URIAH HEEP – zespołowy TOP

Uriah Heep - TOP

Rok 2020 nie jest łaskawy dla ex-muzyków URIAH HEEP… We wrześniu, walkę z ciężką chorobą przegrał długoletni perkusista zespołu Lee Kerslake, natomiast na początku listopada odszedł Ken Hensley – współtwórca największych sukcesów brytyjskiej grupy. Szkoda, że ze smutnej okazji, ale pokusiliśmy się w redakcji o przygotowanie zestawienia najlepszych, najciekawszych naszym zdaniem płyt z bogatej dyskografii Uriah Heep.


Look At Yourself

Niebanalna, intrygująca okładka. Hardrockowy cios wagi ciężkiej na otwarcie – czyli utwór tytułowy, niesiony partiami organów Hammonda i gitary. Dwie długie kompozycje: ciężki niczym walec „Shadows of Grief” oraz pomnikowy „July Morning”, bez którego do dzisiaj nie może chyba obyć się żaden koncert Uriah Heep. Płyta – popis talentu kompozytorskiego i wykonawczego Kena Hensley’a, autora lub współautora wszystkich siedmiu utworów. Co więcej: w tytułowym wcielił się jeszcze w rolę głównego wokalisty. „Dobry, kreatywny heavy rock, z potężną produkcją Gerry’ego Brona” – napisano kiedyś o tej płycie na łamach „Record Mirror”. Cóż, nic dodać nic ująć..

Demons & Wizards

Dla mnie ostatni znakomity album studyjny Uriah Heep. Jedna z najlepszych okładek (efektownie prezentująca się w winylowym wydaniu) w dyskografii zespołu, ale przede wszystkim zawartość muzyczna z najwyższym znakiem jakości. Baśniowy „The Wizard”, hardrockowy popis w „Circle of Hands”, progrockowy finał w postaci „The Spell”… Nowy skład grupy (doszli basista Gary Thain i Lee Kerslake) pokazał moc!

Uriah Heep Live

Prawdziwe „greatest hits” na żywo (do pełni szczęści brakuje chyba tylko „Lady in Black”). Uriah Heep u szczytu popularności i twórczej formy. Gdyby ktoś chciał dopiero zacząć przygodę z muzyką tego zespołu – właśnie ten koncertowy album poleciłbym na dobry początek…

Sea of Light

Ten album – w tym roku stuknęło mu 25 lat – został wydany 1 kwietnia, ale jego muzyczna zawartość – na szczęście – nie okazała się primaaprilisowym żartem. Po okresie „błędów i wypaczeń” w dekadzie lat osiemdziesiątych, Uriah Heep – z trójką weteranów w składzie – przestali gonić za rockowymi modami i puszczać oczko do amerykańskiej publiczności. Przygotowali album w klasycznym stylu. Już „Different World” zwiastował powrót lepszych czasów, a „Sea of Light” potwierdził powrót muzyków do formy.

Wake the Sleeper

Rockowi weterani nie składali broni również broni w XXI wieku. Uriah Heep wciąż bronią się zarówno na koncertach, jak i w studiu. – niestety bez Lee Kerslake’a w składzie, choroba serca uniemożliwiła mu stałe granie w kapeli – to dowód żywotności zespołu. Szlachetne klasyczne brzmienie, dobre kompozycje i parę wzlotów w starym, dobrym stylu. Starsi panowie, już szron na głowie, już nie to zdrowie, ale nadal dawali radę…

Przygotował: Robert Dłucik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *