ANATHEMA – 2010 – We’re Here Because We’re Here

ANATHEMA - We're Here Because We're Here

1. Thin Air 6:01
2. Summernight Horizon 4:14
3. Dreaming Light 5:48
4. Everything 5:07
5. Angels Walk Among Us 5:18
6. Presence 2:59
7. A Simple Mistake 8:15
8. Get Off, Get Out 5:02
9. Universal 7:20
10. Hindsight 8:10

Rok Wydania: 2010
Wydawca: KScope Records
http://www.myspace.com/weareanathema


Muzycy zespołu Anathema kazali swoim fanom czekać na nowy album ładnych parę lat. Przesłuchując po raz kolejny tą płytę upewniam się coraz bardziej, że każda sekunda, każda minuta, każda godzina, każdy dzień, każdy miesiąc i rok warte były tego czekania. Choć przyznam szczerze, że nie do końca pasuje mi tytuł płyty, to w rzeczy samej album jest fenomenalny. Wydana przez wytwórnie KScope Records w której to wydają również swoje płyty między innymi Porcupine Tree, No Man, Pineapple Thief, za jej produkcję i miks odpowiadają sami muzycy zespołu oraz Steven Wilson, masteringu dokonał Jon Astley odpowiadający kiedyś za brzmienie płyt zespołów The Who i Led Zeppelin. Kolejną niespodzianką jest udział w nagraniu krążka gościa specjalnego Ville Valo z zespołu HIM (swoim wokalem ubarwił utwór „Angels Walk Among Us”). Sam Daniel Cavanagh mówi o tej płycie, że to najbardziej gwałtowny i dojrzały materiał ze wszystkich dotychczasowych: „Jako kompozytorzy – twierdzi – zdecydowanie dojrzeliśmy, mieliśmy naprawdę sporo czasu na skoncentrowanie się na najlepszych pomysłach i treściach, każdemu pojedynczemu kawałkowi daliśmy możliwość samodzielnego „oddychania” i rozwijania się dzięki czemu zyskaliśmy najdoskonalsze wokale i brzmienie perkusji w historii wszystkich płyt nagranych dotychczas przez zespół”. Całkowicie się z tą opinią zgadzam. Co do samego tytułu płyty Vincent Cavanagh wyjaśnia:”Inspirowaliśmy się pewną pieśnią „Auld Lang Syne”, która to pieśń śpiewana była przez żołnierzy alianckich w okopach w czasie I Wojny Światowej. Miała ona za zadanie podnieść morale i pokrzepić walczących oraz uodpornić ich na okrucieństwa wojny. Ja natomiast -mówi dalej Vincent – zdecydowałem się na przełożenie jej na czasy współczesne”. A jaki tak naprawdę jest ten album? Dla mnie jest po prostu wybitny. Jest piękny i doskonały w każdym calu. Słuchając go bez względu na to, czy jest się w domu, w pracy czy też w samochodzie człowiek zatraca się w nim całkowicie. W większości łagodny i przestrzenny, pełen lekkości i swobody zabiera nas w podróż w krainę fantastycznych dobrze poskładanych dźwięków. Czasem wśród tej krainy łagodności potrafi jednak niczym przyczajony drapieżnik wedrzeć się ostrzejszymi tonami i szybszym tempem w nasze serca po to jednak tylko, by za chwilę zaleczyć tą ranę cudownie spokojnymi dźwiękami. Zestawienie pianina, przesterowanych czasem słabiej a czasem bardzo mocno gitar, nienachalny ale kiedy trzeba mocno wyczuwalny bas, fantastycznie prowadzona perkusja brzmiąca czysto i świeżo, w tle tego wszystkiego instrumenty klawiszowe i sekcja smyczkowa za której aranżacje odpowiada sam Dave Stewart. Wszystko to upiększone cudownie brzmiącymi zwłaszcza w chórkach wokalami. Naprawdę ciężko jest się oderwać od tego albumu. Raz za razem pochłaniam zawarte na nim utwory i te ostrzejsze jak np:” Summernight Horizon”, „Get Off, Get Out”, ale przede wszystkim te spokojniejsze, bardziej stonowane: „Thin Air”, „Dreaming Light”, „Angels Walk Among Us”,”Pressence”, „A Simple Mistake”, „Universal” czy też „Hindsight”. To tak jak gdyby jakiś farmaceuta tworząc dla nas specyfik mający zaleczyć wszystkie rany naszej duszy, naszego serca i ciała użył do jego wykonania po trochu twórczości Porcupine Tree, Stevena Wilsona, Blackfield i dołożył do tego odrobinę Tima Bownesse’a. Nie da się opisać tego jak wspaniale brzmią na tej płycie wokale. Tego trzeba posłuchać. Nie można, ale trzeba.. Wiem, że niektórzy zarzucą tej płycie, że nie jest tak spójna jak „A Natural Disaster” bo faktycznie trochę od niej odbiega mimo, że tworzy jak gdyby jej naturalną kontynuację. Niektórzy doszukiwać się w niej będą „mieszania” w niej swoich paluszków Stevena Wilsona i faktycznie momentami je tu czuć. Ale to nic. I tak płyta broni się sama w sobie i jest naprawdę wyjątkowa. Na pewno mocno namiesza w tegorocznych zestawieniach.

Absolutne 10/10

Irek Dudziński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *