JOHNOSSI – John Engelbert

johnossi_mad gone wild

Siódemka jest uważana za szczęśliwą liczbę. Ale „Mad gone wild” – siódmy album Johnossi jest zdecydowanie ponura w sferze tekstów… Czy proces pisania był dla Ciebie rodzajem terapii?

W pewnym sensie bycie kreatywnym i pisanie piosenek zdecydowanie ma działanie terapeutyczne. Poczucie spełnienia i zakończenia tego, co zacząłeś, ma pozytywny wpływ na psychikę. A także tworzenie czegoś z niczego jest jak najbardziej satysfakcjonujące.

Jak ta cała sytuacja pandemiczna wpłynęła na sesję? Główna koncepcja tekstów pasuje do tych mrocznych, trudnych czasów…

Tak, zdecydowanie. Próbowaliśmy uchwycić ten szczególny stan umysłu, w którym wielu ludzi tkwiło w tych dziwnych czasach. Poczucie izolacji, utknięcie we własnej głowie, desperacja i bezbronność to motywy powracające podczas pracy nad tą płytą.

Paradoksalnie Szwecja – będąc państwem opiekuńczym – ma dość wysoki wskaźnik samobójstw. Wyższy niż np. Anglia i Włochy. Jakie są według Ciebie powody?

Ciemność zimy może być naprawdę ciężka i cię złamać. Szwedzi są dość kiepscy, jeśli chodzi o utrzymanie zrównoważonej społeczności. Wiele osób mieszka samotnie. A jednocześnie w Szwecji jest presja, że trzeba odnieść sukces, trzeba „być kimś”. Myślę, że są to główne czynniki, które odgrywają dużą rolę w tym, dlaczego czujemy się jak gówno i popełniamy samobójstwo.

Która piosenka z albumu została skomponowana jako pierwsza?

Mad Gone Wild lub Screaming

Johnossi
Johnossi

Najnowszy album zawiera więcej elektronicznych, syntezatorowych elementów niż wcześniejsze. Zastanawiam się, czy się z tym zgadzasz, ale przypomina mi trochę nowy materiał z Foo Fighters. A tak przy okazji, lubisz scenę pop czy electro?

Nie zgadzam się. Czy Foo Fighters mają dużo syntezatorów? Nie wiedziałem tego. Nie słucham Foo Fighters, nie starzeją się dobrze – moim zdaniem. Tak, kochamy wszystkie rodzaje muzyki, w tym pop i electro, o ile jest dobra.

Jakie były Twoje pierwsze inspiracje, kiedy zaczynałeś swoją przygodę z instrumentami?

Nirvana, Tool, Rage Against the Machine.

Jak wspominasz swój pierwszy zagrany koncert?

To było oczywiście bardzo ekscytujące, byliśmy bardzo zdenerwowani, myślę, że zwymiotowałem przed występem. Pamiętam, że potem czułem się jak na haju.

W czerwcu zagracie w Polsce. Jak się czujesz przed pierwszym koncertem w nowym miejscu? Będzie to również wyjątkowa data dla Szwedów…

Od dawna chcieliśmy zagrać w Polsce, więc oczywiście nie możemy się doczekać! Warszawa to takie fajne, tętniące życiem miasto. Mamy nadzieję, że jeszcze w tym roku zagramy jeszcze więcej koncertów w Polsce! Polska ma długą historię bycia fanami muzyki rockowej i chcemy być częścią tej sceny! Nie zawiedziemy was!

Myślałeś kiedyś o rozszerzeniu składu? Czy można – w przyszłości – zamienić zespół np. w kwartet?

W latach 2004-2013 byliśmy tylko ja i Ossi na scenie, a potem dodaliśmy Mattiasa na klawiszach 2013. Więc na żywo jesteśmy teraz trio. Nie widzę potrzeby dodawania kolejnych muzyków do składu. Obecnia mamy idealny układ. Ale nigdy nie powiemy nigdy, Johnossi może w przyszłości przybrać nowe formy.

Rozmawiał: Robert Dłucik
Foto: FB Johnossi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.