BLACK SWAN – 2020 – Shake The World

BLACK SWAN - Shake The World

1.Shake The World
2.Big Disaster
3.Johnny Came Marching
4.Immortal Souls
5.Make It There
6.She’s On To Us
7.The Rock That Rolled Away
8.Long Road To Nowhere
9.Sacred Place
10.Unless We Change
11.Divided/United

Rok wydania: 2020
Wydawca: Frontiers
https://www.facebook.com/BlackSwanRockNRoll/


Zacznijmy od tego, że lubię MSG, ale wycinek historii pod szyldem McAuley Schenker Group – po prostu uwielbiam. Przez Lata śledziłem historię irlandzkiego wokalisty i miałem nadzieję, na coś więcej niż ciekawe epizody (jak np. ten z SURVIVOR czy w Michael Schenker Fest). I tak bieżący rok przyniósł nam kilka naprawdę kapitalnych albumów hard rockowych (np. VANDENBERG, DIRTY SHIRLEY).

Jednym z nich jest BLACK SWAN. Teoretycznie kolejny powołany do życia dream team, trafił oczywiście pod skrzydła Frontiers, ale na szczęście nie ma wiele wspólnego z taśmową produkcją hitów, której można by się z nieufnością spodziewać po wytwórni (sorry 😉 ). “Shake the world” jest po prostu kapitalną płytą, tak cholernie witalną, że nawet pisząc ten tekst, jednocześnie słuchając płyty – trudno mi usiedzieć na miejscu. Normalnie mnie nosi! I to pół roku po tym jak usłyszałem ten materiał po raz pierwszy. Reb Beach sprawia, że to płyta zdecydowanie gitarowa… i paradoksalnie z takim amerykańskim pierwiastkiem. Ale ta fuzja muzyków, przynosi mieszankę wybuchową. Utwory bywają typowymi rockerami, ale też nie zabrakło zawoalowanych protest-songów. Więc jeśli ktoś nie przepada za śpiewaniem “o niczym”, nie powinien kręcić nosem. Płyta zawiera kilka zgrabnych ciosów, ale też parę rozbudowanych tematów, a nawet ballady, które gdzieś z biegiem czasu przyspieszają. Więc oprócz masy świetnych melodii, nośnych refrenów i kupy dobrych solówek znajdziemy tu nieco kombinowania… które zresztą nie zbija słuchacza z pantałyku.

Co utwór, to kandydat na singla, co zresztą zrozumiała wytwórnia – i do tego materiału wypuściła kilka klipów. Nie wiem czy czasem światowy lockdown nie zdusi fali entuzjazmu z którym ten album spotkał się wśród fanów hard rocka, przecież to muzyka idealna na scenę. Miejmy nadzieję, że nie. Ja przede wszystkim cieszę się, że McAuley jest w tak znakomitej formie. I mam na myśli zarówno predyspozycje głosowe, jak i talent kompozytorski. Prawdopodobnie z tegorocznych hard rockowych wydawnictw – to moje ulubione.

9/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *