Zapraszamy do naszego tradycyjnego, redakcyjnego podsumowania minionych dwunastu miesięcy. Dziś część trzecia i ostania, w której swoimi typami dzielą się: Witold Żogała i Piotr Spyra.
WITOLD ŻOGAŁA


POLSKA:
WIJ – Dziwidło
Niby nic nowego, ale dawno nie słyszałem tak kreatywnego podejścia do metalowej klasyki. Muzycznie kompozycje trącą anglosaskim wczesnym heavy rokiem, jednak polskie teksty popełnione przez Tuję Szmaragd i jej śpiew, tchnęły w nie słowiańską duszę. Mhmm jakby to zwizualizować? To tak jakby Mira Kubasińska wygryzła Ozziego z Black Sabbath. Mniejsza z tym, ważne jest to, że Dziwidło uzależnia. Kawał wyśmienitej muzy.
WOJCIECH CIURAJ – Kwiaty na hałdzie/Tryptyk Śląski
Wojciech Ciuraj zrobił to. Trzy lata ciężkiej pracy zwieńczyła trzecia płyta poświęcona Powstaniom Śląskim. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o projekcie, nastąpiło chwilowe zatrzymanie akcji serca. Muzyk wszak zawsze realizował ambitne plany, sam czy z Walfad, ale stworzenie rockowej epopei opisującej wydarzenia historyczne wydawało się być przedsięwzięciem karkołomnym. Można było wpaść w pułapki banału czy nadmiaru patosu. Wojtek szarżując swoim talentem ominął wszystkie z nich. Powstało dzieło cudowne i ponadto sfinalizowane pięknym boksem z płytami winylowymi pt. „Tryptyk Śląski”.
KRUK & WOJTEK CUGOWSKI – Be There
I stało się tak, że w 2021 roku pojawiła się najlepsza jak dotąd płyta Kruka. Jak zwykle wypełniona po brzegi rockową klasyką. Piotr Brzychy nigdy nie krył, że serce jego ma kolor purpurowy ze wszelkimi odcieniami. Nowością na Be There było pojawienie się Wojtka Cugowskiego, który stworzył z liderem Kruka idealny tandem. Efekt? Wyśmienity.
RALPH KAMIŃSKI – Kora
Ralph Kamiński jest nieziemsko utalentowanym gościem. Zapewne jest przybyszem z kosmosu. I pewnie stamtąd otrzymuje impulsy od Freddiego Mercurego i Davida Bowiego. Wygląda na to, że również przyjmuje pozytywne wibracje z Nowego Jorku od Anohniego (Anthony and the Johnsons). Dwoma poprzednimi, autorskimi albumami rozwalił system, teraz wywrócił piosenki Kory. Czy można uwrażliwić utwory nad wyraz wrażliwej Olgi Jackowskiej? Ano można.
MIUOSH & ZESPÓŁ ŚLĄSK – Pieśni Współczesne
Kolejny Ślązak w tej stawce, któremu się zamarzyła wielka forma muzyczna. Sam tytuł Pieśni Współczesne brzmi bardzo górnolotnie, lecz nie do końca oddaje rzeczywistą treść płyty. Niemniej pięknych utworów jest tutaj dokładnie jedenaście. Ambitna alternatywa wsparta chórzystkami i chórzystami zespołu Śląsk wypadła znakomicie. Do tego na albumie pojawiła cała plejada gwiazd polskiej sceny. Mnie zauroczyło.
ŚWIAT:
IRON MAIDEN – Senjutsu
To piszę ja: fan zespołu Iron Maiden od roku 1980. Przeżyłem z Iron Maiden wiele: wznoszenie się w górę lotem Ikara i pikowanie w dół głosem Baileya. Traciłem rozum przy Piece Of Mind i umierałem przy No Prayer for Dying, modląc się o lepszy następny album. Od lat nastu nastąpiła stabilizacja, i zespół już nie serwuje mi wahań emocjonalnych. Oczywiście, że wolałbym potrzepać łysiną przy kolejnej wersji Two Minutes to Midnight lecz aktualnie zespół dba żeby nie nastąpiło u mnie niekontrolowane przyśpieszenia akcji serca. Tak, mogłoby mnie to już zabić. Dlatego przekonuje mnie, żebym usiadł wygodne w fotelu i zatopił się w zadumie przy kilkunastominutowych, progresywnych kompozycjach. Dziękuję chłopaki, kocham was!
HELLOWEEN – Helloween
To dopiero jest braterskie pojednanie jak się zowie! Rodzina w komplecie i spełnienie marzeń fanów, którzy od połowy lat 90-tych wypatrywali powrotu Michaela Kiske. No tak, ale przed wydaniem płyty było nerwowe wyczekiwanie: dadzą radę czy nie? Dali. Unieśli ciężar presji, i z imponującą lekkością zapodali 12 heavy metalowych wymiataczy.
IDLES – Crawler
Najpierw dwa razy przyłożyli z punk rokowego buta, a potem zaczęli kombinować. Po poprzedniej płycie Ultra Mono zacząłem się obawiać, że przyjęli kierunek przerostu formy nad treścią. Okazuje się, że moje obawy były na wyrost. Po prostu się rozgrzewali i stroili gitary. Wszak na Crawler podążają drogą wcześniej wytyczoną Ultra Mono ale już w równo i w szeregu. Więcej jest na nowej płycie zimnej fali i gotyku niż eksperymentów. Uff
AMYL AND THE SNIFERS – Comfort to Me
Punk to krótkie i zwarte formy oraz konkretna treść, wiec się dostosuję: zajebista płyta.
DRY CLEANNING – New Long Leg
Oto zjawił się zespół, nawiązujący do nowojorskiej alternatywy spod znaku The Velvet Underground. W muzyce Dry Cleaning jest też spora dawka Patti Smith i Siouxsie Sioux. Ładnie zamieszali i zaproponowali coś intrygującego.
PIOTR SPYRA
Zeszły rok był specyficzny. Szczególnie jeśli chodzi o branżę koncertową. W związku z tym spodziewałem się, że rynek zaleje mnogość koncertówek, tymczasem w tej kwestii pojawiło się zaledwie kilka wydawnictw, w tym takie bez publiczności. Jeśli chodzi o płyty studyjne, zamknięci w domach i studiach muzycy zaczęli być kreatywni i mieć więcej czasu… i mamy pewien boom. Również jakościowy. Ja jednak zwróciłem uwagę na coś jeszcze. W zeszłym roku pojawiło się kilka znakomitych płyt zespołów (że tak powiem) drugoligowych. Oprócz niżej wymienionych wiele radochy sprawiły mi nowe płyty LABYRINTH, czy HOLLOW. Naprawdę fajne są albumy ARTILLERY, ANGELUS APATRIDA czy HOLY MOTHER. Wracając na salony, nagrody pocieszenia zgarnęliby Joel Hoekstra, Glenn Hughes (ostatni DEAD DASIES przebija chyba nawet BCC) i spółka Smith i Kotzen.


ŚWIAT:
HELLOWEEN – Helloween
Jestem fanem. Od lat. Od dekad. Ale to czego mi brakowało to powrotu Michaela Kiske. Ten sen się ziścił, do tego panowie poszli o krok dalej, wraz z Hansenem dodali do powermetalowej formuły nieco pazura. Formuła jest bajecznie prosta, ale się sprawdziła. I oto otrzymujemy garść świetnych kawałków i album, który przynosi fanom wiele radochy. Co zaskakujące do ulubionych kawałków spokojnie zaliczam również jeden, gdzie to Andi Deris śpiewa na pierwszym planie. Życzę sobie, żeby Helloween grał już zawsze w takim składzie… choć nie miałbym nic przeciwko zaproszeniu także Grapowa i Kusha. Cóż – nie może być idealnie. Teraz tylko czekam na powrót Fisha do Marillion – i nie mam więcej muzycznych życzeń 😉
TODD LA TORRE – Rejoice in Suffering
Zaskoczył mnie Todd, nie spodziewałem się że jego płyta solowa będzie tak sporo cięższa i szybsza od jego dokonań z Queensryche. Mega zaskoczyły mnie kawałki bonusowe, gdzie pojawiają się growle. Świetny szybki ostry acz melodyjny album. Miła odskocznia od jego macierzystej kapeli. Wyostrza apetyt na więcej. I mowa zarówno o Queensryche jak i kolejnych nagraniach solowych La Torre
FLOTSAM & JETSAM – Blood in the Water
Od jakiegoś czasu Flotsam & Jetsam są dla mnie gwarantem kapitalnego albumu na pograniczy thrash, heavy a może nawet szczypty prog metalu. Mieli w tym roku naprawdę sporą konkurencję w gatunku, ale moim zdaniem pozamiatali. Bodaj od trzech płyt żyję w przeświadczeniu, że oto osiągnęli szczyt swoich możliwości, tymczasem z każdą kolejną płytą wyprowadzają mnie z błędu.
EXODUS – Persona Non Grata
Szybki, konkretny, dobrze wyprodukowany, z dość dobrze zbalansowanym stosunkiem agresji do melodyki. Do tego wszystkiego nie słucha się tej płyty jak albumu weteranów. Nie wiem jak chłopaki to robią, ale wydają się z łojenia thrash metalu czerpać sporo frajdy, co udziela się słuchaczowi.
IRON MAIDEN – Senjutsu
Poprzednia płyta Maiden podobała mi się, ale nieco dłużyła. Wyłapałem kilka motywów, które można by wyciąć i zmieścić album na jednym krążku. Wydanie Senjutsu w takim samym formacie nieco mnie niepokoiło, ale odbiór tego albumu był z mojej strony dużo bardziej łaskawy. Niby nie ma tu żadnego zrywu, ale jak całości słucha mi się lepiej. Owszem, bardziej ucieszyłby mnie krążek 42 minuty z samymi konkretami. Ale Maiden zawsze ma u mnie fory. Kilka miesięcy po premierze, a w dalszym ciągu mi się podoba… i dalej nie nuży.
POLSKA:
KRUK – Be There
Zatrudnienie Wojtka Cugowskiego za mikrofon okazało się strzałem w dziesiątkę. Elementy układanki spasowały się idealnie, efektem jest hard rock na niewiarygosnie wysokim poziomie. Ten album może stawać w szranki z wieloma klasykami w gatunku. Będzie się o nim mówiło jeszcze przez lata. Mam nadzieję że to nie koniec tej współpracy.
ANIMATE- Infinite Imaginations
Chłopaki poruszają się w takich rejonach prog metalu, jakich w naszym kraju dawno nikt nie eksplorował. Mnie ich muzyka kojarzy się z środkowym okresem działalności Fatest Warning. Zawiera wszysto to co cenię w tej muzyce. Pierwszy raz tej płyty słucha się z wypiekami na twarzy, a później to wrażenie wcale nie opada.
J.D. OVERDRIVE – Funeral Celebration
Znaleźli swego czasu niszę na polskim rynku i konsekwentnie poruszali się w tej stylistyce, z płyty na płytę śrubując jakość. Jak przystało na apogeum działalności, ostatni album jest mocnym akcentem. Świetnie się go słucha i mimo wcześniej ogłoszonych zamiarów nie słychać w tej muzyce goryczy ani żalu. „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść” śpiewał klasyk… ale w przypadku J.D.O. chyba jeszcze za wcześnie.

















































Przeczytałem trzy części podsumowań i zastanawia mnie, że nikt nie zwrócił uwagi na ciekawą plyte Myxo „One Dozen and One Night”, wszak w redakcji są fani dobrego progresu. Polecam 🙂
oj, uciekło to nam… na pewno posłuchamy 🙂