01. Gone 05:47
02. Future Mind 05:34
03. Dimentia 05:36
04. What Is But Cannot Not Be 05:28
05. Singularity 04:24
06. No Apology 04:55
07. Trilogy of Knowledge
Intro: The Birth 02:17
Movement I: The Lie 05:27
Movement II: The Truth 06:46
Movement III: The Key 06:21
Rok wydania: 1993 (reedycja: 2007)
Wydawca: R.E.X. Rec./Roadrunner
Już od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem napisania kilku słów
odnośnie trzeciego – jak na razie ostatniego – wydawnictwa tej niezwykle
utalentowanej grupy z Pensylwanii, która w zasadzie nigdy nie została
doceniona, mimo tego, że ewidentnie na to zasługiwała. Być może gdyby
grupa nie zawiesiła działalności i w dalszym ciągu z uporem nagrywała
tak dobre albumy, jakim niewątpliwie był „Dimensions”, byłoby inaczej.
Tego jednak już się nie dowiemy – pozostają jedynie teoretyczne
spekulacje i domniemania. Trzeba też pamiętać, że lata 90-te nie
sprzyjały muzyce, jaką wykonywała wówczas grupa.
Believer – bo o nich właśnie mowa – na swoim koncie dorobił się trzech
płyt, z czego dwie pierwsze: „Extraction From Mortality” i „Sanity
Obscure” zawierają muzykę stricte thrashową, natomiast zaszufladkowanie
zawartości trzeciego albumu „Dimensions” nie jest już takie proste. Ten
album to takie opus magnum Believer. Zespół pomimo mocno osadzonych
korzeni w klimatach thrashowych ruszył nieco inną ścieżką przemycając do
swojej twórczości wiele elementów, które z thrashem mają raczej
niewiele wspólnego. Mimo stylistycznej metamorfozy zespół z całą
pewnością nie zapomniał o starszych fanach i elementy, które
charakteryzowały wcześniejsze wydawnictwa w dalszym ciągu były szeroko
obecne w muzyce Believer.
Przez wzgląd na przesłanie, jak też warstwę liryczną, grupa zaliczana
jest do grona zespołów grających tzw. christian metal. W swoich tekstach
formacja wykorzystuje cytaty z Biblii, ale myli się ten kto uważa, że
Believer prezentuje coś w stylu „aniołków” z 2TM2,3, bo teksty to jedyny
aspekt mogący łączyć obie formacje.
Atmosfera stworzona na „Dimensions” może spowodować, że po plecach
przebiegną ciarki lub też pojawi się dziwny niepokój, o czym można się
przekonać już od pierwszych sekund rozpoczynającego album „Gone”. Wstęp
do tego kawałka jest dość niepokojący i co tu dużo mówić – raczej nie
wywołuje u słuchacza poczucia bezpieczeństwa.
Jeżeli chodzi o muzykę to w tej materii sprawa nieco się komplikuje,
ponieważ dźwięki tworzone przez Amerykanów z pewnością nie należą do
najłatwiejszych, a muzyków nie można posądzić o dyletanctwo. Na
„Dimensions” nie brakuje „połamanych” rytmów, skomplikowanych podziałów i
aranżacyjnych zawiłości. Sekcja rytmiczna sprawuje się tutaj
wyśmienicie. Również zwolennicy gitarowych wojaży nie powinni się poczuć
zawiedzeni, bo jest tu mnóstwo mocnych riffów jak też solidnie
zagranych partii solowych. Obok przejrzystych motywów i pięknych melodii
pojawiają się momenty, gdzie panuje swego rodzaju kakofonia dźwięków,
kontrolowany chaos. Wszystko to zostało dobrane z ogromnym wyczuciem.
Doskonałym tego przykładem jest „Diementia” z genialnym akustycznym,
słodko brzmiącym wstępem, który po kilku sekundach ozdobiony zostaje
psychodeliczną atmosferą. Psychodeliczne motywy na „Dimensions”
przewijają się dość często i wydają się być nieodłączną częścią tego
albumu. Słychać to również przy okazji „Future Mind”, czy mocno
pokręconym „No Apolgy”. Ponad całą muzyką wybija się agresywny wrzask
Kurta Bachman’a, którego charakterystyczna barwa dodaje całości – życia i
wściekłości.
Prawdziwą perełką tego wydawnictwa jest dwudziestominutowa suita
„Trilogy Of Knowledge”. Tutaj obok ostrych gitar słychać instrumenty
smyczkowe i żeńskie wokale, za które odpowiedzialni są Julianne i Scott
Laird. Takie zderzenie muzyki metalowej z klasyczną robi niemałe
wrażenie, szczególnie gdy odpowiednio się to zaaranżuje, a w tym
przypadku tak właśnie jest. Już w przeszłości Believer pokusił się o
wykorzystanie instrumentów smyczkowych, a miało to miejsce przy okazji
„Dies Irae (Day of Wrath)” z albumu „Sanity Obscure”. Tyle, że w tamtym
przypadku był to zabieg jednorazowy, a w Trilogy Of Knowledge” ma się
wrażenie, że „smyczki” są instrumentem o takich samych prawach jak
gitara czy bas. We wspominanym wcześniej „Dimentia” również słychać
instrumenty smyczkowe, ale jest to tylko krótka wstawka – taki smaczek,
który w połączeniu z pięknym motywem akustycznym oraz solo gitarowym
daje świetny efekt.
Tymi kilkoma słowami, którymi mam nadzieję przynajmniej po części udało
mi się opisać to co dzieje się na „Dimensions”, chciałbym zachęcić
czytelników serwisu do zapoznania się z tą bardzo ciekawą i przede
wszystkim oryginalną płytą. Osoby, które szukają czegoś innego, mają
chęć na bardziej zawikłane, trudniejsze dźwięki powinny być tym albumem
mile zaskoczone. Myślę, że fani twórczości Chuck Schuldiner’a (i nie
tylko) powinni tu znaleźć coś dla siebie. O albumie piszę w samych
superlatywach, ale tutaj naprawdę nie ma słabych punktów. Mimo że płyta
wyszła w 1993 roku – czyli dość dawno temu – to muzyka na niej zawarta
jest wciąż świeża, nadal potrafi zaskoczyć, zaintrygować. To jest taka
płyta, która na początku sprawia pewne trudności z przyswojeniem, ale
gdy „ogarnie” się całość, wówczas słuchacz uzyskuje już same profity,
wciąż odkrywając nowe zakamarki i tajemnice wydawnictwa duetu
Bachman/Daub (dla mniej wtajemniczonych – sprawcy odpowiedzialni za
narodziny Believer). Tak już zupełnie na koniec, z wielką przyjemnością
chciałbym poinformować, że na początku przyszłego roku światło dzienne
ujrzy nowy krążek zespołu, który według zapowiedzi ma być wypadkową
wcześniejszych dokonań Believer – plus oczywiście coś nowego. Ja, już
teraz umieram z ciekawości i czekam z zapartym tchem na dzień premiery
czwartego krążka chłopaków z Pensylwanii. Do tej pory panowie nie
zawiedli, więc i w tym przypadku musi być dobrze. Liczę, że dostępność
tego wydawnictwa będzie lepsza niż miało to miejsce w przeszłości. Ten,
kto kilka lat temu chciał nabyć CD zespołu, wie o czym mówię. Dopiero w
zeszłym roku ta sytuacja uległa zmianie i na dzień dzisiejszy osoby
zainteresowane zakupem mogą bez większych problemów dostać całą
dyskografię zespołu. Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić do
słuchania! Gorąco polecam!
PS. Dla tych, którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś więcej o Believer,
polecam stronę pod tym linkiem (http://www.believer.dbv.pl/news.php)
10/10
Marcin Magiera



















































