyt zaufania od fanów.
Zwłaszcza, że były to wieści wyjątkowo optymistyczne, bardzo „gitarowe”,
jeżeli mogę sobie pozwolić na takie określenie.
Tak, w muzyce Bloc Party brakowało gitar. O ile „Weekend na mieście”
elementy elektroniczne i studyjny puder stosował – ośmielę się
stwierdzić – z głową, tak na „Intimacy” zabrakło hamulców. Powstał
technopotworek zdominowany przez poszarpane zaśpiewki Kelego, rzecz tak
nieorganiczna, że zęby zgrzytały a uszy zawijały się w ruloniki. Ktoś
rzekłby, że wypominam zespołowi chęć zmian. Ale oni sami to sobie
wypominali po wydaniu albumu. Bez żartów, wystarczy poszukać wypowiedzi
muzyków. Gdyby jednak ktoś był na tyle szalony, że wyciągnąłby wtedy
kultowy już przecież „Silent Alarm”, mógłby złapać się za głowę i wydać
cichy okrzyk zdumienia: „Toż oni grali na gitarach jak poparzeni!”. I
owszem, zakończenie tego akapitu może być tylko jedno – angielski
kwartet poszedł po rozum do głowy w tej kwestii. Czas na konkretny
wygrzew.
Nie będę pierwszym recenzentem, który napisze, iż „Four” to jeden z
najlepszych albumów gitarowych roku. Bloc Party czerpie w tym temacie
zarówno z własnej przeszłości oraz wielkiej spuścizny debiutu Interpolu,
jak również z terenów wcześniej nieznanych, czyli podziemia noise
rocka, z którym wybitnie połączono ciepłe brzmienie „Silent Alarm”.
Kompozycje głośne, agresywne, trzeszczące? Jasne, chociażby „Kettling”
czy prawdziwa lokomotywa wieńcząca krążek – „We Are Not Good People”.
Czasem podbiją decybele w momencie, gdy słuchacz się tego nie spodziewa
(„So He Begins to Lie”), innym razem wykorzystają zgiełk do stworzenia
psychodelicznej, bardziej przejmującej aranżacji („3×3” – taki wokal w
Bloc Party? Wprawne ucho usłyszy na albumie nawet ukryty za
instrumentami scream!). Ale spokojna głowa, to wciąż oni. Druga połowa
kompozycji czaruje spokojnymi melodiami, uroczymi riffami (gitary wciąż
inspirują, wystarczy rzucić „Real Talk” jako przykład) i świetnym
wokalem czarnoskórych płuc Bloc Party. Koniec z technozaśpiewkami,
pourywanymi przez producenta ścieżkami i całej tej dziwaczności
„Intimacy”. Skoro już o muzykach we własnej osobie, warto zwrócić uwagę
na Gordona Moakesa – bas zachwyca, buja, grzeje, czy cokolwiek lubisz o
basie mówić, drogi Czytelniku. Nie bez znaczenia jest robota producenta,
Alexa Newporta, wszak to jego zasługa. Facet ma na koncie bogaty
dorobek w każdym gatunku, chociażby współpracę z Sepulturą, The Mars
Volta i Death Cab for Cutie.
Jednak najbardziej cieszy chyba poczucie spontaniczności,
przyjacielskiej atmosfery i nieskrępowanego wymiatania po latach
burzliwych kontrowersji, jakie bije falami tsunami podczas słuchania
„Four”. Utwory wypełniają energią, już dawno nie łapałem się tak często
na „niewidzalnej gitarze” (nawet moi domownicy zauważyli). Można go
powtarzać wielokrotnie, a za każdym razem odnajdzie się nowy,
intrygujący element całej układanki. A wszystkie studyjne ozdobniki
ograniczają się chyba tylko do westernowego wstępu „Coliseum”. Uwaga
zatem skupia się na GRANIU wyłącznie. A, jak wspomniane było wyżej, bez
wątpienia ma na czym.
Nie spodziewałem się takiego krążka, ani od Bloc Party, spisanego w
mojej głowie na straty, ani pod koniec okresu wakacyjnego, jakoś mało
interesującego w tym roku, przynajmniej na gruncie muzyki „niezależnej”.
Zostałem zatem podwójnie zaskoczony. Jednak „Four” to dużo więcej niż
świetne wypełnienie coraz zimniejszych wieczorów, to także bardzo
poważny kandydat do szczytu zestawienia roku. W moich oczach
poważniejszy nawet od Archive i Katatonii. Ale trudno to zrozumieć,
zanim się nie posłucha. Do czego najserdeczniej zachęcam.
8,5/10
Adam Piechota



















































