SARATAN – Małgorzata Gwóźdź

Saratan band

Czemu by nie sprawdzić jak sobie radzą w tych ciężkich dla szeroko pojętego uprawiania sztuki czasach muzycy z lokalnego podwórka? Na spytki wziąłem jedną z Pierwszych Dam ciężkiego grania na Śląsku – Małgorzatę „Maggie” Gwóźdź, frontmankę grupy Saratan.

Jak sobie radzisz w tych ciężkich dla branży muzycznej czasach?

Z całym szacunkiem i współczuciem dla wszystkich, których szczególnie dotknęła ta pandemia i to całe gówno z lockdownami, zakazami, nakazami, dezynfekcjami itd. – dla mnie to był wyjątkowo błogosławiony czas. Już dawno nie byłam tak zmotywowana, zwłaszcza muzycznie, jak teraz w czasach zarazy. Złożyło się na to kilka różnych rzeczy. Po pierwsze – jestem zdrowa. Dalej, idealne warunki w mojej pracy zarobkowej, gdzie dzięki trybowi zdalnemu oszczędzam kupę czasu oraz zyskałam możliwość urządzenia sobie domowego studia. Było to moje marzenie od dzieciństwa, które nagle spełniło się dzięki (o ironio!) covidowi. Dzięki pomocy kilku bliskich mi osób zdołałam skompletować wyposażenie. Pojawiły się mikrofony, interfejsy, monitory… Zaczęłam się uczyć obsługi programu do nagrywania i montażu ścieżek. Wiem, że niektórzy strasznie ucierpieli w tym dziwnym czasie, jednak ja, pomijając stare dobre czasy, kiedy się łoiło próby i koncerty, nie pamiętam tak zajebiście intensywnego i produktywnego czasu. Spokojne wstawanie z łóżka, bez konieczności robienia make’upu, do tego możliwość przesiadywania przez cały dzień w piżamie – coś pięknego. Jak tylko zrobię swoją robotę, od razu przechodzę do mojego studia i bawię się.

W międzyczasie uaktywnił się też Saratan. Nasze wewnątrz zespołowe kontakty odżyły, kiedy Jarek swoją żelazną ręką dopiął tego, co wydawało się mało możliwe, że wykorzystamy ten czas na nagrania nowego albumu. Osobiście nie wierzyłam, że to się uda w czasie pandemii, ale Saratan rzeczywiście wystartował z nowym materiałem. Jarek miał czas żeby go stworzyć i dopieścić, i jeśli z nim pogadasz, to na pewno potwierdzi Ci, że dla niego również był to niezwykle płodny okres.

Myślę, że będziesz zaskoczony naszym nowym Saratanowym dziełem, ponieważ wciąż będzie to metal wymieszany z brzmieniami etnicznymi, jednak tym razem będzie tam więcej mnie.

W sensie, że na pierwszym planie?

W pewnym sensie. Dużo osób mnie o to pyta, dużo osób na to czeka, co jest dla mnie zaskoczeniem, bo dla mnie Saratan i babski wokal na pierwszym planie od zawsze zdawały się wykluczać. Tylko dzięki uporowi Jarka to zaistniało i toczy się dalej. Z całkiem niezłym skutkiem.

W marcu wypuściłaś do Sieci kilka numerów solo. Zbierzesz te pojedyncze numery na jakimś zbiorowym wydawnictwie?

Nie sądzę. Będę się na razie bawić w wypuszczanie kolejnych pojedynczych kawałków na YouTube. Wszystko jednak dzieje się spontanicznie. Inspiracje pojawiają się znikąd. Ty jesteś jednym z takich przykładów. Zapraszasz mnie ni stąd ni zowąd na wywiad, dając mi tym motywację do dalszego działania. Przedwczoraj jeszcze nie miałam zielonego pojęcia, że dziś będę z Tobą gadać, a dzisiaj sobie pijemy kulturalnie kawę. W taki momentalny sposób powstały te dwa dotychczasowe single, pod wpływem chwili. Tak jak lubię najbardziej.

Pewnie jeszcze coś nagram, tylko trzeba mnie kopnąć w tyłek.

Porozmawiajmy teraz o Twoich wcześniejszych płytach. Zadebiutowałaś w 2014 roku z zespołem Good Girl Maggie płytą nazwaną po prostu „Good Girl Maggie”. Pozostaje ona moim ulubionym albumem w Twojej dyskografii. Jak wspominasz tamten czas?

Ten album to takie moje bejbi, moje rozpieszczone pierworodne dziecko. Mam fantastyczne wspomnienia związane z tą płytą, towarzyszyła jej cała masa emocji. Wciąż byłam wtedy jeszcze młodym szczylem i nawet nie myślałam, że otworzę sobie tym albumem tyle nowych furtek. Rzeczywiście jest to ulubiona płyta zarówno moich bliskich, jak i przyjaciół, którzy zawsze mnie wspierali. Jest to płyta, którą możesz puścić babci, ciotce, i dzieciom i dorosłym i zawsze się przyjmie. Pamiętam, że w trakcie naszych koncertów w tamtym okresie ludzie dosłownie tańczyli pod sceną, nawet w parach lub w kółku. Przychodziły na nas całe rodziny, bo była to muzyka dla całego przekroju pokoleń. Zarówno dla rockowych ortodoksów, jak i dla tych, których na co dzień te gitarowe szatany odstraszają. Osobiście było to dla mnie niesamowite zjawisko muzyczne, ze względu na potencjał samej muzyki, jak i ze względu na zaangażowanie Marty, Adama i Piotrka, czyli kompozytorów muzyki na tę płytę. Do dziś uważam, że Ci ludzie mają niesamowity potencjał twórczy. Ten album w ogóle się nie starzeje, co m.in. zadecydowało o tym, że niedawno zdecydowałam się wrzucić go na Spotify.

Dlaczego zatem ten zespół upadł?

Pewnie każdy z muzyków ma swoje własne spojrzenie na ten stan rzeczy, dla mnie to było takie powolne przejście w stan spoczynku. Rozpad był konsekwencją chyba braku uporu. Myślę, że przez te lata, odkąd zespół nie istnieje, wszyscy dojrzeliśmy i zaczęliśmy podchodzić bardziej profesjonalnie do realizowania naszych projektów artstycznych. Wcześniej były tylko idee i marzenia oraz abstrakcyjne myślenie w kategoriach, że wszystko po prostu stanie się samo. Do tego wszystkiego potrzebne są przede wszystkim odpowiednie kwoty pieniędzy, a także jedna lub kilka żelaznych rąk, które będą to pchały do przodu. Kolejnym czynnikiem jest fakt, że porozjeżdżaliśmy się po Polsce, podjęliśmy różne prace. Prawdopodobnie zabrakło nam takiego porządnego kopa w dupę.

W pewnym momencie pokończyły nam się kontrakty i nie podpisaliśmy nowych. Każde z nas zajęło się swoimi przedsięwzięciami muzycznymi, choć nie ukrywam, że od czasu do czasu wraca temat, żeby ciągnąć to dalej. Nie zaprzeczę, że zdecydowanie potrzebowałabym determinacji kolegów, aby można było ten zespół wskrzesić. Noszenie jaj mnie już nie interesuje 😉

Kolejną ważną płytą w Twojej karierze jest Twój pierwszy longplay z Saratanem czyli, „Asha”.

„Asha”, o cholera… Totalna rewolucja. Życiowa i mentalna. Pewnego dnia, w czasie kiedy Good Girl Maggie jeszcze istniało, ale kierowało się już w mało obiecującym kierunku, a ja przechodziłam różne  osobiste rewolucje, odezwał się do mnie Jarek i zaproponował mi nagranie pilotów do nowego projektu orientalnego, który wówczas realizował. On jest freakiem etnicznych brzmień kultury Bliskiego Wschodu. Ma z milion instrumentów charakterystycznych dla tamtych regionów. Zna się na nich i świetnie na nich gra. Można by zrobić całkiem niezły materiał ukazujący jego kolekcję. Znałam go wcześniej z tego mocniejszego wcielenia Saratana, chodziłam na ich koncerty. Kojarzyłam tę kapelę poprzez wspólnych znajomych, ale nigdy wcześniej nie było rozmów o robieniu wspólnego projektu. Nagle dostaję propozycję dośpiewania kilku wokaliz typu „aaaa”, „oooo” w stylu orientalnym do trzech numerów przeznaczonych na EP, mające być swego rodzaju eksperymentem. Tak, jak powiedziałam, do dziś uważam, że się kompletnie do tego nie nadaję, bo o Bliskim Wschodzie i tamtejszych kulturach wiem tyle, co o bieżącej sytuacji politycznej w Kambodży. Jednak wtedy przyjęłam złożoną mi propozycję, w dużej mierze za namową przyjaciół z branży. Powtórzę po raz kolejny, że zawsze trzeba było kopać mnie w dupę. Nie miałam wtedy w sobie takiego luzu, żeby spontanicznie wejść w taki odjechany projekt. Ale mówię dobra, parę „aaaa” i „oooo” – damy radę. Pojechaliśmy do studia zrobić te trzy numery. Zaśpiewałam i tak zostało. Z tego, co pamiętam, tamten materiał został wydany, ale nie był w żaden sposób promowany, ponieważ stwierdziliśmy, że nadamy temu rangę wyłącznie miłej pamiątki. Wciąż mam te nagrania u siebie i podchodzę do nich z dużym sentymentem. Następnie dostałam propozycję nagrania pełnowymiarowego albumu, czyli „Ashy” właśnie. Wtedy się trochę przestraszyłam i pomyślałam, że to szaleństwo i za takie coś wykluczą nas z metalu definitywnie. Nie raz Jarek musiał słyszeć ode mnie samej, że się nie nadaję, że mam zbyt delikatny głos. „To nie będzie Saratan” – myślałam. Moc przekonywania Jarka zadziałała. Napisał materiał, do którego wokale rozpisał głównie dla siebie, pod swój growl. Dla mnie były przeznaczone krótkie wstawki, plus oczywiście te „aaaa” i „oooo”. Płyta okazała się strzałem w dziesiątkę. Podobno wciąż sprzedaje się bardzo dobrze, także za granicą.

Potem zagraliśmy trasę. Moje pierwsze koncerty z Saratanem były dla mnie potwornie stresujące. Bałam się zderzenia z  ortodoksyjnymi metalowcami, szczególnie z sympatykami black metalu (często nas zestawiali z zespołami tego nurtu), bałam się, że co najmniej złożą mnie w ofierze. Trzęsłam się jak galareta, jakbym miała w ogóle pierwszy raz wystąpić publicznie. Pamiętam, że debiutowałam z Saratanem bodajże w Warszawie, podczas Metalfilii w Progresji. Wychodzę scenę i zaczyna się jazda. Staram się jak mogę i nagle słyszę, że spod sceny ludzie krzyczą „Maggie! Maggie!”. Nie pożarli mnie, mało tego, koncert zebrał bardzo fajne recenzje. To dodało mi pewności. No i niedługo potem zaproponowano mi zostanie stałym członkiem Saratana. Dalej uważam, że są świrnięci, składając mi taką propozycję, ale zgodziłam się i tak zostało do dzisiaj. Jest zajebiście.

Następnie ukazało się Wasze kolejne wydawnictwo zatytułowane „Dark Orient”. Zawiera między innymi ciekawy cover „Wherever I May Roam” Metalliki…

Tak. To jest w ogóle bardzo ciekawe zjawisko ten „Dark Orient”. Efekt parcia w kierunku autentycznych orientalnych brzmień, połączonych z mrocznymi, ciężkimi tematami, czego inicjatorem był oczywiście Jarek. Miałam na początku spore wątpliwości, jako najmłodszy członek zespołu i – jak wspomniałam – mając raczej słabe wyobrażenie na temat orientu. Jarek nagrywał coraz to lepsze partie, takie rzeczywiście „true” i zgodne ze sztuką bliskowschodnią. W końcu zapadła decyzja, że kolejne wydawnictwo, właśnie „Dark Orient”, będzie zmierzało w takim kierunku. Początkowo to w ogóle miało nie być wydane jako akompilowany album, ale ostatecznie ukazało się na płycie w limitowanym nakładzie oraz zostało udostępnione na platformach streamingowych.

Wokół tej wersji Metalliki zrobił się całkiem spory szum w Sieci. Pojawiały się opinie od totalnego hejtu po totalną miłość. Niektórzy wyznawcy Metalliki byli bezwzględni. Osobiście świetnie się przy tym bawiłam, byłam zaskoczona liczbą odsłuchów tego utworu. To chyba nasz najpopularniejszy kawałek (jeśli można tak mówić o coverze).

„Dark Orient” to nieoczywiste, ale ultra ciekawe wydawnictwo, z pięknymi teledyskami z udziałem świetnych twórców. Najbardziej wzruszam się przy utworze „Khan Tengri” i towarzyszącym mu klipie z rysunkową animacją. Dzięki, że mi o nim w ogóle przypomniałeś.

Często pytam się artystów, którą płytę z dyskografii swoich zespołów uważają za najważniejszą. Jednak w Twoim przypadku spośród tych trzech albumów nie da się wyróżnić tego jedynego, ponieważ każdy z nich stanowi kolejny etap Twojej kariery.

Zdecydowanie tak. Zrobiłam sobie ostatnio taką małą retrospekcję. Przez parę lat nie było mnie na scenie, a teraz, paradoksalnie, dzięki zarazie, znalazłam czas na urządzenie sobie domowego studia. Odsłuchałam sobie cały mój dotychczasowy dorobek i ponownie przepełniła mnie duma. Wyciągnęłam wszystkie płyty, w nagraniu których brałam udział, oprawiłam je i powiesiłam sobie w moim domowym studyjku na ścianie. Miałam dylemat, czy je uporządkować chronologicznie, czy jakoś inaczej. W końcu zdecydowałam się na tę pierwszą opcję, ponieważ, tak jak powiedziałeś, nie da się wyróżnić, która z tych płyt jest dla mnie najważniejsza. Powstawanie każdej z nich odbywało się na zupełnie innym etapie mojego życia i umysłu. Przez pewnie czas miałam pewne obiekcje, np. co do kwestii realizacyjnych Good Girl Maggie. Okazało się, że Słuchacze, dostając gotowy produkt, byli z niego bardzo zadowoleni. Dopiero po latach zaczęłam sobie uświadamiać, że w sumie pasuje mi to tak, jak jest. W początkach mojego grania miałam stosunkowo mało do powiedzenia. Wraz z kolejnymi realizacjami coraz więcej uczestniczyłam w procesach postprodukcji płyt z moim udziałem. Z brzmienia „Ashy” byłam już totalnie zadowolona. Na chwilę obecną mam całkowite zaufanie w stosunku do chłopaków z Saratana i wiem, że to, co ukręcą, będzie po prostu dobre. Nadchodząca płyta z pewnością zrobi sporo zamieszania.

Pytał: Patryk Pawelec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *