BETHLEHEM – 2014 – Hexakosioihexekontahexaphobia

Bethlehem - 2014 - Hexakosioihexekontahexaphobia

01. Ein Kettenwolf greint 13:11-18
02. Egon Erwin’s Mongo-Mumu
03. Verbracht in Plastiknacht
04. Gebor’n um zu versagen
05. Nazi Zombies mit Tourette-Syndrom
06. Spontaner Freitod
07. Warum wurdest du bloß solch ein Schwein?
08. Höchst alberner Wichs
09. Ich aß gern’ Federn
10. Letale familiäre Insomnie
11. Kinski’s Cordycepsgemach
12. Antlitz eines Teilzeitfreaks

Rok wydania: 2014
Wydawca: Prophecy
https://www.facebook.com/bethlehemofficial


Matko jedyna co za tytuł! „Hexakosioihexekontahexaphobia” bo tak właśnie zwie się nowe wydawnictwo Bethlehem to jednocześnie najdłuższe słowo będące tytułem krążka, którego recenzja trafia na Rock Area!

Awangardowi metalowcy rodem zza naszej zachodniej granicy powrócili po pięciu latach studyjnego milczenia (poprzedni krążek zatytułowany po prostu „A Sacrificial Offering to the Kingdom of Heaven in a Cracked Dog’s Ear” ukazał się w oku 2009) i trzeba przyznać, ze panowie są w formie.

Pomijając język Goethego, w którym wykonywane są kolejne utwory, a którego nie jestem fanem (zwłaszcza w muzyce) dźwięki, które trafiły na „Hexa coś tam coś tam” to kawał porządnego, inteligentnego grania! Nie jest to płyta łatwa – jest jak okładka – co najmniej niepokojąca. Zespół, jak przystało na formację określaną mianem awangardowej, nie boi się eksperymentów przez co album jest niezwykle różnorodny. Po umieszczonych na początku (chyba dla zmyłki) rockowych i spokojnych „Ein Kettenwolf greint 13:11-18” i „Egon Erwin’s Mongo-Mumu” później zaczyna się robić zdecydowanie ciekawiej. W „Verbracht in Plastiknacht” pojawiają się growle i elektronika a do tego gregoriański chór (!). Nastrój i mroczny klimat panują w „Gebor’n um zu versagen” a „Spontaner Freitod” nawiązuje do tradycji lat dziewięćdziesiątych. To połączenie mroku i ciężaru z ekstremalną jazdą. Gitary miażdżą kości a wściekłe partie wokalne rozrywają uszy! Bardzo przyjemne klimaty pojawiają się w instrumentalnym „Höchst alberner Wichs” a „Ich aß gern’ Federn” ociera się chwilami o…. Muse! „Letale familiäre Insomnie” to znów powrót do spokojnego, melodyjnego (wręcz radiowego) grania ale „Kinski’s Cordycepsgemach” to powrót do szaleństwa tym razem w industrialno death metalowych klimatach.

„Hexakosioihexekontahexaphobia” to nie jest płyta dla osób lubujących się ładnych, nastrojowych dźwiękach. Ta płyta ma w sobie coś chorego, coś niepokojącego i mrocznego. Jest jak dobry thriller. Trzyma w napięciu od początku do końca co jakiś czas wywołując wstrząs….

7,5/10

Piotr Michalski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *