1. Intro,
2. Dzieciaki z brudnych miast,
3. Miłość ze starych zdjęć,
4. 1984,
5. List,
6. Podniesiemy krzyk,
7. Hardcore punk,
8. Vendetta,
9. Głos buntowników (feat. Brader Bachor),
10. Nadejdzie dzień,
11. Mój hejt,
12. Ramię w ramię,
13. Niezapomniani
Rok wydania: 2016
Wydawca: Jimmy Jazz Records
http://www.facebook.com/747hc
„Wspomnienia Starych Zdjęć” zdążyły odleżeć u mnie na półce już sporo
czasu ze względu na moje zaległości w recenzjach, ale tej płycie wyszło
to tylko na dobre. Dzięki temu nieplanowanemu zabiegowi przekonałem się,
czy krążek będzie odsłuchany tylko w celu „spełnienia obowiązku”, czy
jednak będzie gościł w moim odtwarzaczu częściej
i rzeczywiście zasłuży na dobrą ocenę. Okazało się, że co prawda sama
płyta przeleżała przez dłuższy czas reprezentacyjnie w pudełku na półce
to wersja elektroniczna z serwisu Tidal zagościła w moim telefonie na
dobre. Nic nie zastąpi fizycznych płyt, ale dodatkowa obecność Jimmy
Jazz Records w serwisach typu Spotify, czy wyżej wspomniany Tidal bardzo
mnie cieszy.
Kiedy już na wstępie pośrednio przyznałem, że niniejsze wydawnictwo jest
warte wielokrotnego odsłuchiwania warto by było chociażby w skrócie
opisać dlaczego.
Poprzednia płyta „Jeden Za Wszystkich” była jednym z odkryć 2015r.
„Wspomnienia Starych Zdjęć” ukazały się niedługo, bo w zasadzie jakieś
półtora roku później i nadal utrzymane są w podobnym stylu (jak
określiłem to wtedy) „hardcore – punk ze street punkowym wokalem”,
chociaż tym razem to całościbliżej jest do stylu oi!
Członkowie kapel urodzeni w latach 70 – 80 coraz częściej robią się
sentymentalni i poprzez swoją muzykę chcą przywołać wspomnienia czasów
dorastania. Podobnie jest tutaj
o czym świadczy już sam tytuł płyty, a okładka prezentuje przedmioty,
które wtedy towarzyszyły nastolatkom. Za każdym razem kiedy patrzę na to
zdjęcie próbuję wynaleźć jak najwięcej szczegółów nie pasujących mi do
układanki (np. kostki do gry „Dunlop – a”, których wtedy nie było w
sklepach), ale wiem, że chodziło o ogólny zarys klimatu i to
doszukiwanie się wynika po prostu z mojego czepialstwa. Zdjęcia
sentymentalnych przedmiotów, czy samych młodych członków zespołu także
umieszczono we wkładce.
Kiedy już rozpocząłem niniejszą recenzję od wszystkiego innego, tylko
nie od samej muzyki, to niech to będzie taka „cebula” –po zdjęciu jej
pierwszych warstw dopiero teraz przejdę do najistotniejszego – do jej
wnętrza – w tym wypadku muzyki.
Bezapelacyjnie za najlepszy utwór na krążku uważam „Miłość ze starych
zdjęć”. Ten kawałek ma moc. Podziwiam z dreszczami na plecach
zaawansowane technicznie granie, które porywa wyszukaniem, ale tutaj za
to jest zupełna prostota i te dreszcze również się pojawiają, tylko z
innego powodu – z POWERA spowodowanego dobrą, punkową muzą. Tekst
również nie jest wyszukany, ale prawdziwy i nawiązujący do tematu
przewodniego – wspomnień. Podejrzewam, że mogły by się pod nim podpisać
tysiące zakochanych nastolatków, które kitarły się po zaułkach i
myślały, że są następcami Sid – a i Nancy.
Podobnie jak na poprzedniej płycie nie ma tutaj jakiś filozoficznych
tekstów, a drugi wg mnie najlepszy kawałek „Podniesiemy krzyk” tyczy się
po prostu przyjaźni, imprezy
i picia.
Muzycznie jest można powiedzieć, że po prostu „się zgadza”. Odpowiednia
łupanka na bębnach tam, gdzie trzeba, podbicie dołu na basie i gitarowe
street-punkowe solówki (jak ta klasyczna na wstępie „Miłości ze starych
zdjęć”). O wokaliście na muszę rozpisywać się kolejny raz – stworzony do
tego gatunku.
Podobnie jak na poprzedniej płycie dziewiątym utworem „Głos Buntowników”
jest nagranie gościnne – tym razem wspólnie z Brader Bachor.
Utworów jest nieco mniej niż poprzednio, ale nieco ponad pół godzinny
materiał to zupełnie wystarczająco jak na płytę na której sporo się
dzieje, a nawet dobrze, bo przy tym czasie trwania nagrań nie ma ryzyka
efektu „jednego kopyta”.
9/10
Rafał Dercz




















































