ALAN PARSONS PROJECT, THE – 1977/2007 – I Robot

THE ALAN PARSONS PROJECT - I Robot

1. I Robot (Instrumental)
2. I Wouldn’t Want To Be Like You
3. Some Other Time
4. Breakdown
5. Don’t Let it Show
6. The Voice
7. Nucleus (Instrumental)
8. Day After Day (The Show Must Go On)
9. Total Eclipse
10. Genesis Ch.1 V.32

BONUS TRACKS
11. Boules (I Robot Experiment)
12. Breakdown (early demo of backing riff)
13. I Wouldn’t Want to Be Like You (backing track rough mix)
14. Day After Day (early stage rough mix)
15. The Naked Robot

Rok wydania: 1977/2007
Wydawca: Sony Music
http://www.the-alan-parsons-project.com/


Jest połowa roku 1977, wokół już szaleje punk rockowa burza, a Allan Parsons wydaje płytę staroświecką do bólu. Serwuje publiczności wzniosłe utwory z orkiestrą, chórem i snuje futurystyczno – filozoficzne rozważania, tak mocno oderwane od lewackich postulatów klasy robotniczej zawartych w piosenkach The Clash i Sex Pistols. Jak sam wspomina ,nie interesowały go aktualne wówczas wydarzenia w świecie muzyki: „ Nie zwracałem uwagi na Punk. Nawet odrobinę nie byłem zainteresowany tamtą muzyką. Miałem cichą nadzieję, że publiczność, poczuje to samo co ja. Sądziłem, że Punk jest tylko częścią młodzieżowej subkultury, która nie ma nic szczególnego do powiedzenia w muzyce. Był tylko wymówką by w niedbały sposób grać hard rocka.”

Nic dziwnego, że Allan Parsons odżegnywał się od muzyki, która rebeliantom służyła za mocny akompaniament do buntowniczych tekstów. Jako inżynier dźwięku uczestniczył w rejestrowaniu płyt pomnikowych artystów. Między innymi jego praca jest słyszalna na Let It Be The Beatles czy „Dark Side Of The Moon” Pink Floyd . Allan Parsons: „ Żaden wywiad nie może się obejść bez wspomnienia mojej współpracy z Pink Floyd. I bardzo się z tego cieszę. To wyznaczyło moją ścieżkę kariery. Była bardzo ważną płytą i jestem z tego dumny. Wszystkim przyniosła korzyść ale nie stałem się dzięki temu bogaty.”

Początkowo pyta „I Robot” miała być muzycznym przedstawieniem tematyki zawartej w prozie Issaca Asimova, który napisał cykl opowiadań pod takim właśnie tytułem,. Parsons zwrócił się do autora o możliwość wykorzystania książki i choć pisarz przyjął pomysł entuzjastycznie nie mógł wiele zrobić, ponieważ wcześniej sprzedał swoje prawa autorskie jednej z telewizyjnych stacji. Mimo wszystko Parsons postanowił nie zmieniać tytułu , a treść zmodyfikować tak by zachować pierwotny pomysł. Teksty dotyczą relacji pomiędzy człowiekiem a robotem ,stwórcą i jego dziełem, w większości stając się rozważaniami o tematyce religijnej i egzystencjalnej.

Do swojego projektu Parsons zaprosił kilku bardzo utalentowanych wokalistów lecz raczej nieznanych szerszej publiczności. Jak sam wspomina: „Wybierając wokalistów kierowałem się kilkoma przesłankami. Po pierwsze dobry kontakt z tą osobą. Po drugie nie mogli być strasznie sławni oraz barwa ich głosu miała być dla mnie inspiracją w tworzeniu”. Wśród wybranych znaleźli się m.in. Steve Harley z Cocney Rebels, Allan Clarke z The Hollies czy Dave Townsend


Wszystko zaczyna się od tytułowego I Robot (Instrumental), instrumentalnym wstępem gdzie w pełni rozkwitają lata 70-te. W dodatku dzięki syntezatorowi Yamaha CS10 delikatnie pachnie dyskoteką. Taneczny klimat nagle uwzniośla udział chóru i orkiestry symfonicznej, co zapowiada „poważną muzykę rockową”. Jednak kolejny utwór „I Wouldn’t Want To Be Like You” jeszcze podąża dyskotekową ścieżką , a wyznania robota „nie chcę być taki jak ty” zdradza filozoficzne aspiracje autora tekstu i rozczarowanie człowieczeństwem lub Stwórcą jeżeli przyjmiemy wielowymiarowy sens piosenki. Trzeci utwór „Some Other Time” jest w zasadzie murowanym przebojem ,choć nie został wybrany na żaden z wydanych singli. Szkoda. Jest jednym z tych fragmentów płyty , w których udziela się orkiestra symfoniczna. Potem przychodzi czas na chóralny śpiew w „Breakdown” i robi się trochę pompatycznie. Razem z kolejną kompozycją tworzą najmniej ciekawy fragment płyty. Organowy wstęp „Don’t Let it Show” kreuje kościelny klimat ,wokalista Dave Townsend swoim śpiewem potwierdza uduchowione ambicje „pieśni”. Być może taki zabieg ma sens jeżeli przyjąć, że tekst można odczytać jako nawiązanie do trudnego momentu w życiu Św, Piotra kiedy wyparł się swojego mistrza. Później w „The Voice” wszystko wraca na właściwe tory. Znów słychać taneczny beat, są intrygujące zwrotki i refren, czyli jedna ciekawszych piosenek na „I Robot”. Do interesujących fragmentów także należy zaliczyć „Day After Day (The Show Must Go On)” ,która brzmi jakby została skomponowana przez Davida Gilmoura. Całość wieńczy „Genesis Ch.1 V.32”,natchniony utwór, tytułem zdradzający, że przypuszczenia o religijnym charakterze całości są jak najbardziej zasadne. Lecz z drugiej strony odsłania pewną przewrotność autora , ponieważ w opisie stworzenia Świata w Księdze Rodzaju nie ma 32 wersu.

Pozornie połowa roku 1977 nie była najlepszym momentem by wydać płytę z podobną muzyką, ale traf chciał, że w tym samym tygodniu ,w którym pojawiła się w dystrybucji, miała miejsce premiera filmu „Star Wars”. Nagle roboty stały się modne, a album „I Robot” był jedynym na rynku z wizerunkiem robota na okładce. Fakt ten być może znacząco pomógł osiągnąć wydawnictwu status platynowej płyty w USA i Kanadzie (podwójna platyna).

8/10


Witold Żogała

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *