BLACK LABEL SOCIETY – 2013 – Unblackened

Black Label Society - 2013 - Unblackened

1) Losin’ Your Mind
2) The Blessed Hellride
3) Sold My Soul
4) Road Back Home
5) Spoke In The Wheel
6) House Of Doom
7) Queen Of Sorrow
8) Machine Gun Man
9) Sweet Jesus
10) In This River
11) Throwin’ It All Away
12) Takillya (Estyabon)
13) Won’t Find It Here
14) Rust
15) Speedball
16) I Thank You Child
17) Stillborn
Bonus Studio Tracks:
1) Ain’t No Sunshine When She’s Gone
2) Lovin’ Woman
3) Queen Of Sorrow
4) Song For You
5) Won’t Find It Here
6) Yesterday, Today, Tomorrow

Rok wydania: 2013
Wydawca: Armoury Records
http://blacklabelsociety.com/


W sieci można trafić na informacje, w których stoi jak wół, że “Unblackened” (zabieg z tytułem dziwnie znajomy, pamiętamy płytę panów Page’a i Planta?) to akustyczny koncert kapeli dowodzonej przez Zakka Wylde’a. Autor (autorzy) tych „odkryć” raczej nie słyszeli płyty przed odpaleniem kompa… No chyba, że zmieniły się reguły gry na akustycznych koncertach;) Bo przecież soczyste, gitarowe wymiatanie w „Losin’ Your Mind”, czy „The Blessed Hellride” nijak ma się na przykład do nirvanowego „MTV Unplugged”.

Przyznam szczerze, że jestem trochę bezradny wobec tego dwupłytowego wydawnictwa. Przede wszystkim za bardzo nie rozumiem sensu jego publikacji (poza rzecz jasna zarobieniem paru zielonych). Gadki o prezencie dla fanów średnio mnie przekonują, nawet w przypadku tak szczerego i bezpretensjonalnego gościa jakim jest Zakk Wylde. „Unblackened” naprawdę niewiele wnosi do muzycznego portretu BLS. Bo przecież trudno uznać za objawienie entą przeróbkę standardu Withersa „Ain’t No Sunshine”.

Wiadomo: Black Label Society zawsze fajnie się słucha w koncertowym wydaniu. Tutaj szczególnie „wchodzi” pierwszy dysk, na którym rozsądnie wyważono proporcje między czadowaniem, a balladowaniem. Podczas „In This River” ciary latają po całym ciele… Eh, przypominają się klasyczne ballady Lynyrd Skynyrd i piękne czasy, gdy Guns’n’Roses nagrywali takie kawałki jak „Estranged”, czy „Civil War”.

Niestety nagromadzenie spokojnych kompozycji (dotyczy to zarówno wersji live, jak i studyjnych bonusów) sprawia, że można go z czystym sumieniem polecić osobom cierpiącym na zaburzenia snu… Lubię ballady, ale Zakk Wylde jednak nie jest Cohenem, ani Cave’m.

Posłuchać można, ale szału zdecydowanie nie ma…

6/10

Robert Dłucik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *