BIJELO DUGME – 1976 – Eto! Bas hocu!

Izgledala Je Malo Čudno U Kaputu Žutom Krojenom Bez Veze
Lose vino
Eto! Bas hocu!
Deda bona, sjeti se, de, tako ti svega
Slatko li je ljubit tajno
Niśta mudro
Na dese se takve stvari pravome muśkarcu
Sanjao sam nocas da te ne mam

Rok wydania: 1976
Wydawca: Jugoton


Czy Biały Guzik był najlepszym zespołem działającym w byłej Jugosławii? Można dyskutować, podobnie jak z tym, czy ten kraj można zaliczyć do państw „za Żelazną Kurtyną”… Jugosławia co prawda dzielnie budowała socjalizm, ale jednak pozostawała niezależna od wpływów sowieckiego imperium, no i mieszkańcy mieli dużo większą swobodę w kontaktach z Zachodem niż w PRL-u na przykład.

     Na pewno Bijelo Dugme to najpopularniejsza rockowa grupa z Bałkanów w tamtych latach. Pojęcie „dugmemania” nie wzięło się z sufitu. W Polsce szał na muzykę autorstwa Gorana Bregovicia – lidera BD – nastał dużo później, parę ładnych lat po rozpadzie Jugosławii. Obrotny muzyk wykorzystywał stare utwory z płyt Białego Guzika (zwłaszcza tych z lat osiemdziesiątych, skierowanych bardziej w stronę rodzimego folku), nagrywając nowe wersje z Kayah i Krzysztofem Krawczykiem. Ale grupa koncertowała u nas jeszcze w epoce PRL-u, nagrała też program telewizyjny dla TVP (jest dostępny na YT, polecam – ciekawy dokument tamtych czasów).

     „Eto! Bas hocu!” to trzeci album w dyskografii zespołu. Płyta miała swoje zakręty nim trafiła do sklepów. Przede wszystkim rozpadł się skład grupy – Goran Bregović oraz charyzmatyczny wokalista Żeljko Bebek zostali we dwójkę. O pozostałych muzyków upomniała się armia… Lider ściągnął do zespołu starego kumpla z czasów Kodexi, który zasiadł za bębnami. Klawiszowca podebrał konkurencji – bardzo popularnej i cenionej formacji Smak, co zresztą odbiło się dużym echem w bałkańskiej prasie. Za gitarę basową chwycił sam Bebek (potem na koncertach jego partie grał wynajęty muzyk).

     Dopiero za trzecim razem trafiono z tytułem płyty (najpierw Bregović nie uporał się z muzyką do tekstu, który miał dać tytuł całości, a później propozycja szefa nie spodobała się wydawcy). Prace nad repertuarem ruszyły w wiosce Borike w Bośni, a właściwa sesja nagraniowa odbyła się – podobnie jak w przypadku poprzedniego krążka – w Londynie (materiał poddane masteringowi w słynnych studiach Abbey Road). Tu ciekawostka: w sesji wziął udział saksofonista Rapahel Ravenscroft – ten sam, który później zasłynął motywem w przeboju „Baker Street”.

     „Eto! Bas Hocu!” trwa nieco ponad pół godziny (niektóre kompozycje imponują natomiast długością tytułów – zmora dla radiowców i prezenterów TV) i nie przyniósł rewolucji w porównaniu z poprzednimi płytami. Grupa trzymała się sprawdzonych patentów, łącząc rockowe brzmienia (ze wskazaniem na Deep Purple i Uriah Heep) z bałkańskim folkiem (partie wokalne). Najciekawsze fragmenty? Na pewno zadziorny utwór tytułowy z chwacko wykrzyczanym refrenem, przebojowy i nieco lżejszy „Slatko ti je ljubit tajno”, no i przede wszystkim podniosły finał – blisko siedmiominutowa pieśń „Sanjao sam noćas da te nemam”. Umieli panowie z Bijelo Dugme w takie melodramatyczne kawałki, oj umieli… Ten stał się na długie lata żelaznym punktem koncertowej setlisty, także podczas solowych występów wokalistów, którzy śpiewali w Białym Guziku.

     Na następcę „Eto! Bas Hocu!” trzeba było czekać do 1979 roku (w międzyczasie ukazał się album koncertowy). „Bitanga i princeza” trzymała podobny kurs.  A później… Później w karierze Bijelo Dugme zaczął się zupełnie nowy muzyczny rozdział, nie mający już praktycznie nic wspólnego z hardrockowymi początkami. Ale również mający wielu zwolenników…

8/10 Robert Dłucik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.