1. I-III-V Seed of Chaos
2. Cold Blood
3. Shadowmaker
4. Slow Burn
5. Hole in my Soul
6. House of Chains
7. Riot Lights
8. Sea Song (You Waded Out)
9. Til Death Do Us Part
10. Dead Man’s Eyes
Rok wydania: 2015
Wydawca: Mystic
http://www.apocalyptica.com/
Finów z Apocalyptiki na pewno większość z Was zna, a przynajmniej
kojarzy z nazwy. W świecie muzycznym, gdzie trudno czymkolwiek
zaskoczyć, gdzie wszystko zostało już wymyślone, panowie wpadli na
pomysł, aby ubarwić metalowe utwory nietypowym instrumentem. Mianowicie
wiolonczelami. I to m.in. zapewniło im międzynarodowy sukces. Po siedmiu
studyjnych krążkach zdecydowali jednak zmienić coś w swojej muzyce.
Spokojnie – nie zrezygnowali ze swojego znaku rozpoznawczego. Wspomniana
zmiana to zatrudnienie jednego wokalisty, a nie jak kiedyś – kilku.
Wybrańcem został Franky Perez, który do niedawna związany był ze Scars
On Broadway (współpracował także ze Slashem). Taki obrót sprawy mógł
świadczyć, że Apocalyptica chce nagrać spójny album pod czujnym okiem
Nicka Raskulinecza, jednego z najlepszych obecnie producentów.
Niekoniecznie tak się stało, bowiem „Shadowmaker” wyraźnie dzieli się na
dwie części – utwory z nowym śpiewakiem (jest ich osiem), brzmiące
bardzo amerykańsko oraz instrumentalne kompozycje (ledwie cztery, ale
jakie!), za które tysiące fanów pokochało Skandynawów od pierwszego
wejrzenia.
Zacznijmy od tej pierwszej grupy. Niewątpliwie możemy je opisać, jako
świetnie skrojone do radia, bardziej przebojowe, w czym zapewne zasługa
producenta-specjalisty. Najlepszy przykład? Singlowe „Cold Blood” z mega
nośnym refrenem, który z chęcią grają stacje radiowe. Muzycznie kojarzy
się ze złagodzonym Avenged Sevenfold. „Slow Burn” czy „House of Chains”
uderzają w podobne tony – kolejne hity murowane, choć nie tak świetne
jak pierwszy singiel. W szczególności ten drugi może się podobać (Perez
dobrze „krzyczy”). Prawdziwą petardą jest z pewnością utwór tytułowy.
Trwający grubo ponad radiowy czas wspaniale łączy nośność z majestatem
wiolonczeli. Zdarzają się jednak niewypały. Kompletnie nie przekonuje
„Hole in my Soul”. Brzmi jak postgrunge’owa ballada, jakich wiele w
dzisiejszym świecie. Podobnie sytuacja wygląda z „Sea Song (You Waded
Out)”. Może się czepiam, ale zdecydowanie wolę ich w mocniejszych
kawałkach.
Na kompletnie innym biegunie znajdują się utwory instrumentalne
świadczące o tym, że Finowie nadal mają coś do powiedzenia i wciąż robią
to znakomicie. Najlepiej prezentują się „Reign of Fear”, w którym
najbardziej czuć ducha Metalliki oraz „Riot Lights” (niby 7 minut, ale
hipnotyzuje słuchacza i zmusza do wciśnięcia „repeat”). Jest także
króciutki „I-III-V Seed of Chaos” występujący w roli intra. Choć szkoda,
że tak szybko się kończy. Mogłaby być to kolejna epicka kompozycja, a
jest tylko rozbudzenie apetytu.
W sumie mam problem z „Shadowmaker”, bo z jednej strony trzeba ich
pochwalić za to, że kombinują i nie stoją w miejscu („amerykańska”
odsłona płyty), a także nie odcinają się od swoich korzeni
(instrumentalna część – bomba!). Ale z drugiej – zdarzają się mielizny
kompozycyjne, które psują odbiór całości. Jednak ten „mieszany” kierunek
wcale nie jest taki zły. Wierzę, że na następnej płycie ustrzegną się
takich błędów i wtedy ocena będzie wyższa. Na razie na zachętę mocna
„siódemka”.
7/10
Szymon Bijak



















































