CRUCIFIED BARBARA – 2005 – In Distortion We Trust

Crucified Barbara

1.Play Me Hard
2.In Distortion We Trust
3.Losing the Game
4.Motorfucker
5.I Need A Cowboy From Hell
6.My Heart Is Black
7.Hide ‘Em All
8.Going Down
9.I Wet Myself
10.Rock ‘n’ Roll Bachelor
11.Bad Hangover

Rok wydania: 2005
Wydawca: GMR Music Group
https://www.facebook.com/crucifiedbarbara/


Od lat fascynują mnie zespoły żeńskie. I to bynajmniej nie te, które powstały jaki narzędzia zarobkowe w rękach majorsowych wytwórni, ale te, które składają się z Pań pałających bezgraniczną miłością do ciężkich brzmień. Szwedki z Crucified Barbara niestety zakończyły już wspólną przygodę pod tym szyldem. Niemniej jednak należy pamiętać o ich dokonaniach i systematycznie o nich wspominać, bowiem na przełomie dwóch pierwszych dekad XXI wieku nie miały one sobie równych.

Zakładając swój ansambl dziewczyny od razu wiedziały, że ze skandynawskimi krzaczkami raczej nie wypłyną zbyt szybko, toteż nadały sobie odpowiedno rockowe ksywy. I tak gitarzysta Klara Rönnqvist Fors stała się Klarą Force, basistka Ida Stenbacka ochrzciła się Idą Evileye, a bębniącą Jannicke Lindström świat poznał jako Nicki Wicked. Początkowo działały z inną wokalistką, a w międzyczasie zdecydowanie czująca się lepiej w roli gitarzystki rytmicznej Klara zyskała odsiecz w osobie Mii Karlsson. Nowa członkini nie pozostawała w tyle za swoimi blond koleżankami i objawiła się publiczności jako Mia Madcrap. Po kilku latach prwcy u postaw i wydaniu jednego półamatorskiego wydawnictwa dziewczyny pożegnały dotychczasową frontwoman (zdecydowanie od nich odstającą, zarówno pod względem muzycznym jak i pod kątem imagu), a obowiązki wokalne powierzyły Mii, która zdążyła zamienić Szaloną Kupę na dużo bardziej rasowe Lodowate Serce.

Debiutancki krążek ponętnej czwórki ze Sztokholmu w momencie swojej premiery niestety przeszedł bez większego echa zdobywając raczej przeciętne recenzje. Ech, gdzie ci recenzenci mają uszy… Każdy z 11 kawałków zawartych na “In Distortion We Trust” to strzał, którego nie powstydziłaby się Joan Jett. Gitary tną jak powinny, “toporny” Explorer Klary stanowi wyśmienitą bazę dla nieco faulknerowskiego Flyinga Mii, która pełniła w grupie zarówno rolę głównej wokalistki jak i jedynej gitarzystki solowej. Ida uwija się w dolnych pasmach aż miło, już w przerywniku otwierającego całość “Play Me Hard” słychać wygrywane przez nią tłuste staccato nuty, któremu towarzyszy pierwszorzędne naturalne rzężenie wioseł. Odnośnie całościowego brzmienia można się przyczepić jedynie do moim zdaniem zbyt skondensowanych bębnów, szczególnie do dosyć dziwacznie nastrojonego werbla, który niby jest wysoko, ale jednak trochę przygłucho. O żadnych “st.angeryzmach” nie może być mowy, ale mimo wszystko przydałoby się to wyczyścić.

Najbardziej godne uwagi utwory to z pewnością “Motorfucker” (rozpędzony riff i frywolny tekst o romansowaniu z motocyklistami), tytułowe “In Distortion We Trust” (te growle w chórkach w refrenie) oraz urokliwa ballada “My Heart Is Black (w edycji rozszerzonej dostępna również w wersji akustycznej). Jednak ten longplay to podręcznikowy przykład płyty, której można słuchać zarówno w całości jak i pojedynczych utworów. Świetnie sprawdza się w trasie, zarówno pojazdami mechanicznymi, jak i tymi napędzanymi siłą mięśni.

Jak wspomniałem, “In Distortion We Trust” wciąż można jeszcze dorwać w rozszerzonej edycji w formie naprawdę eleganckiego i dopracowanego digipacka, która oprócz DVD zawiera także trzy dodatkowe utwory. Poza zdecydowanie lepszą od podstawowej wersją unplugged “My Heart Is Black” są to covery Motörhead (“Killed By Death”) i Kiss (“Shout It Out Loud”). Ten pierwszy jest zdecydowanie lepszy, choć doskwierają mu te same przekombinowane brzmieniowo bębny. Oryginalna ścieżka Pete’a Gilla była o wiele bardziej surowa i rzadsza, co wg mnie jest jedynym słusznym rozwiązaniem dla tego evergreenu. Czasem mniej blach i lepiej dostrojone naciągi w tomach mogą dać więcej niż się zdaje.

Polecam ten album zarówno Panom, którzy mają ochotę posmalić cholewy do prawdziwych artystek, zamiast sztucznych wytworów popowych wytwórni, jak i Paniom spod znaku czerwonego piorunka, które ogarnęły już L7 i Hole i pragną podążyć w kierunku bardziej metalowego brzmienia.

8/10

Patryk Pawelec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *