01. Sonic confusion
02. Cruisin’
03. Above and beyond
04. Horizontal view
05. Dreaming
06. Back on track
07. In deep
08. Lost in space
09. Mysterious karma
10. True blue
Rok wydania: 2013
Wydawca: Grooveyard Records
http://torbenenevoldsen.com/
Torben Enevoldsen, duński gitarzysta, którego znamy z Section A, Fatal
Force czy Decoy, zakotwiczył ostatnio w grupie Fate. Wydaje się, że
muzyka hard rockowa, to obecnie jego ostoja, ale widocznie „ciągnie
wilka do lasu”, bowiem od jakiegoś czasu wiadomo było, że Torben pracuje
nad kolejną płytą instrumentalną.
Od wydania jego poprzedniego albumu solowego upłynęło kilka dobrych lat
(„Flying Solo” ukazał się w 2005 roku), a muszę przyznać, że tamta płyta
bardzo przypadła mi do gustu. Do dziś twierdzę że ocenę maksymalną
wystawiłbym gdyby ścieżki bębnów zagrał „prawdziwy” perkusista. Na
szczęście na nowej płycie ów mankament został wyeliminowany.
Muzyka zawarta na krążku „Above and Beyond”, to nie przeciętny album
instrumentalny. Każda kompozycja poraża entuzjazmem i melodią. Pomocne w
utrzymaniu skupienia i klimatu są zmiany tempa i wplatane brzmienia
nieprzesterowane (chyba już kiedyś przyrównywałem te patenty do
Annihilator?). Po raz kolejny jednak dochodzę do wniosku, że Enevoldsen
jest nie tylko wirtuozem gitary. Jest kompozytorem, który w swoim
charakterystycznym stylu potrafi budować utwory. Czasem może i
przewidywalnie, ale za to z orientacją zarówno na melodię jak i na riff.
Oba te zagadnienia to domena Torbena i tak w przypadku jego albumów
solowych jak i w projektach czy zespołach prezentuje ich całą kopalnię.
Co ciekawe, przy zastosowaniu podobnych brzmień potrafi odnaleźć się w
muzyce hard rockowej, prog metalowej czy właśnie w graniu
instrumentalnym.
Na nowej płycie znajdziemy motywy, które po kilku zaledwie sekundach
możemy przypisać stylistyce Enevoldsena. Jeśli jednak usłyszelibyśmy je
po raz pierwszy i to w formie zagadki – problemem byłoby wymienić z
którego z jego zespołu może pochodzić dany fragment.
Jako album instrumentalny „Above and Beyond” to coś więcej niż tło.
Płyty instrumentalne miewają tą zasadniczą wadę, że czasem brakuje nam w
nich linii wokalnych… Tutaj gitary wypełniają nam przestrzeń
wystarczająco. I nie zrozummy się źle. Wcale nie upakowano ich tu w
mnogość ścieżek. Kompozycje na albumie po prostu mogą się podobać, a
fakt że zawierają dobre, warte zapamiętania melodie i riffy, sprawia, że
chętnie się do nich wraca.
Jako mój ulubiony utwór od pierwszego przesłuchania, mogę wymienić
„Crusin'”, ale przychylnym okiem patrzę również na istny rodzynek i
chyba najbardziej zorientowany na prog – „Lost in space”. Choć
spokojniejsze i bardziej urokliwe kawałki/motywy również mi się
podobają.
Moim zdaniem płyta instrumentalna powinna bardziej oddziaływać na
odczucia odbiorcy niż regularny album. I ten krążek spełnia te kryteria.
Oprócz wspomnianej nośności i niekwestionowanego poweru album na też
feeling.
Kawałki mieszczą się niemal w tradycyjnych trzech kwadransach, nie jest
to jednak płyta, której końca się wyczekuje… właściwie krążek mógłby
być wypchany muzyką po brzegi a i tak by nie nużył.
Dla fanów gitarzysty płyta może i jest przewidywalna. Ale w pozytywnym
tego słowa znaczeniu. Każdy kto obcował z muzyką duńskiego wirtuoza, zna
jego talent kompozytorski poczucie wyważenia i powściągliwość w
dawkowaniu solówek, które nigdy nie górują nad melodią.
Dla mnie to płyta świetna, a nawet z uwagi na dużo lepsze brzmienie,
najlepszy album solowy Torbena. Przypuszczam, że po latach jeszcze
chętnie będę po niego sięgał, ale kamieniem milowym w jego dyskografii
zapewne się nie stanie. Jest kolejnym kapitalnym krążkiem gitarzysty,
ale nie rewolucyjnym, nie odkrywczym. Za to takim, który chętnie mogę
słuchać kilka razy pod rząd. Przestrzennym, nośnym, melodyjnym,
klimatycznym, ale chyba zaczynam się powtarzać… Włączę więc sobie
płytę po raz kolejny… „repeat all”.
8,5/10
Piotr Spyra
















































