BLACKMORE’S NIGHT – Candice Night

Candice_Richie_2021

CANDICE NIGHT nikomu przedstawiać chyba nie trzeba. Małżonka i muza Richiego Blackmore’a odpowiedziała nam na kilka pytań niemal w przededniu wydania nowego albumu grupy BLACKMORE’S NIGHT.


Witaj Candice. Cieszę się, że znalazłaś kilka chwil dla czytelników polskiego portalu rockowego RockArea. Jesteśmy niedługo przed premierą nowego albumu Blackmore’s Night „Nature’s Light”.

CN- Dziękuję. Polska jest mi zawsze bliska, bo moje rodzinne korzenie sięgają Waszego kraju. Tak, płyta ukaże się wkrótce!

Na wstępie chciałbym zapytać czym jest dla Ciebie Światło Natury (Nature’s Light)?

CN- Natura zawsze była dla mnie bardzo inspirująca. Jest częstym gościem w naszych piosenkach. Czuję, że nasze dusze odnawiają się, kiedy wracamy do natury. A ta magia i cuda codziennie objawiają się nam właśnie poprzez naturę. Wygląda na to, że w tej pandemii znajdujemy się w dość ciemnym miejscu, a mimo to wiele osób wróciło do spacerowania po lesie, patrzenia w głąb siebie i poszukiwania odtrutki właśnie w naturze. Czuję, że wszyscy potrzebujemy odrobiny tego ciepłego słońca na naszych twarzach i promieni słonecznych, które pomogą oświetlić drogę i dać nam nadzieję w tych trudnych czasach.

Nowy album brzmi bardzo wiosennie, bardzo wręcz radośnie. Tak zupełnie odmiennie od tego co obecnie wszyscy przeżywamy w związku z pandemią. Czy taki był zamysł, aby dać słuchaczom nieco odetchnąć od tych ciężkich chwil związanych z maseczkami, obostrzeniami i tym wszystkim co nas od roku otacza?

CN- Właściwie nagraliśmy tę płytę w 2019 roku – przed pandemią – myśląc, że wydamy ją w 2020 roku, ale wszystko zostało zawieszone. Rok 2018 był mrocznym, ciężkim emocjonalnie czasem dla Ritchiego i dla mnie. Przeszliśmy przez czas wielkich strat. Ritchie stracił brata i najlepszego przyjaciela z czasów młodości – Jimmiego Evansa z 3 Musketeers; oboje straciliśmy naszego 16-letniego kota, a ja straciłam Tatę po jego walce z rakiem. W ogóle nie miałam ochoty tworzyć. Ale kiedy zdecydowaliśmy się wrócić do studia, odnalazłam spokój w pisaniu i śpiewaniu. Im więcej piosenek zrobiliśmy, tym bardziej czuliśmy się uzdrowieni. Nie wymazało to bólu związanego ze stratą, ale z pewnością podziałało twórczo i zamieniło część tej energii w kreację, a nie w rozpacz. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że w następnym roku wszyscy zostaniemy dotknięci pandemią i wszyscy będziemy potrzebować uzdrowienia.

Na wielu płytach Blackmore’s Night „przemycacie” wiele różnych średniowiecznych i renesansowych melodii. Czy tak jest i tym razem?

CN- Tak jest, chyba jesteśmy przemytnikami. Tym razem nagraliśmy piękną piosenkę Sarah Brightman, „The Second Element II” z jej albumu „Dive” i trochę ją „zblackmoreowaliśmy”. A jeśli chodzi o pieśni średniowieczne lub renesansowe – nauczyliśmy się włoskiej pieśni średniowiecznej „Fuggi Fuggi Fuggi” zaprzyjaźnionego minstrela, Owaina Phyfe z New World Renaissance Band. Zmieniliśmy ten utwór, dodaliśmy nową instrumentację, aranżację oraz tekst i stał się on „Once Upon December”. Była też piosenka „Dansereye” Tielmana Susatto, którą przekształciliśmy w „Going To The Faire”. Ta piosenka i utwór tytułowy („Nature’s Light”) z pewnością przygotowują nas na cieplejszą pogodę, nadejście wiosny i szczęście, na które zasługujemy.

blackmores night-Matures Light

Bardzo ciekawi mnie czy pod koniec utworu „Going to the faire” śpiewają Rory i Autumn? Jeśli tak, czy dobrze im się śpiewało?

CN- Tak, to oni! Rory w zeszłym tygodniu właśnie skończył 9 lat, a Autumn ma 10 lat. Są niezwykle muzykalni. Oboje śpiewają, chociaż Rory woli tańczyć i grać na perkusji. A Autumn ma zakres trzy i pół oktawy, umiejętności improwizacji taty, gra na wiolonczeli, gitarze i pianinie. Więc naturalne jest ich zaangażowanie w pracę w studio. To był pierwszy raz, kiedy Rory śpiewał do mikrofonu, ale był niesamowity. A Autumn pierwszy raz śpiewała w „Ghost of John” z 2017 roku, jak również wykonała wysokie partie wokalne w „Silent Night” na naszej świątecznej EP z grudnia 2020 roku.

Pomówmy jeszcze o albumie. Brzmi on tak, jakbyś w studiu była tylko Ty z Ritchiem. Kto jeszcze wziął udział w nagraniach? Jak wyglądała praca nad albumem?

CN- To głównie Ritchie i ja. Pamiętaj, że Ritchie gra na wszystkich instrumentach strunowych: na gitarach elektrycznych, akustycznych i elektroakustycznych, lirze korbowej, mandoli, mandolinie, mandoczeli, nyckelharpie, basie i na tamburynach. Ja odpowiadam za wszystkie wokale, chórki, instrumenty dęte drewniane, w tym szałamaje, krzywuły, rogi, flet prosty, flecik, bombardy. Producent gra na klawiszach i posiada niesamowite sample. Nasz zespół jest tak naprawdę tworzony tylko na potrzeby koncertowania, chyba że potrzebujemy czegoś, na czym nie potrafimy grać – jak skrzypiec, a wtedy dzwonimy do Scarlett Fiddler. Albo kiedy potrzebujemy wokalisty. Ale zazwyczaj rozdzielamy wszystko między trzy osoby. Od lat mamy ten sam proces. Ritchie wymyśla linię melodyczną na gitarze akustycznej. Woła mnie i opowiada jaką melodię tam słyszy do zaśpiewania przeze mnie. Potem biorę tę linię melodyczną i próbuję wyobrazić sobie o czym ma być ta piosenka, zinterpretować obrazy namalowane tą melodią w mojej głowie z melodii i przemienić je w słowa. Kiedy mamy już około pięciu piosenek w takiej formie, dzwonimy do producenta z Los Angeles, który leci do Nowego Jorku, a my wchodzimy do studia i wygładzamy piosenkę. Następnie dopracowujemy aranżację, instrumentacje i w ramach tego procesu wykonujemy nasze partie. Po pięciu piosenkach robimy sobie kilkumiesięczną przerwę, podczas której zwykle jedziemy w trasę i uciekamy ze studia, abyśmy mogli usłyszeć te piosenki na świeżo, aby wiedzieć czy kiedy wrócimy do studia trzeba będzie wprowadzić jakieś zmiany. Kiedy wracamy do studia, zwykle zimą, mamy do nagrania 5 nowych piosenek. Tak więc taki proces trwa około roku, ale nie w sposób ciągły.

W “Der Letzte Musketier” Bardzo zaskakuje powrót  Ritchiego do korzeni rocka: do bluesa, ubarwionego niesamowitą grą na organach Hammonda. Co było inspiracją do tej kompozycji?

CN- Wiele lat temu, jeszcze przed Deep Purple, był w zespole The Three Musketeers. To jego ulubione wspomnienia, ponieważ był bardzo blisko z perkusistą Jimmym „Tornado” Evansem, zanim uderzyła w nich presja sukcesu i sławy. Ale niestety w ostatnim czasie pozostali dwaj członkowie zespołu odeszli. Pozostał więc Ostatnim Muszkieterem. I to właśnie oznacza ten tytuł w języku niemieckim.

Widziałem dwa wasze koncerty, które zagraliście online. Nie myśleliście o tym, aby zagrać pełny koncert online na przykład na jakimś zamku lub w tego typu scenerii. Co myślisz o tego typu przedsięwzięciach?

CN- Myślę, że bylibyśmy na to otwarci. Przekonałam Ritchiego, żebyśmy zagrali te dwa kameralne koncerty, tylko we dwoje, w naszym domu, ponieważ czuliśmy, że fani naprawdę tego potrzebowali. My też tego potrzebowaliśmy! Tak bardzo tęsknimy za graniem i energią, którą czerpiemy z koncertów! Nie jesteśmy jednak zbyt zaawansowani technicznie, więc potrzebujemy kogoś, kto to wszystko ustawi i nagra lub prześle za nas. Na pewno byłby to jednak ciekawy pomysł!

Doskonale pamiętam Wasz magiczny koncert w kopalni soli w Wieliczce w 2003 roku. Czy w związku z nowym albumem planujecie jakąś trasę koncertową? Jeśli tak, to czy planujecie kolejną wizytę w Polsce? Może znów w jakiejś kopalni lub na dziedzińcu średniowiecznego zamku?

CN- Bardzo byśmy chcieli. I  już od jakiegoś czasu próbujemy wrócić do Polski. Ostatnim razem, gdy mieliśmy tam zaplanowany koncert, zachorowałam na zapalenie uchyłków i odczuwałam tak silny ból, że nie mogłam się nawet ruszyć. Wylądowałam na tydzień w berlińskim szpitalu. Ale powrót do Polski jest zawsze w naszych planach. Trzeba będzie tylko zaczekać na to, co się stanie z pandemią. Chociaż chcielibyśmy od razu wyruszyć w trasę koncertową, musimy upewnić się, że wszyscy są bezpieczni i zdrowi.

Dziękuję za rozmowę.

CN- Dziękuję!

Pytał: Mariusz Fabin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *