Podsumowanie roku 2020 – cz III

Podsumowanie roku2020

Dziś ostatnia, trzecia część podsumowań roku 2020. Zamykamy miniony czas i zaczynamy w pełni koncentrować się na roku 2021!

PIOTR SPYRA

Polska:
CETI – Oczy Martwych Miast
Z roku na rok, z płyty na płytę, CETI umacnia swoją pozycję w moim prywatnym rankingu. Powiem więcej, zmienia pozycję w szufladkach. Nie dość że grają coraz mocniej i jestem bardziej skłonny rozpatrywać ich w kategoriach heavy metalu niż hard rocka, to jeszcze decyzja o nagraniu płyty polskojęzycznej była strzałem w dziesiątkę.

ISCARIOTA – Legenda
W tym przypadku jest także ciężej i mniej hardrockowo. “Legenda” jest płytą zdecydowanie wartą uwagi. Album wypełniony po brzegi konkretami. Strzał za strzałem. Powiedziałbym nawet że ociera się o stylistykę speed metalową, nie tracąc przy tym wiele melodyki. Teksty – ponownie są charakterystyczne i przepełnione symboliką, której fanom gatunku nie trzeba tłumaczyć.

VADER – Solitude In Madness
Ten album przejechał po mnie jak czołg! A kiedy się pozbierałem i otrzepałem z kurzu – wrzucił wsteczny – i zrobił to ponownie! Po każdym utworze czuję się jakbym wyszedł z młyna na koncercie. Do tego to nieprawdopodobne BRZMIENIE! Szok!

MACIEJ MELLER – Zenith
Tęsknię za Quidam, z czasów “Alone Together”. Bardzo ucieszyłem się kiedy Maciej Meller pojawił się w Riverside. Ale kiedy dowiedziałem się, że nagra album solowy, wiedziałem że będzie mógł w pełni dać upust swoim inspiracjom. Zenith trafia do mnie właśnie z tego powodu. Od czasu zawieszenia działalności Quidam – to płyta z udziałem Macieja, która najbardziej do mnie trafia.

DESTROYERS – Dziewięć kręgów zła.
DESTROYERS albo kochasz albo nienawidzisz. Muzykę jaką uprawiają można swobodnie rozpatrywać na pograniczy pastiszu. I jeśli nie przełączysz “wichajsterka” w głowie – nie ma sensu próbować tego zrozumieć. Przaśne teksty, charakterestyczny falset… ale do tego masa energii i koncertowego potencjału. Możliwe, że gdyby nie ten ostatni argument, który dane mi było doświadczyć na żywo – album nie znalazłby się w moim płytowym podsumowaniu zeszłego roku.


Świat:
CONCEPTION – State Of Deception
Dla mnie powrót CONCEPTION to połączenie dwóch indywidualności. Wokaliz Roya Khana, za którym naprawdę zdążyłem się stęsknić, oraz gitary którą operuje Tore Ostby.
Co zaskakujące nie kontynuują ścieżki obranej przez ten brand. Moim zdaniem w obecnym CONCEPTION wyrażnie słuchać późniejsze dokonania muzyków. Zarówno jeśli chodzi o budowanie kompozycji, jak i brzmienie.
Więc trochę jest to dla mnie swoiste połączenie późnego Kamelot i ARK. EPka narobiła sporo apetytu, ale też pozostawiła niedosyt. Jeśli chodzi o pełny album – nie mam uwag. No może poza czasem trwania. Tutaj dalej mam niedosyt.

BLACK SWAN – Shake The World
W tym roku pojawiło się co najmniej kilka wartych wspomnienia płyt hard rockowych. Z biegiem roku w mojej głowie kołatało się, że w podsumowaniu rocznym powinny pojawić się: nowy album VANDENBERGa, DIRTY SHIRLEY oraz właśnie BLACK SWAN.
Ten osatni wytrzymał napór konkurencji. To nie tylko powrót w glorii o chwale Robina McAuleya (ex MSG), ale też kawał świetnych kompozycji. Płyta porywająca i niezwykle witalna.

VANDEN PLAS – The Ghost Xperiment – Illumination
Jeśli chodzi o klimaty prog metalowe, w tym roku wcale nie było ubogo. Czuję się zobligowany przywołać do tablicy choćby nowy album DGM, czy wyczekiwaną płytę FATES WARNING. Rzadna ze wspomnianych nie przebiła jednak pułapu oczekiwań w przeciwieństwie do nowego albumu VANDEN PLAS. To jeden z tych albumów, który do mnie trafia – i nie mam wobec niego wątpliwości, czy kolejnych przemyśleń. Wsiąkło jak w gąbkę – i już tak zostało.

PRIMAL FEAR – Metal Commando
Na heavy metalowym poletku również nie obyło isę bez konkurencji. Najszybciej odpadł nowy RAGE, który może dlatego że ukazał się najwcześniej, osłuchał mi się najszybciej. Następnie więcej niż przyzwoity GRAVE DIGGER pozostał na długo w odtwarzaczu, ale czy była to płyta wybitna? Co innego PRIMAL FEAR – tutaj rzeczywiście, podszedłem do tematu bez wygórowanych oczekiwań, a pozostałem z rozdziawioną ze zdziwienia buzią. Energia, melodie – to zawsze było mocną stroną tej ekipy. Ale w moim odczuciu Metal Commando to ich najlepszy album od wielu, wielu lat.

VICIOUS RUMORS – Celebration Decay
Nowy HEATHEN jest w porządku, ale brzmi zbyt nowocześnie, SEPULTURA – zaprezentowali mega porządną produkcję, ANNIHILATOR – aksjomat – po prostu. Ale VICIOUS RUMORS trafili gdzieś w pogranicze thrashu i progresywnego metalu. Dla mnie, ten zespół wraz z FLOTSAM & JETSAM porusza się z niebywałą gracją na pograniczu tych gatunków. Zarówno riffy, wokalizy jak i melodyka sprawia, że nie sposób usiedzieć w miejscu!


PIOTR MICHALSKI

To był niesamowicie ciężki rok. Jak żaden chyba doświadczył, w mniejszym bądź większym stopniu, nas wszystkich. Branża muzyczna ucierpiałem w sposób trudny do opisania, życie koncertowe zamarło, a przyszłość jest wciąż niepewna. Jaki zatem był ten rok pod względem stricte muzycznym? Bardzo dobry! Ukazało się wiele znakomitych albumów, a to że do top 5 nie załapał się mój ukochany My Dying Bride tylko o tym świadczy.

Polska:
ORDRAZA – Rzeczom
Polska muzyka ekstremalna black metalem stoi. Podobał mi się debiutancki album ODRAZY („Esperalem Tkane”), ciekawy był koncertowy „Kir”, ale „Rzeczom” po prostu mnie powaliło. To kwintesencja agresji ale i wyrafinowanych melodii, a utwór „Najkrótsza z wieczności” to wisienka na tym torcie ekstremy z niesamowitym klimatem i emocjami!

ACUTE MIND – Under The Empty Sky
Powrócili po latach i zrobili to po prostu fenomenalnie. Lubelski ACUTE MIND nagrał najciekawszy album z szeroko rozumianym progresywnym graniem w naszym kraju. Fantastyczne melodie i talent do niebanalnych hitów panowie mają we krwi.

IKONODRAMA – Etched In The Spirit
IKONODRAMA to wysokiej próby metal z gotyckimi naleciałościami i iście filmowo symfonicznym rozmachem. To zespół daleki od głównego nurtu i mało znany a to wielka niesprawiedliwość! „Etched In The Spirit” to konkret, nad którym każdy fan metalu powinien się pochylić!

WOJCIECH CIURAJ – Dwa Żywioły
Autor płyty to człowiek niestrudzony! WOJCIECH CIURAJ w swym solowym wcieleniu po prostu zachwyca. O muzyce, która wypełnia ten krążek (drugi z tryptyku poświęconego Powstaniom śląskim) można powiedzieć jedno słowo – wysmakowana!

MILLENIUM – The Sin
Ryszard Kramarski działa jak dobrze naoliwiona maszyna, czego dowodem jest najnowsza propozycja MILLENIUM, krążek „The Sin”. Koncept album oparty na siedmiu grzechach głównych, to zdecydowany powrót do klasycznych neoprogresywnych korzeni zespołu i mnie to pasuje.

Świat:
GREEN CARNATION – Leaves of Yesteryear
Majstersztyk! GREEN CARNATION nagrali płytę, która zachwyca. Niezwykły klimat, znakomite melodie, cudowna wersja starszego już utworu zespołu jak i znakomity cover Black Sabbath. „Leaves of Yesteryear” było chyba najczęściej przeze mnie słuchanym albumem wydanym w roku 2020!

KATATONIA – City Burials
Smutasy z KATATONII wspięli się na wyżyny! Ja wiem, że dla wielu osób skończyli się zaraz po „Brave Murder Day”, ale trzeba być głuchym aby nie doceniać ich późniejszej muzyki. „City Burials” to jeden z najznakomitszych albumów w całej dyskografii zespołu z niesamowitym nostalgicznym klimatem!

VANDEN PLAS – The Ghost Xperiment – Illumination
O proszę! VANDEN PLAS wraz z nowym “cyklem” zatytułowanym „The Ghost Xperiment” powrócił na właściwe tory! Tu nie ma nawet jednej niepotrzebnej sekundy. Znakomite melodie i idealny balans pomiędzy przebojowością a progresywną wirtuozerią.

PENDRAGON – Love Over Fear
Muzyka PENDRAGON mi się przejadła… muszę się przyznać, że poprzedni album „Men Who Climb Mountains” zwyczajnie mi się nie podobał. „Love Over Fear” to powrót zespołu do najwspanialszych pastelowych dźwięków, które serwowali na swych klasycznych płytach z lat 90-ych. Znakomite melodie, cudowne solówki, żadnych zaskakujących eksperymentów. Niby tak już grali, ale właśnie w takim wydaniu wypadają najlepiej!

GAZPACHO – Fireworker
To kolejna kapela, która na pewnym etapie swojej historii mnie znudziła. W stosunku do „Fireworker” nie miałem żadnych oczekiwań… a okazało się, że to jeden z najlepszych krążków zespołu, może i najlepszy po „Tick Tock”. Niby nie ma tu nic odkrywczego a sam zespół od lat obraca się w sprawdzonej formule muzycznej, nie mniej tym razem zrobili to wyjątkowo ujmująco!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *