CIRCLE II CIRCLE – 2008 – Delusions of Grandeur
I wszystko byłoby wyśmienicie, gdyby płyta nie brzmiała jakoś… kiepsko.
CIRCLE II CIRCLE – 2005 – The Middle of Nowhere
Na chłodno, z wiedzą o kolejnych albumach i tendencjach w zespole, uważam drugi krążek formacji za dość przyzwoity. Mimo że w dalszym ciągu w całej dyskografii umiejscowiłbym go na jednej z niższych pozycji.
ARCH/MATHEOS – 2011 – Sympathetic Resonance
Jaka jest więc nowa muzyka starych wyjadaczy z Fates Warning? Taka jak być powinna, po prostu znakomita! Jakże przyjemnie posłuchać tnących jak żyletki z podwójnym ostrzem gitar Matheosa i Arestiego, mięsistego basu Very.
ARC ANGEL – 2013 – Harlequins of Light
Jak to mawiają „szału nie ma” ale słucha się całkiem przyjemnie.
APRIL – 2011 – Sunderlands
Płyta przyjemna w odsłuchu, w większości spokojna bazująca na fortepianie, sekcji smyczkowej i delikatnym brzmieniu perkusji ale momentami również rockowo zadziorna, z pazurkiem przesterowanych gitar.
APPLESEED – 2014 – Heat From The Sun
Muzykę Appleseed określiłbym więc mianem klimatyczno-energetycznego hard-proga otulonego post rockowym szalem. „Otulać” się nim warto, bo „szal” ma bardzo bogate „wzornictwo”, mimo jego delikatności i miękkości robi się czasami gorąco.
APPLE BELLS – 2011 – Rzeka Dam
Jest to dobra całość, która może wzbudzać bardzo skrajne emocje. Dla jednych może być to rzecz wprost nudna a dla innych wyjątkowo ciekawa i poruszająca. Dla mnie jest to po prostu dobry album z ciekawymi tekstami, do którego na pewno jeszcze zdarzy mi się powrócić.
APPEARANCE OF NOTHING – 2011 – All Gods Are Gone
Appearance of Nothing i ich nowy album All Gods Are Gone, to istna układanka. Pojedyncze jej elementy są atrakcyjne, jednak to całość robi wrażenie nie tylko tym, że efekt jest monumentalny ale faktem, że elementy zazębiają się fantastycznie tworząc mieszankę wybuchową.
APOSTOLIS ANTHIMOS – 2008 – Minatures
Jedno z moich pierwszych przesłuchań albumu odbyło się w ulicznym korku. Doszedłem wówczas do wniosku, że muzyka jazzowa jest urokliwa jak miasto. Trudne, skomplikowane a czasami wręcz brzydkie – jednak wielu ludzi chce w nim mieszkać. Nie tylko dlatego że to wygodne, ale ma też swój czar.
APOGEE – 2018 – Conspiracy of Fools
Muzyka serwowana przez ten duet to dość klasyczny i jednak nieco zbyt zachowawczy progresywny rock. Wszystko jest ładnie skomponowane, zagrane, wydawnictwo okraszone jest ładną graficznie książeczką i zapakowane w elegancki digipack… brakuje jednak tego magicznego pierwiastka, który powoduje, że album pozostaje na długo w pamięci.
APOGEE – 2015 – The Art of Mind
Malkontenci zarzucą pewnie płycie, że nie wnosi krzty świeżości, w nieco skostniały, progresywny, muzyczny szkielet. Wszyscy dźwiękowi paleontolodzy, w obcowaniu z muzyka Apogee znajdą jednak wiele przyjemności.
APOCALYPTICA – 2019 – Cell-0
Dziewiąta płyta Finów intryguje zresztą samym tytułem. „Cell Zero”, ale też „Cello” (czyli wiolonczela w języku angielskim). Świetna płyta, oby wyznaczyła dla Apocalyptiki kierunek na przyszłość…
APOCALYPTICA – 2019 – Aquarela
Ten album ma jedną zasadniczą wadę. Jest za krótki. Dwadzieścia cztery minuty przemknęły błyskawicznie i jeśli zespół przygotowuje coś więcej – oto mamy przystawkę do genialnego albumu, którym Apocalyptica ma szansę wrócić na właściwe tory.
APOCALYPTICA – 2015 – Shadowmaker
W sumie mam problem z „Shadowmaker”, bo z jednej strony trzeba ich pochwalić za to, że kombinują i nie stoją w miejscu („amerykańska” odsłona płyty), a także nie odcinają się od swoich korzeni (instrumentalna część – bomba!). Ale z drugiej – zdarzają się mielizny kompozycyjne, które psują odbiór całości.




























































