1. Negative
2. Free Man
3. Night Lover
4. Street Games
5. Punky Blonde
6. Crime Scene
7. Fight
8. Silence
9. Fanatic
Bonus Track
10.Silence(Acoustic)
Rok wydania: 2008
Wydawca: Mystic Productio
„Umarł król niech żyje król”, chciałoby się zakrzyknąć! Gdy jakiś rok
temu rozmawiałem z Piotrkiem Wtulichem na temat przyszłości Neolithic to
początkowo nic nie wskazywało na rozwój wypadków, który później miał
mieć miejsce. Wkrótce ten zasłużony i nieprawdopodobnie niedoceniany
zespół dokonał żywota, a jego miejsce miał zająć twór pod szyldem
Motherload. Nazwa została jednak zmieniona na Black River a efekt
końcowy tej metamorfozy mam właśnie przyjemność wam opisywać.
Co gra Black River?? W największym skrócie to soczysty rock z elementami
metalu. Potężne brzmienie, rewelacyjne wokalizy Maćka Taffa (chyba bez
dwóch zdań jednego z najlepszych gardłowych w naszym kraju) i wpadające w
ucho melodie to cechy, które nie pozwalają przejść obojętnie obok
debiutanckiego wydawnictwa zespołu. Ta płyta to kwintesencja tego, co
wydarzyło się w rocku na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat (nie
brakuje też elementów, które przywodzą na myśl kultowe już Ep Neolithic,
na którym notabene również śpiewał Taff). Jest ciężar i moc walca
drogowego („Night Lover”), energia i rockowa żywiołowość (rewelacyjny,
zdecydowanie numer jeden albumu – „Free Man” czy „Fight”), nie zabrakło
miejsca dla bardzo urokliwej ballady – „Silence”, którą to zespół
serwuje nam w dwóch interesujących wersjach (panowie przy tym utworze
żadna panna Wam się nie oprze 😉 ). W „Street Games” słychać fascynacje
nu metalem, i choć nie przepadam za tym gatunkiem, rapowanka w tej
kompozycji w zupełności mi nie przeszkadza (może, dlatego, że zaraz po
niej następuje wyśmienity refren). „Punky Blonde” to z kolei rockowa
jazda bez trzymanki, pędząca perkusja, szybkie gitary – oj na koncertach
w trakcie tego utworu musi się dziać, oj musi (swoją drogą wszyscy,
którzy mięli przyjemność posłuchać niegdyś wydawnictwa sygnowanego nazwą
Kashtany powinni być mile zaskoczeni). „Crime Scene” to kolejny dość
walcowaty, chwilami wręcz psychodeliczny numer, nowoczesny, pełen
agresji i adrenaliny.
Black River nagrali płytę, która nie może nie zostać zauważona
(chociażby dzięki krwistej czerwieni okładki). Jest soczyste brzmienie,
odpowiedni bród i atmosfera, jest melodia, adrenalina, ogień i rock’n
roll!! Na polskim rynku to jeden niewielu zespołów, które próbują grać w
ten sposób i chwałą muzykom za to, że im się chce.
Wszystkich, których przeraża etykietka, iż w zespole udzielają się
muzycy Vader i Behemoth pragnę uspokoić, nie bójcie się – muzycznie
Black River nie ma z wymienionymi tuzami polskiego (i światowego death
metalu) nic wspólnego! Możecie śmiało zaryzykować, warto!!
9,5/10
Piotr Michalski

















































