1. Gas In Veins
2. Les Ruches Malades
3. Heurt
4. Recueillement
5. Faux Semblants
6. I XIII V XIX XV V XXI XVIII XIX IX XIX IV V I IV
7. Trouble (Eveils Infâmes)
8. Video Girl
9. La Reine Trayeuse
10. Amesoeurs
11. Au Crépuscule De Nos Reves
Rok Wydania: 2009
Wydawca: Code 666
Nowy album Amesoeurs jest ciekawy, ale zarazem kontrowersyjny. Po
pierwsze dla mnie novum są teksty w języku francuskim. Po wtóre album
zespołu dryfuje, po różnych gatunkach, kotwicząc w post rocku. Pojawiają
się jednak zdecydowane akcenty art rockowe, jak melodyjne przestrzenne
akustyczne motywy (a nawet całe utwory), typowo post rockowe riffowanie,
czy blackmetalowa ekstremalna jazda. Ponadto w zespole mamy dwoje
wokalistów. Wokalistka – Audrey S. prezentuje się wyśmienicie, jej
wokalizy przywodzą na myśl dokonania alternatywnych śpiewaczek, z jednej
strony jej głos potrafi ukoić z drugiej kąsać… bywa, że wokalistka
wydaje z siebie mniej artykułowane dźwięki. Pojawiają się też recytacje w
tłach w jej wykonaniu. Wokalista zaś – niestety prezentuje typowe
blackowe wokalizy i szczerze mówiąc psuje całokształt.
O ile same ostrzejsze utwory można by potraktować w kategorii
alternatywy, z blackowymi wrzaskami niestety określają się bardziej
ściśle.
Nie zabrakło na albumie przeróżnych dźwięków podkreślających
kontrolowany chaos utworów – trzasków przesterów czy innych hałasów.
Stanowi to przeciwwagę do utworów bardziej ułożonych i zorientowanych na
melodie.
Album ten może słuchacza skołować. Z jednej strony mamy do czynienia z
wulkanem kipiącym pomysłami i niekwestionowanym warsztatem wykonawców…
z drugiej aranżacyjny miszmasz.
Strasznie ciężko jest ogarnąć to co dzieje się na albumie, a jeszcze
trudniej ocenić jednoznacznie jego zawartość. Ja cały czas miotam się
między aprobatą ciekawych i przyjemnych gitarowych motywów, i ciekawych
melodii śpiewanych przez wokalistę, a zganieniem wplecionych elementów
zaczerpniętych z black metalu… Niezdecydowanie moje spotęgowane jest
faktem, że elementy te nie są zbalansowane określając album na
pograniczu gatunków… ostrzejszych i mniej składnych utworów czy
elementów jest na płycie mniej… co sprawia, że słuchacz jeszcze
chętniej by się ich pozbył… Na domiar złego przedostatni utwór
tytułowy zawiera nieco syntetyczny rytm, co przy specyficznej melodii
sprawia, że jest to kawałek niemal popowy… Sytuację komplikuje też
ostatni utwór ponownie utrzymany w konwencji postrockowej jednak z
blackowymi wokalizami. Na domiar złego na zakończenie części zasadniczej
po kilku minutach ciszy pojawiają się elektroniczne rytmy…
kompletnie bez sensu.
Cóż, za kombinowanie, za dobre pomysły za dobrą produkcję należą się
plusy… za brak konsekwencji, przekombinowanie, i w końcu że niektóre z
motywów nawet nie tyle, że nie trafiają w mój gust, co kłócą się z
wcześniej obraną konwencją, należy zespół zganić.
Tak czy inaczej jak wspomniałem na wstępie płyta jest ciekawa i
intrygująca… zawiera więcej motywów dobrych, niż tych psujących
nastrój… Zarezerwuję jej więc granicę oceny dobrej i przeciętnej.
5,5/10
Piotr Spyra


















































