XIII STOLETI – 2009 – Dogma
Nosferatu is back.. I to z najciekawszym materiałem od ładnych paru lat. Wprawdzie do poziomu „Ztraceni w Karpatech” jeszcze co nieco brakuje, ale chimeryczny lider tej czeskiej kapeli Petr Stepan najwyraźniej odzyskał radość z grania i komponowania
XIII STOLETI – 2000 – Metropolis
Tak kończył się album „Metropolis”, a także XX wiek. Pozostawało tylko czekać do XXI wieku z taką nadzieją, z jaką patrzy bohater okładki płyty: gdzieś daleko przed siebie, gdzieś w przyszłość, w oczekiwaniu na lepsze czasy…
XII ALFONSO – 2012 – Charles Darwin
Niesamowity ogrom pracy, który włożyli w to wydawnictwo muzycy budzi najwyższy szacunek. Ta płyta to jednak nie tylko nawiązania do muzyki etnicznej. To także najwyższych lotów partie wszelakich instrumentów elektrycznych z gitarą na czele. To prawdziwie progresywny… rock? Tak o tej płycie się pisze, ale jest tu i ambitny pop czy wręcz soul.
9 CHAMBERS – 2011 – 9 Chambers
Debiut 9 Chambers jest poprawny i tylko poprawny. W końcu muzykach z takim dorobkiem i z takimi umiejętnościami trudno oczekiwać jakiejś lipy.9
8 LAT W TYBECIE – 2013 – Na zesłaniu (EP)
Podróżujemy po znanych i nieznanych obszarach muzyki, które nieustannie nas inspirują. Zapuszczamy się w rejony rocka, progresji, czasem hardcore’u i metalu
BRACIA – 2008 – Tribute to Queen
Kiedy usłyszałam, że Bracia postanowili targnąć się na legendę wiedziałam, że na płytę Tribute to Queen nie będę się mogła doczekać i że będę szurać nogami z niecierpliwości i pytać w panią w sklepie i generalnie nękać wszystkich. Nie muszę pewnie już wspominać, że Queen to mój osobisty konik, słabość, żeby nie powiedzieć pompatycznie miłość.
BOZZIO, LEVIN, STEVENS – 2000 – Situation Dangerous
Wirtuozerskie projekty muzyczne, czy to gitarzystów, basistów bądź perkusistów, przeważnie mają to do siebie, że przy pierwszym zetknięciu oszałamiają, wciągają, paraliżują, lecz przy dłuższym obcowaniu zaczyna wiać nudą. W przypadku tej płyty, efekt osłupienia ciągnie się w nieskończoność.
BOWNESS, TIM – 2015 – Stupid Things That Mean The World
Cała dekada minęła od momentu wydania solowego debiutu Tima Bownessa – „My Hotel Yer”, do kolejnego albumu sygnowanego wyłącznie jego imieniem i nazwiskiem – „Abandoned Dancehall Dreams”. Tym razem na kolejną jego autorską płytę, nie musieliśmy czekać dekady, lecz zaledwie rok.
BOWNESS, TIM – 2014 – Abandoned Dancehall Dreams
W obcowaniu z jego solowym albumem najwięcej przyjemności powinni więc znaleźć, zarówno miłośnicy dokonań No-Man, Memories of Machines (a także Nosound), ale również miłośnicy solowych dokonań Stevena Wilsona.
BOWNESS, TIM – 2004 – My Hotel Year
Tim Bowness to osoba, która u słuchaczy wywołuje wiele skrajnych emocji. U jednych występuje uwielbienie go jako mistrza kameralnego klimatu i melancholii płynącej z jego kompozycji u innych zaś potępienie za momentami neurotyczny i bardzo przygnębiający, przepełniony nieszczęściem i bólem głos.
BOWNESS, TIM & PETER CHILVERS – 2002 – California Norfolk
„California Norfolk” to wspólne dzieło Tima Bownessa (No Man) i Petera Chilversa. No prawie wspólne. Jeżeli chodzi o teksty to „Chant One” oraz „Also Out Of Air” to dzieło tylko Tima.
BOWIE, DAVID – 2016 – Blackstar
Nie będę ukrywał, że tekst recenzji ostatniej płyty Davida Bowiego piszę znając już koszmarną wiadomość, że mistrz właśnie odszedł. Zupełnie innego wymiaru nabiera spojrzenie na zawartość „Blackstar”, jak i na wydarzenia ostatnich niespełna trzech lat.
BOW – 2012 – Man In The Machine
Jeżeli ktoś spotkał się kiedykolwiek z twórczością Fourteen TwentySix to nazwisko Chris Van Der Linden nie powinno być mu obce. Bow to projekt, którego właśnie on jest autorem a „Man In The Machine” jest jak dotąd jego jedynym dzieckiem. Ale nie wylejemy go na pewno z kąpielą.
BORN TO BURN – 2017 – Welcome to Reality
Born To Burn to francuski kwintet, którego powstanie datuje się na rok 2013, zaś „Welcome to Reality” jest jego pierwszym studyjnym albumem, dostarczającym 45 minut ostrych dźwięków.




























































