LONG DISTANCE CALLING – 2022 – Eraser

1. Enter: Death Box (1:17)
2. Blades (4:39)
3. Kamilah (6:58)
4. 500 Years (7:32)
5. Sloth (7:24)
6. Giants Leaving (3:28)
7. Blood Honey (10:17)
8. Landless King (6:28)
9. Eraser (9:19)

Rok wydania: 2022
Wydawca: earMUSIC


To już ósmy krążek, czołowych przedstawicieli niemieckiej, post rockowej sceny muzycznej. Najnowsza płyta jest kolejną w ich dyskografii, która udowadnia, że szuflada z napisem post rock, w przypadku tej znakomitej formacji, jest zdecydowanie za ciasna. Zespół nie trzyma się uporczywie post rockowych schematów, jak wiele grup wywodzących się z tego nurtu. Wprost przeciwnie, stara się ubogacać swoją muzykę o wieloraką stylistykę, czerpiąc zarówno z rocka progresywnego, psychodelli czy solidnego metalu. Mimo, że tym razem jest  to muzyka w 100 % instrumentalna (a jak wiemy, mają w swej dyskografii pozycje, w których wokale się pojawiały). Tak naprawdę, ich  najnowsza porcja muzyki, jest na tyle bogata pod względem klimatu, że wokal wydaje się tutaj zbędny.

Zarówno poprzedni, wydany dwa lata temu krążek „How Do We Want To Live?”, jak i ten najnowszy, traktować można jako koncept album. Tamten dotyczył uzależnienia ludzkości od technologii. Tym razem każdy z 9 utworów oddaje hołd innemu zwierzęciu stojącemu na skraju wyginięcia. Kolejne kompozycje poświęcone są wiec takim gatunkom jak: Czarny nosorożec, Goryl wschodni, Rekin grenlandzki, Karłowaty leniwiec trójpalczasty, Albatros wędrujący, Pszczoła rogata, oraz Tygrys. Natomiast ostatni fragment „Eraser” zwraca się bezpośrednio do człowieka, który jest główną przyczyną zmian klimatycznych powodujących wymieranie zwierząt.

Płytę rozpoczyna, krótkie, spokojne intro „Enter: Death Box”. Po nim motoryczny „Blades” i obdarzony fajną atmosferyczną aurą „Kamilah”, który ewoluuje przybierając zdecydowanie mocniejsze brzmienie i serwując garść świetnych gitarowych solówek w końcówce. „500 Years”, ma zarówno metalową moc, jak i progresywną zwiewność. „Sloth”, to pod względem klimatu wyróżniający się  fragment, wyjątkowej urody. Już  sam tytuł sugeruje, w jakim zagrany jest tempie. Leniwego klimatu i dostojeństwa dodają mu przepiękne partie saksofonu i gilmourowskie gitary. Kontrastuje z nim, dynamiczny, chyba najbardziej post rockowo brzmiący „Giants Leaving”. „Blood Honey”, to najdłuższy, dziesięciominutowy fragment z wyrazistą partią gitary basowej i delikatnymi gitarowymi plamami. „Landless King’ charakteryzuje się dosyć nośnym  motywem i chyba najbogatszą warstwą gitarową. Ostatni, drugi pod względem długości, dziewięciominutowy „Eraser”. To mocny, agresywny fragment, bo taka  powinna być jego wymowa. Dramaturgii dodają mu  piękne partie instrumentów smyczkowych.  Dotyczy tym razem nie zwierząt a bezpośrednio sprawcy  niekoniecznie pozytywnych zjawisk  – człowieka (Homo Sapiens). Dramaturgii dodają mu  piękne partie instrumentów smyczkowych. Ostatnia kompozycja, to zarazem Magnum opus całego albumu. Płytę  niczym klamrą spina ten sam liryczny motyw, który wybrzmiał jako intro.

Każda kolejna pozycja w dyskografii tego zespołu, wzmaga u mnie autentyczną chęć doświadczenia ich muzyki na żywo. Co prawda zespól koncertował już Polsce, niestety ominęła mnie ta przyjemność.  Nadarza się jednak okazja aby  to marzenie mogło się spełnić już na początku przyszłego roku, a dokładnie  22 lutego 2023r w krakowskiej hali Kamienna 12.

9/10

Toma Marek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.