2022.07.21 – PARADISE LOST, SUNNATA – Kraków

PARADISE-LOST-Poland-2022

W najgorętszy dzień roku w krakowskim Hype Parku zagrał dla nas PARADISE LOST. I o ile na jesień zapowiadana jest ich ponowna wizyta w ramach europejskiej trasy, tak ten występ był wyjątkowy, bowiem grupa zapowiedziała, że odegra w całości uwielbiany przez wielu fanów „Draconian Times”.

Miejscówka robi wrażenie ze względu na infrastrukturę, aż żal było że koncert nie odbędzie się na świeżym powietrzu, ale w sali. Mając na uwadze, że krakowski koncert został wyprzedany, zapowiadał się naprawdę gorący wieczór – i tak w istocie było. Dosłownie i w przenośni.

Supportem Brytyjczyków była nasza rodzima kapela SUNNATA, która zgromadziła zaskakująco spore audytorium, a i reakcje na ich występ były wyjątkowo żywiołowe. Ciężka, muzyka warszawskiej ekipy aż kleiła się do słuchaczy. Nienachalne oświetlenie dodawało pewnej aury tajemniczości. A zespół ograniczony oczywistymi realiami otwieracza skupił się na odegraniu swojego setu. Ciężkie jak walec okraszone dwoma wokalami utwory mogłyby zlewać się w całość gdyby nie wybrzmiewanie gitar w wielu wstępniakach. Mnie natomiast bardzo przypadły do gustu fragmenty nieprzesterowanej gitary solowej, zagranej slidem, czy też strun podciąganych tak, że wdzierał się pewien orientalny klimat. Bywało wręcz, że gitara brzmiała jak sitar. Wentylatory rozwiewały włosy muzyków, co dodawało widowisku pewnego surrealizmu, przy panującej w pomieszczeniu temperaturze. Dodatkowej energii dodawały partie, gdzie wokale wdzierały się w sferę growlu. Uznałem grupę SUNNATA za idealny otwieracz przed PARADISE LOST, a ich set spełniał swoją rolę, bowiem w oczekiwaniu na gwiazdę wieczoru nie poczułem niedosytu. Zresztą podzieliłem się z kolegami pewną uwagą… iż zespół zrobiłby furorę w czasach kiedy w naszym kraju rozpędzała się scena metalowa z pomocą pierwszych składanek Morbid Noizz… czyli z grubsza wówczas kiedy u szczytu kariery był właśnie PARADISE LOST.

Zgodnie z rozkładem jazdy o godzinie 21-szej z głośników popłynęło intro „Enchantement” i przy owacjach na scenie zaczęli pojawiać się muzycy głównej atrakcji wieczoru. Zaskoczyło mnie nieco, że jako tło zespół wykorzystał okładkę ostatniej płyty, a nie „Draconian Times”. Zażartowałem nawet że chyba całą farbę zużyli na koszulki, bowiem wcześniej odwiedzony merch wypełniony był odzieżą wyprodukowaną specjalnie na tą trasę. PARADISE LOST brzmiał bardzo ciepło, głośno acz selektywnie. Nie było problemu ani z wychwyceniem solowych partii gitary, ani klawiszy, które oczywiście wielokrotnie pojawiały się jako pianina. Publiczność była wręcz zahipnotyzowana. Nick Holmes bardzo wyluzowany, miał czas zarówno na zapowiedzi kolejnych kawałków, jak i na rozmowy z publicznością. Trochę mnie zdziwiło, że niewiele czasu poświęcił na interakcję z publiką w czasie utworów, typowe fragmenty na skandowanie, nie zostały wydłużone, kilka refrenów jednak zostało podchwyconych w locie. Audytorium natomiast skore było do zabawy. Co rusz pod sceną ktoś surfował po tłumie. „Draconian Times” nie wymaga specjalnej oprawy, te klasyczne utwory po prostu się chłonie, zatem zespół na scenie i oszczędne oświetlenie wystarczyły, żebym jako fan tamtego okresu działalności zespołu, czuł się spełniony. A całość była bardzo organiczna. Tu i ówdzie nie zabrakło przesterowania, czy jakiegoś małego babola, choćby klawiszowego który nie był w stanie umknąć, tym którzy album znają na pamięć. I niby z rozrzewnieniem przyjąłem moment kiedy zespół zszedł ze sceny po ostatnim numerze z płyty – czyli „Jaded”, ale ciekawiło mnie co grupa przygotowało na dalszą część wieczoru. W sumie zrozumiałem, że oprócz „Draconian Times” zespół miał zagrać swoisty best of. Tymczasem zabrakło klasyków. Na bis, który po krótkiej przerwie rozpoczął się o 22-giej zespół zaprezentował pięć utworów, z czego najstarszym był przedostatni kawałek, pochodzący z „One Second”, pozostałe to nowsze utwory, na które nota bene nie narzekałem, bowiem nowożytna historia grupy to moim zdaniem ewidentny powrót na właściwe tory. Przy niewielkiej ilości utworów nie będzie przesadą kiedy w ramach tekstu przytoczę ich kolejność. W drugiej części koncertu kapela zaprezentowała następująco: “Darker Thoughts”, “Faith Divides Us – Death Unites Us”, “No Hope in Sight”, “Say Just Words” oraz “Ghosts”. Zespół wydawał się równie zachwycony koncertem co publiczność, podczas wspomnianego „Say Just Words” Aaron Eady niemal tańczył do (bądź co bądź) dyskotekowego rytmu.

Występ zamknął się w okolicach 85 minut i zarówno utwory wybrane na bis jak i czas trwania koncertu pozostawił niedosyt, błyskawicznie jednak wydedukowałem powody takiego stanu rzeczy. Kapela ewidentnie połechtała fanów i podgrzała atmosferę przed jesienną trasą (na mnie podziałało), z drugiej strony wspomniane warunki pogodowe, faktycznie mogły być ryzykowne dla dłuższego przebywania w zamkniętej sali. W końcu muzycy Paradise Lost to stare wygi i mają doświadczenie w tej kwestii. Zakładam zatem, że powody były słuszne.

Do domu wracałem naprawdę szczęśliwy, a dzisiejszy poranek powitałem dźwiękami „Draconian Times” – jeszcze mnie trzyma.

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.