AVE – 2017 – Ave

AVE - Ave

1. London blues
2. Credo
3. Skalpel
4. Eugenika
5. Wszystko to co czujesz
6. Wodze fantazji
7. Manekiny
8. Każdy z nas
9. Ucieczka
10. Zdeptać koronę
11. Miasto śpi

Rok wydania: 2017
Wydawca: –
https://www.facebook.com/avezespol/



Obcowanie z muzyką zawartą na krążku grupy AVE nie należy do odprężających. Zespół para się twórczością zdecydowanie wymagającą. W zależności zatem czego oczekujecie po rockowej alternatywie, taka może być wasza reakcja na tych kilka krótkich acz bogatych aranżacyjnie form. Wydaje się, że AVE próbuje pogodzić luźne podejście do tworzenia, z ambitną i misternie ułożoną konstrukcją utworów. Z jednej strony prześmiewcze czy prorefleksyjne teksty, z drugiej forma przekazu, czyli sposób ich śpiewania, czasem instrumentarium to inna para kaloszy, innym razem zgrabnie się zazębia. Prawdą jest jednak, że Inowrocławianie oscylują na pograniczu pastiszu i od wrażliwości odbiorcy zależy czy uzna tą granicę za przekroczoną.

Dla mnie problemem była konieczność przełamania się, a nastąpiło ono w okolicach utworu piątego, który muzycznie zdecydowanie oscyluje w okolicach przeze mnie akceptowalnych, z apogeum w postaci „Zdeptać Koronę”, który (muszę przyznać) spodobał mi się najbardziej. Obawiam się jednak, że gro słuchaczy może nie dotrwać tak długo. Za najgorszą strategicznie decyzję uważam wybranie na otwieracz utworu „London Blues”, który jest splotem wokalnych wariacji. Luz na maksa… ale ja tyle nie piję ;).

Co do samej zawartości muzycznej – tej należy się osobny akapit, a przytoczone nazwy być może powinny posłużyć jako kompas. Brzmieniowo zespół obrał sobie za bazę okolice rocka ze sporymi wpływami funky. Skojarzenia, które przyszły mi na myśl, może deczko spłycają całość, ale dla mnie to wczesny T.LOVE, a nawet RHCP. Momentami jest czadowo i gitarowo, innymi razy na pierwszym planie ukazuje się tekst, a całość urasta do formy sporej awangardy. Zastanawiałem się nawet czy obcowaniu ze sztuką zespołu AVE towarzyszyłby równie spory szok gdyby teksty nie były w naszej mowie ojczystej. Ale wówczas całość straciłaby zamysł i atut. Może więc – dobrze jest jak jest.

AVE to nie jest muzyka dla wszystkich, raczej dla tych którzy szukają drugiego dna, może i trzeciego. Na pewno jeśli doceniacie misternie zaplanowaną rozrywkę, a i główkowanie podczas takowej nie jest wam obce, czarny digipack z czerwonym logosem sprawi wam sporo radochy. Jeśli cenicie melodię i czystą rozrywkę, te 11 kawałków może być dla was zbyt wymagające. Prawda jest taka, że i w moim przypadku ten krążek musi dopasować się do dnia… bywa że spływa po mnie jak po kaczce, innym razem wsiąka jak w gąbkę, czasem natomiast tak rozluźniona forma drażni. Także – zostaliście ostrzeżeni. Pytanie czy odważycie się zmierzyć z muzyką AVE?

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *