BLIND GUARDIAN – 2010 – At the Edge of Time

Blind Guardian - 2010 - At the Edge of Time

1. Sacred Worlds
2. Tanelorn (Into The Void)
3. Road Of No Release
4. Ride Into Obsession
5. Curse My Name
6. Valkyries
7. Control The Divine
8. War Of The Thrones
9. A Voice In The Dark
10. Wheel Of Time

Rok wydania: 2010
Wydawca: Nuclear Blast


Zrobili to!! Zrobili!! W końcu!! Nareszcie!! Pisząc te słowa nie mam jednak na myśli tego, że Blind Guardian po czterech latach przerwy nagrali swój kolejny album. Bardziej chodzi mi o to, że nagrali płytę, która mi się podoba! Dwa poprzednie wydawnictwa niemieckich metalowych bardów najzwyklej w świecie były dla mnie rozczarowaniem. „A Night At the Opera” (taki tytuł powinien do czegoś zobowiązywać) do dziś w żaden sposób nie jest w stanie mnie do siebie przekonać, kolejny „A Twist In the Myth” był lepszy, ale wciąż czegoś brakowało…

…tymczasem, w 2010 roku Blind Guardian nagrywają krążek, który wydaje się być najlepszym od czasu „Imaginations From the Other Side”. Już dźwięki pierwszego „Sacred Worlds” wywołały u mnie uśmiech na twarzy. Jest potężnie, jest epicko, jest rozmach, patos i energia. Wszystkie najlepsze cechy Blind Guardian znów zalśniły należnym im blaskiem. Charakterystyczne chórki dawno nie były tak dobre, a to w dużej mierze dlatego, że zespół w końcu ułożył ciekawe melodie. Swoją cegiełkę dołożyła Praska Orkiestra Symfoniczna (która powoli staje się etatowym elementem na płytach grup metalowych) a jej partie w ostatnim „Wheel Of Time” rzucają na kolana (polecam posłuchać tego utwóru w wersji instrumentalnej, umieszczonego na bonusowym srebrnym krążku). Jest podniośle, melodyjnie a nad wszystkim unosi się baśniowy klimat starszych wydawnictw zespołu. Oczywiście nie brakuje typowych power-metalowych galopad („Ride Into Obsession” czy „A Voice In The Dark”), ale dla równowagi pojawia się utrzymany w iście średniowiecznej estetyce „Curse My Name”.

Wiele się tu dzieje, wiele tu smaczków i dźwiękowych ozdobników (piszczałki, bliskowschodnie motywy) a Blind Guardian udowodnili, że jednak daleko im do muzycznej emerytury. Ciekawa rzecz. Zarówno Blind Guadian jaki recenzowane przeze mnie jakiś czas temu Rhapsody of Fire nagrali w 2010 roku swoje najlepsze od wielu lat płyty. Obydwa zespoły, poruszające się w nieco zbliżonej estetyce zanotowały mocne powroty i oby to był sygnał dla innych zespołów które ostatnimi czasy nieco „dołowały”!

8,5/10

Piotr Michalski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *